Świat

Kieszonkowy las: oczyści, schłodzi, zaowocuje

MG
Maciej Gorczyński
2

Najstarszy kieszonkowy las został posadzony w Jokohamie 40 lat temu, równie stare można znaleźć w Indiach i Malezji; Europa zainteresowała się sprawą całkiem niedawno, dopiero w 2015 roku pierwszy mikrolas zasadzono w Holandii – ale sprawy postępują szybko, teraz tylko w Holandii jest ich 100, w ślady podążają Belgia i Francja.

Kieszonkowy las ma od 300 do 6000 drzew, a jego głównym zadaniem jest oczyszczanie powietrza w mieście. Na pomysł wpadł Akira Miyawaki, teraz dziewięćdziesięciotrzyletni Japończyk, podczas studiów botanicznych w Niemczech, 60 lat temu, który do dzisiaj własnymi rękami posadził 40 milionów drzew. Tzw. metoda Miyawakiego skraca czas rośnięcia lasu ze 100 lat do 10 – przyjmuje się, że las w sposób naturalny, choć inspirowany przez człowieka powstaje 100 lat – pod warunkiem, że dokona się dokładnych badań gleby prowadzących do sprawdzenia, które faktycznie gatunki drzew najlepiej się w niej zakorzenią; następnie ziemię się przygotowuje, wzbogacając ją wysoką warstwą kompostu, na końcu bardzo ciasno rozmieszcza się sadzonki drzew.

Brzmi może prosto, ale jak podkreśla w wywiadzie ostatni uczeń Miyawakiego (www.atmos.earth), Fumitaka Nishino, etap badań i późniejszej aplikacji wiedzy w praktyce jest  ogromnie wymagający, ponieważ rodzaj biodywersyfikacji, jaki panuje na określonym terenie, nie jest łatwy do sztucznej rekonstrukcji. Wybierając drzewa do nasadzenia, nie można polegać na książkach opisujących lokalny ekosystem, trzeba po prostu naocznie sprawdzić, co chętnie rośnie w niewielkim promieniu od wybranej lokalizacji – i tych roślin użyć. Przy czym nie wszystkie będą drzewami, gdyż chodzi tu tzw. permakulturę, w której różne rośliny będą się wzajemnie wspierać, na różnych poziomach współpracy (winorośle potrzebują drzew, by się piąć, krzewy potrzebują cienia itd.).

Ciasne sadzenie jest kluczowe: rośliny są zmuszone do walki o światło słoneczne, przez co rosną 14% szybciej niż zwykle. Sam mistrz Miyawaki nie udziela już niestety wywiadów (niemniej warto zajrzeć na jego stronę: jest odrobinę nieaktualna, ale zapewnia pewną dawkę optymizmu), ale równie ciekawe rzeczy opowiada inny uczeń (www.blog.ted.com), Shubhendu Sharma, który wcześniej pracował Toyocie jako inżynier przemysłowy – tam poznał Japończyka, który wielokrotnie na zlecenie Toyoty sadził mikrolasy na terenach fabryk samochodów. Swój pierwszy las Sharma zasadził we własnym ogrodzie: 93 metry kwadratowe, 300 drzew, 42 różne gatunki. W tym, co zrobił i zobaczył, musiało coś być niezwykłego, ponieważ natychmiast porzucił pracę w Toyocie i założył Afforestt, organizację for-profit, która obiecuje posadzić las każdemu klientowi, w dowolnym miejscu.

Galeria na www.afforestt.com nie jest zbyt dobra, ale wystarcza, by dać wyobrażenie, o co w tym chodzi. Imponuje podejście Sharmy, w którym jest więcej fascynacji niż rozległej wiedzy botanicznej (jaką dysponuje mistrz Miyawaki). Wykorzystuje raczej kompetencje zdobyte w Toyocie, które pozwoliły mu np. napisać program komputerowy optymalizujący wybór sąsiadujących gatunków roślin tak, aby w kolejnych latach wzrostu nie wchodziły ze sobą w konflikt.

Afforestt ma już na koncie 138 lasów na całym świecie. Najwięcej – wliczając dzieła Miyawakiego –  jest obecnie w Indiach, gdzie niekiedy pełnią wyspecjalizowaną rolę, tworząc np. celową, zieloną ochronę dla szkół miejskich. W sąsiednim Pakistanie jest już ich 126, a poza bogatą Europą zainteresowanie pojawiło się też w Ameryce Łacińskiej. Ciekawe, że przy koniecznym respekcie dla reguł sadzenia i wzrostu, metoda Miyawakiego zostawia niemałą elastyczność: typową modyfikacją stosowaną w różnych krajach jest dodawanie sporej liczby lokalnych drzew owocowych, które w obecności drzew typowo leśnych po kilku latach stają się samowystarczalnymi sadami owocowymi, nie wymagającymi pracy ogrodnika (zwykle – ze względu na tempo wzrostu – mikrolas powinien być dodatkowo podlewany przez 2-3 lata, później radzi sobie sam). Tak było w pierwszym, prywatnym lesie Sharmy, który nie tylko dał masę owoców, ale przyciągnął nowe gatunki ptaków oraz obniżył temperaturę powietrza przy gruncie o 5°C.

Komentator z tygodnika „The Economist” widzi w tym analogię do ruchu zakładania parków miejskich w XIX wieku, w czasie rewolucji przemysłowej i wywołanej nią zmiany krajobrazu miejskiego – analogia co najmniej ciekawa, zważywszy na to, jak rzadko w polskich miastach projektuje się nowe parki miejskie (pomijając dosłowne listki figowe, którymi ozdabia się nowe osiedla czy place zabaw). Co prawda, badacze mówią, że lasy Miyawakiego nie mogą rozwiązać całego problemu, który sumuje się w liczbie 4,2 mln ludzi zabijanych rocznie przez skażenie miejskiego powietrza oraz, nie należy zapominać, upał, swoisty problem uniwersum z betonu, które chętnie pochłania promienie słoneczne i niechętnie pozbywa się nagromadzonego ciepła.

Nie mogą, ponieważ zgodnie z badaniami przeprowadzonymi na Uniwersytecie Wisconsin w 2019 roku, miasta musiałyby być w 40% pokryte lasami (zielenią), aby zmiana była znacząca. Ale nie należy zarazem lekceważyć siły sumy mniejszych zmian. A może trzeba tym razem posłuchać ekologów-anarchistów, którzy mówią, że wszędzie, gdzie to tylko możliwe i w nadmiarze, trzeba siać rośliny z dronów.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: