Moje przemyślenia

Kindle Fire - moje testy i pierwsze wrażenia

GM
Grzegorz Marczak
41

Kindle Fire - prawdziwy konkurent dla iPada? Tani i dobry sprzęt od firmy Amazon? Na pewno rekordowo sprzedający się gadżet, który ugryzł i przyciągnął do siebie kilku klientów Apple. Niektóre z tych marketingowych haseł krążących wokół Fire mam okazję właśnie sprawdzać, ponieważ od kilku dni tes...

Kindle Fire - prawdziwy konkurent dla iPada? Tani i dobry sprzęt od firmy Amazon? Na pewno rekordowo sprzedający się gadżet, który ugryzł i przyciągnął do siebie kilku klientów Apple.

Niektóre z tych marketingowych haseł krążących wokół Fire mam okazję właśnie sprawdzać, ponieważ od kilku dni testuję pierwszy tablet (?) firmy Amazon.

Poniżej znajdziecie pierwszą część recenzji - staram się patrzeć obiektywnie na to urządzenie cały czas mając w głowie, że jest od konkurencji dwa a czasem nawet trzy razy tańszy. Zapraszam

Wygląd i estetyka

 

W czasach iPada, Fire do iPada podobny nie jest. Dla jednych będzie to zaleta dla innych wada. Z pewnością natomiast urządzenie to zaskakuje swoim ciężarem. Myśląc o marce Kindle wszyscy przyzwyczaili się do lekkich czytników - biorąc do reki Fire jesteśmy więc w szoku, ponieważ jak na taki kawałek małego tabletu naprawdę czuć go w ręce.

Sama jakość wykonania obudowy, ekranu i dokładnie dwóch złączy jakie posiada (słuchawka i mini usb) jest na dobrym poziomie a przynajmniej ja po kilku dniach nie znalazłem żadnych jakościowych czy stylistycznych mankamentów. Z pewnością nie jest to urządzenie, w którym skupiono się na designie, nie razi jednak też swoim wyglądem. Jest bardzo prosty i naprawdę może się podobać.

Czego zdecydowanie brakuje jeśli chodzi o zewnętrzny interfejs Fire to przede wszystkim guzik do pogłaśniania lub ściszania muzyki i dźwięków. Musimy to robić przez opcję w systemie co wiąże się z koniecznością odblokowania urządzenia i wykonania dodatkowych zbędnych klików.

Jako iPadowiec przyzwyczaiłem się również do fizycznego guzika home, którego niestety Fire nie ma. Nie jest to duży problem i da się z tym żyć ale na początku jest ciężko.

Co ma w środku?

 

Zapewne wszyscy zainteresowani mieli już szansę zapoznać się ze specyfikacją. Opisując jednak to urządzenie nie można o tym nie wspomnieć. Zacznijmy więc od ekranu - 7″ calowy wyświetlacz o rozdzielczości 1024 x 600 pikseli, obudowany szkłem Gorilla Glass, oczywiście z obsługa Multi-touch. 8GB pamięci wewnętrznej, system operacyjny Android 2.3 Gingerbread, USB niestety 2.0. Maleństwo waży 413 gram a na bateriach ponoć wytrzymuje do 8 godzin ciągłej pracy. Na procesorach się nie znam, ale dwurdzeniowy TI OMAP4 brzmi groźnie i powinien zapewniać stosunkowo komfortową pracę przynajmniej z internetem.

Kindle Fire poza US to tylko przeglądarka do internetu, czytania książek i czasopism.

Oczywiście to wszyscy wiemy, ale również nie mogę pominąć tego fragmentu. Kupując Kindle Fire poza US kupujemy tak naprawdę bardzo ograniczone urządzenie. Głównym przeznaczeniem Fire jest odtwarzanie i przeglądanie mediów zakupionych w Amazon. Nie mając karty kredytowej US, nie będąc mieszkańcem US i łącząc się z internetem spoza US mamy 80% usług odciętych. Łącznie z możliwością pobierania i instalowania jakichkolwiek aplikacji. Tak dla niektórych może być to szokiem bo czym innym jest dostęp do usług premium Amazon a czym innym jest brak możliwości zainstalowania nawet aplikacji do obsługi Youtube. Na pocieszenie pozostają nam więc książki i wydania eprasy. Filmów video czy aplikacji nie ściągniemy z Amazon nawet jeśli będą darmowe. Jest natomiast możliwość wgrywania własnej muzyki, którą nasz Fire odtwarza bez problemu.

System Amazonu

 

Tak chyba można określić to co Amazon zrobił z Androidem na Kindle Fire. Zapomnijcie więc o widgetach, kolorowych tłach, zegarkach i czymkolwiek co kojarzy wam się z systemem Google. W Fire mamy do czynienia z zamkniętym na kłódkę szytym na miarę systemem, który w swojej prostocie ma być cudem bożym dla każdego przeciętnego, nie technologicznego konsumenta. Rozumiem i akceptuję takie podejście.

Jak to więc wygląda od środka? Główny ekran to "przewijak" z ostatnio otwieranymi aplikacjami, filmami, czytanymi książkami itp. Na dolnej półce mamy natomiast skróty do czterech ulubionych aplikacji. Reszta nawigacji to osobne ekrany dla Newsstand, książek, muzyki, filmów, dokumentów, aplikacji i przeglądarka www. I to naprawdę wszystko. Nawet jeśli chodzi o konfigurację jest równie prosto i ubogo łącznie z tym, że nie mam możliwości zmiany backgroundu ani zdjęć jakie widzimy na zablokowanym urządzeniu.

Nawet na kogoś kto do tej pory miał do czynienia z dość mało elastycznym jeśli chodzi o personalizacje iPadem pierwszy kontakt z Kindle Fire będzie szokiem. Tutaj po prostu nic nie możemy zrobić po swojemu i pod swoje upodobania. Wszystko jest tak ograniczone aby przypadkiem nie namieszać i nie zepsuć. Łącząc to jeszcze z brakami związanymi z mieszkaniem poza US i dostępnością usług Amazon zostaje więc nam w ręku dość kalekie urządzenie.

Chmura jak to chmura - na tym trzeba zarabiać.

 

Pierwsze euforyczne doniesienie o tym, że w Kindle Fire wszystko mamy w chmurze, również na mnie zrobiły bardzo dobre wrażenie. W końcu bezpiecznie będę trzymał kopie moich multimediów i dokumentów. Owszem wszystko się zgadza jeśli zakupimy te multimedia w Amazonie. W każdym innym przypadku dane nie są przenoszone i musimy liczyć się z tym, że mamy do dyspozycji maksymalnie 5 GB na filmy, muzykę i co tam jeszcze wgramy. Zresztą 5GB chmury w Amazonie biorąc pod uwagę wielkość filmów i ilość muzyki jaką możemy się obkupić (w końcu coś będziemy oglądać też bez WIFI) to też mało i zapewne za chwilę zacznie się masowe dokupowanie przestrzeni dyskowej.

Inną dziwną rzeczą związaną z Cloudem Amazona i nieco niezrozumiałą dla mnie jest Cloud Drive, który został uruchomiony jeszcze przed wypuszczeniem Kinlde Fire. Nie wiem, czy jest to ta sama chmura? Wgrane do Amazon Cloud Drive pliki muzyczne nie przenoszą się do Fire, tak samo zresztą z dokumentami - widać natomiast przez interfejs www aplikacje jakie pobraliśmy z Amazonowego app store. Dziwne to dla mnie i mało zrozumiałe, ale szkoda mi czasu na poznawanie szczegółów.

1GB czyli dziwny problem

 

Przeglądając urządzenie i jego konfigurację obejrzałem dokładnie opis urządzenia wraz z alokacją pamięci wewnętrznej do poszczególnych typów mediów i tutaj pewne zaskoczenie, ponieważ Amazon przeznaczył na sztywno dokładnie 1,17 GB pamięci na aplikacje. Szybki rzut oka do Google i faktycznie nie mylę się w interpretacji faktów - dokładnie taką powierzchnią dysponujemy jeśli chodzi o to co można zainstalować z App Store. Reszta przypisana jest do multimediów i dokumentów dostępnych z poziomu Fire.

Są dwie szkoły - pierwsza z nich mówi, że Fire to odtwarzacz do mediów i na tym trzeba się skupić, a aplikacje to miły dodatek ale nie priorytet. Poza tym, wszystko co kupimy mamy w chmurze i wystarczy tylko sprytnie manewrować aplikacjami zainstalowanymi - nie trzymać śmieci i robić porządki.

Szkoła wąchocka sprzeciwia się natomiast takiemu podejściu. Amazon za bardzo ogranicza użytkownika. Co z tego, że mam chmurę skoro w tych czasach jedna gra lekko potrafi zając do 400 MB, tak więc dwie gry i kilka prostych aplikacji i to koniec? Czemu nie wykorzystać pamięci dostępnej dla multimediów i dokumentów? Kto to wymyślił?

Szczerze mówiąc jestem za szkołą wąchocką - chociaż staram się zrozumieć motyw Amazona to jednak w tym elemencie poszli nieco za daleko. Problem polega też na tym, że chmura jak już wspomniałem przetrzymuje aplikacje zakupione w Amazon. Jeśli więc wgracie coś sobie z boku (a są przecież takie możliwości choćby z innych sklepów z aplikacjami) to już to do chmury nie trafi i będziemy za chwilę bujać się z 1 GB ograniczeniem.

Główka pracuje

 

Najpierw postraszyłem to teraz trochę pocieszę. System jest zamknięty, urządzenie mocno ograniczone więc teoretycznie dramat. Pierwsze informacje jakie znalazłem na temat rozwiązania tego problemu również nie są dobre - propozycje w stylu wpisania do Amazon danych lewej karty kredytowej z US to zabawa nie dla mnie. Tym bardziej, że na koniec i tak system sprawdzi przy odtwarzaniu filmu z jakiego IP się łączymy.

Kolejne newsy z for specjalistów od wszelkiego rodzaju rootowania urządzeń były już bardziej optymistyczne - można prawie wszystko, wystarczy tylko root i już instalujemy co chcemy . Do tego trzeba jednak trochę umiejętności, chęci i czasu - też nie dla mnie.

Optymalnym więc rozwiązaniem, które daje nam możliwość wykorzystania Kindle Fire jako tableta jest zabawa z aplikacjami na androida w postaci plików APK. Obchodzimy więc oficjalny sklep z Google, z którego na Fire nie skorzystamy, tak samo jak i sklep Amazona, z którego nie możemy nic kupić. Korzystamy ze sklepów alternatywnych, które pozwalają nam ściągnąć aplikacje w postaci APK. W ten sposób wszedłem w posiadanie Dropboxa na Kindle Fire - później już było prosto. Udostępniam sobie w Dropbox katalog do składania znalezionych plików APK, a później z poziomu Fire uruchamiając pliki instaluję je klasycznie jak każdą normalną aplikację. I byłoby prawie pięknie tylko nie każda aplikacja pasuje do Fire, nie każda działa. No, ale podstawy już mamy, czyli Facebook. Twitter, Youtube i co tam chcemy. Nie mamy natomiast niestety całego pakietu aplikacji Google - jest to dla mnie problem, ponieważ nie mogę patrzeć na tego kwadratowego klienta pocztowego w Fire, nie mam też kalendarza, dokumentów itp. Z Google jest problem bo trzeba się poważniej zaangażować w fora developerów, aby zainstalować sobie brakujący framework - zostawiłem więc tę zabawę na razie licząc na to, że w kolejnych edycjach Amazon się zlituje i doda co potrzeba.

Podsumowując ten fragment - da się przeżyć z zewnętrznymi aplikacjami. Nie jest to łatwe, ale chwila z Google i na pewno znajdziemy to czego nam brakuje.

Przeglądarka i Amazon Silk

 

O Silk czyli technologii zastosowanej w przeglądarce Fire pisaliśmy dość obszernie na Antyweb, dlatego nie będę się powtarzał. Generalnie miało być szybciej, sprawniej i genialniej. Jest tragicznie wolno i z niezrozumiałymi lagami. Całkiem możliwe, że to całe cachowanie, kompresja i przewidywanie przyszłości gdzieś tam sobie działa, ale jest to na tyle mało efektywne czy wręcz nie efektywne, że odczucia są bardzo negatywne. Do tego stopnia, że zdesperowany zainstalowałem sobie dodatkowo Operę mini i Firefoxa. Na szczęście ten ostatni podołał zadaniu i nie dość, że jest szybszy to jeszcze dużo lepiej wyświetla strony www na niewielkim ekranie Kindle.

Z czym moim zdaniem nie radzi sobie absolutnie przeglądarka Amazon? Mam wrażenie, że problem dla Silk jest kod javascript, który w chwili obecnej jest wszędzie. Po wyłączeniu obsługi javascript przeglądarka w Fire jest demoenm szybkości.

Jest jeszcze jeden możliwy scenariusz - Silk jest na razie przygotowany na obsługę wszystkiego co dzieje się w US. Tak więc jeśli jakiś Marczak zaczyna odwiedzać strony z końcówką .pl to nic tam się nie optymalizuje bo nie ma skali, aby złapać trendy. Poza tym nie warto sobie na razie zawracać nim głowy :)

Wydajność

 

Korzystając przez kilka dni z Fire mam wrażenie jakby całe urządzenie lekko lagowało. Nie jest to zjawisko notoryczne, ale czasem bardzo dokuczliwe, szczególnie w momentach kiedy sprzęt naprawdę na chwilę się zamyśli. Czasem też przez to reakcja na funkcje dotykowe jest nieprawidłowa lub po prostu nie zauważalna dla systemu. W prawdzie w procesorze mamy dwa rdzenie, ale dla mnie to tylko marketing.

Chcąc usprawiedliwić Amazon można powiedzieć, że to sprzęt za 200 USD i nie można wymagać od niego takiej samej płynności jaką mamy w iPad 2 i podobnych urządzeniach za dużo większe pieniądze. Tylko, czy nie po to Amazon zrobił własny system, dobry procesor i pamięć, aby to wszystko do kupy optymalnie pracowało? Problem został już zauważony przez użytkowników - Amazon już zresztą coś poprawiał więc jest szansa na dalsze optymalizacje.

Dobra - koniec części pierwszej.

zdjęcia : .businessinsider.com, itsagadget, własne

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu