5

Kanały muzyczne na YouTube to przyszłość niszowej muzyki

Kiedy gwiazdy muzyki walczą z wyciekami swoich albumów w serwisie YouTube, mniejsi twórcy starają się w pełni wykorzystać ten sposób promocji swojej muzyki. W pełni legalne wydawnictwa publikowane w sieci nawet przed premierą, to dziś codzienność i przyszłość niszowych scen.

Nigdy specjalnie nie interesowały mnie mechanizmy promocji i wydawania muzyki przez największych artystów. Ogromne wytwórnie, grube miliony dolarów wydawane na promocję, do tego walka z piratami i serwisami streamingującymi. Muzyka schodzi wtedy na najdalszy plan, liczy się tylko zarabianie pieniędzy. Zdecydowanie bardziej lubię przyglądać się mniejszym zespołom i niszowym scenom, które w przeciwieństwie do dużych twórców doskonale wiedzą, jak wykorzystywać sieć do swoich niecnych celów.

Oficjalna premiera płyty na YouTube

Jestem bardzo ciekawy, czy w innych niszowych gatunkach jest podobnie, ale od jakiegoś czasu obserwuję bardzo ciekawy trend na scenie ekstremalnego metalu. Chodzi o duże kanały na YouTube skupione na dostarczaniu nowych wydawnictw muzycznych. W pełni legalnych, otrzymywanych od zespołów, często publikowanych w formie youtubowej premiery.

Świetnym przykładem jest tu kanał Black Metal Promotion, na którym regularnie pojawiają się pełne wydawnictwa, często przed premierą, ale zawsze z pełnym „błogosławieństwem” muzyków. Dodatkowo dla całej sceny ten kanał staje się powoli podstawowym źródłem nowości muzycznych – choćby dlatego, że jeśli jest się jednym z zespołów stanowiących element tak zwanej sceny, po prostu wypada się na tym kanale znaleźć. Zgłębiłem temat, nie jest wcale tak łatwo. BMP podobno nie bierze pieniędzy za publikowanie u siebie materiałów, ale właściciel kanału sam ocenia podesłaną muzykę i publikuje ją tylko jeśli płyta przypadnie mu do gustu. Owszem, pojawiają się tam i słabsze albumy, jednak pewien poziom jest cały czas trzymany i jestem wręcz zdziwiony, że kanał nie zmonetyzował tych działań. No chyba, że wszyscy trwają w jednej wielkiej zmowie milczenia, biorąc jednak pod uwagę, że w tej muzyce i na tym poziomie nie ma w ogóle pieniędzy – wierzę, że to faktycznie może funkcjonować pro bono.

Takich kanałów jest przynajmniej kilka i z tego co widzę, cały czas rosną, wrzucają coraz więcej muzyki, a pewnie niektóre robią to również po uiszczeniu opłaty. Nie widzę w tym nic złego – skoro zespół ma pieniądze na promocję, to równie dobrze może je wydać w ten sposób. To zdecydowanie lepszy pomysł niż umieszczanie płyty na swoim własny kanale. Mechanizmy YouTube są nieubłagane i choć licznik subskrypcji nie ma przełożenia na późniejsze wyświetlenia filmów, to klip z dużego kanału ma nieporównywalnie większe szanse by wyświetlać się w polecanych materiałach, a co za tym idzie dotrzeć do większej grupy odbiorców.

Nie od dziś wiadomo, że sprzedaż płyt nie przynosi kokosów, to samo podziemie wydaje się sprzedawać albumy na CD w dość niskich cenach mocno konkurujących z półką płytową takiego na przykład Empiku. To też wciąż muzyka wykonywana przez hobbystów i nawet jeśli zespół gra koncerty, to muzycy szukają źródła podstawowego dochodu gdzieś indziej, mają normalne prace. Ale chcąc budować nazwę swojej kapeli, muszą docierać do jak największej grupy słuchaczy żeby później było dla kogo te koncerty grać. Doskonale więc rozumiem, że mimo sprzedawania fizycznych i cyfrowych wersji swoich płyt, nie mają żadnego problemu by udostępnić je w sieci całkowicie za darmo. Myślę, że zyskują na tym zdecydowanie więcej niż tracą, wiedząc jednocześnie że są w środowisku, które w przeciwieństwie do tak zwanego „mainstreamu” wciąż kupuje płyty na CD lub winylach.

Zabawne, że kiedyś to samo podziemie gardziło internetem

Podobno tylko krowa nie zmienia poglądów. Kiedyś ignorowanie internetu zespoły i muzycy mogli tłumaczyć chęcią pozostania w podziemiu i kultywowania klasycznej formy promocji oraz dystrybucji. I ja to szanowałem, dziś jednak sieć jest w zasadzie nieodłącznym elementem muzyki i „sceny”, więc brak umiejętności wykorzystania tych mechanizmów jest zwyczajnie głupotą. Jasne, jeśli ktoś chce nagrywać dla garstki słuchaczy i docierać do nich wyłącznie za pośrednictwem papierowych ulotek – droga wolna. Tylko zastanawiam się jak niby dotrze, skoro słuchacz i tak musi zamówić płytę w sieci, bo niby jak inaczej? Wysłać list w odpowiedzi na list z papierowym katalogiem płyt? Totalna abstrakcja.

Podoba mi się jak metalowe podziemie ewoluowało i nauczyło się wreszcie wykorzystywać dobrodziejstwa internetu. Te zmiany mają jednak również swoje minusy, szczególnie dla twórców. Wygodne metody docierania do nowych słuchaczy dostępne są dla wszystkich, muzyki jest więc zdecydowanie więcej i zwyczajnie trudniej skierować uwagę słuchacza właśnie na swoją twórczość. Samo rejestrowanie płyt przestało być przeszkodą, bo złożenie w miarę rozsądnego setupu do nagrań jest dziś nieporównywalnie łatwiejsze i tańsze niż kiedyś.

Jeszcze kilka lat temu nie przyszłoby mi do głowy, że rynek muzyki tak bardzo się zmieni. A teraz, kiedy pandemia nie pozwala grać koncertów, internet i serwis YouTube to w zasadzie podstawowy sposób na dotarcie ze swoją muzyką do słuchaczy.