“Dzięki Kindle będziesz czytał więcej” - zachęcony tą obietnicą kupiłem pierwszy model Paperwhite’a niedługo po jego premierze. Zapowiedź sprawdziła się w 100% - rzeczywiście czytnik zawsze w zasięgu ręku, pełen książek, artykułów i czasopism sprawia, że po prostu poświęca się więcej czasu na czytanie. Przez ten czas Paperwhite I w zupełności mi wystarczał, ale korzystając z okazji zdecydowałem się zastąpić go nowszym modelem Kindle Voyage z dokładnie trzech powodów.

Słowem wstępu zaznaczę, że niedługo przed zakupem Amazon zaprezentował swój nowszy czytnik – Kindle Oasis. Gdy poznaliśmy jego cenę jasne stało się, że nie będę zainteresowany jego zakupem i byłem pewien tego, że Voyage będzie odpowiedzią na wszystkie moje oczekiwania wobec następcy Paperwhite’a I. O przesiadce zdecydowały dokładnie trzy czynniki:

  • rozdzielczość
  • przyciski
  • automatyczne ustawianie jasności ekranu

Z decyzją o zakupie nosiłem się od pewnego czasu, a od tygodnia nagminnie czytam już właśnie korzystając z Voyage. Czy zaczynam żałować tej decyzji? Pierwsze wrażenia nie są zawsze w pełni miarodajne, nie zamierzam też przygotowywać recenzji sprzętu po takim czasie użytkowania. Dlatego poniższe spostrzeżenia określiłbym mianem pierwszych wrażeń, które mimo wszystko, ukierunkowują mnie ku konkretnej ocenie urządzenia, którą wystawię za jakiś czas.

Rozdzielczość

Nie jestem kompletnym maniakiem rozdzielczości, wciąż pracuję na standardowym monitorze, lecz smartfon i laptop przyzwyczaiły mnie do dość wysokiego komfortu jakości tekstu na ekranie. Jeszcze więcej tego tekstu oglądałem właśnie na Kindle’u, stąd decyzja o zakupie nowszego modelu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że kwestia jakości wyświetlacza w Kindle Voyage była wielokrotnie przytaczana w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, jednak wciąż jestem zdumiony tym, jak duża przepaść dzieli to, co ogląda się na ekranie Paperwhite’a I w porównaniu do Voyage. Nareszcie odnoszę wrażenie, że w ręce trzymam wydrukowaną stronę, co jest przecież najlepszym komplementem dla samego ekranu. Dzięki wyższej rozdzielczości można ustawić znacznie mniejszy rozmiar tekstu, przez co zwiększa się ilość treści na ekranie – a mnie to naprawdę odpowiada.

Przyciski

Być może powinienem umieścić je pod numerem 1 oczekiwań wobec nowego czytnika, ale będąc pod ogromnym wrażeniem możliwości ekranu Voyage zdecydowałem się zamienić kolejność dwóch pierwszych pozycji. Pierwotnie, to właśnie przyciski były najistotniejszym powodem do zmiany czytnika, ponieważ potrzeba ciągłego dotykania ekranu w celu zmiany strony mnie po prostu irytowała. W wielu okolicznościach było to na tyle niekomfortowe, że byłem blisko zrezygnowania z dalszego czytania. Mam raczej niewielkie dłonie, dlatego sięgnięcie kciukiem do ekranu było czasami nie lada zadaniem gimnastycznym. Nie niemożliwym, ale niesamowicie niewygodnym.

Przyciski po obydwu stronach ekranu umieszczone na ramkach Voyage wydawały się zbawieniem. Zapowiedzi przycisków reagujących na naciśnięcie (ściśnięcie) brzmiały naprawdę nieźle, ponieważ wydawało mi się, że taka czynność będzie bardziej komfortowa niż wciskanie tradycyjnych klawiszy. Dziś już wiem, że byłbym większym zwolennikiem przycisków z Kindle Oasis, ale wraz z upływem czasu coraz lepiej radzę sobie z tymi w Voyage. Początkowo nie byłem nawet w stanie uchwycić czytnika w taki sposób, by faktycznie trzymać go w jednej ręce i zmieniać strony poprzez wciśnięcie przycisku. Największą wadą tego rozwiązania jest jednak brak jakiegokolwiek pod-/oświetlenia tychże przycisków, więc w słabszych warunkach oświetleniowych trudne jest ich namierzenie, o całkowitej ciemności nie wspominając. Reasumując – z przyciskami jest o wiele lepiej, ale nie tak dobrze, jak sądziłem że będzie.

Automatyczna jasność

Byłem zdumiony, gdy dowiedziałem się, że Kindle Oasis nie posiada czujnika światła. W niezwykle smukłej obudowie zmieścił się akcelerometr pozwalający automatycznie zmieniać orientację wyświetlanych treści, ale niestety automatycznie ustawianego poziomu oświetlenia ekranu już w nim nie uświadczymy. Voyage był pierwszym i jak na razie jedynym Kindle, który w takowy sensor wyposażono i był to jak wspominałem trzeci z argumentów “za” przy okazji zakupu. Jego działaniem jestem zachwycony.

Po otwarciu etui jedyną czynnością, którą muszę wykonać jest odblokowanie ekranu i od razu mogę cieszyć się lekturą. Do tej pory zazwyczaj niezbędne było w pierwszej kolejności dostosowanie jasności ekranu do otoczenia. Czujnik okazuje się też przydatny (późnymi) wieczorami, gdy jasność ekranu jest automatycznie pomniejszana, by oszczędzać oczy – coś fantastycznego.

To tylko początek podróży

Tak naprawdę swoją przygodę z Kindle Voyage dopiero zaczynam. Mam nadzieję, że będzie on służył mi co najmniej tak dobrze, jak Paperwhite. Cena w przypadku Oasis wydaje się wręcz zabójcza, ale należy pamiętać, że w zestawie z czytnikiem otrzymujemy etui z wbudowaną baterią. Liczę, że przez najbliższe kilkanaście/-dziesiąt miesięcy nie będę myślał o zmianie czytnika, gdyż jak na razie Voyage mnie nie zawodzi, a wręcz przeciwnie – z każdym dniem użytkowania zyskuje w moich oczach.