14

Jeszcze nie Transformer, ale…

Na Optimusa Prime, czyli ciężarówkę zmieniającą się w robota, jeszcze musimy poczekać. Za to możemy już zamówić elektryczną motorynkę przekształcającą się w parę sekund w… neseser. Tak, wiem, nie brzmi to już tak dumnie, ale ekolodzy płaczą ze szczęścia, śniąc o biznesmenach, którzy w ten sposób mknąć będą w garniturach na spotkania. Za to cacuszko […]

Na Optimusa Prime, czyli ciężarówkę zmieniającą się w robota, jeszcze musimy poczekać. Za to możemy już zamówić elektryczną motorynkę przekształcającą się w parę sekund w… neseser. Tak, wiem, nie brzmi to już tak dumnie, ale ekolodzy płaczą ze szczęścia, śniąc o biznesmenach, którzy w ten sposób mknąć będą w garniturach na spotkania.

Za to cacuszko odpowiada firma Green Energy Motors, a nazwa zobowiązuje. Mamy więc do czynienia z produktem szanującym naturalne środowisko. Osobiście ciekawy jestem, na ile ekologiczny był proces wytworzenia wszystkich komponentów tej transformerskiej walizki…

Całość waży 27 funtów, czyli ok. 12,2 kg. Faktycznie, jak na pojazd, to niewiele. Dystans, jaki może przejechać na jednym ładowaniu akumulatora, to 25 mil, czyli ok. 40 km. To również imponujący wynik. Tym bardziej, że maksymalny czas ładowania baterii to godzina. Prękdość maksymalna to 12,5 mili na godzinę, czyli kapkę ponad 20 km/h. Pojazd udźwignąć może do 124 kg (kierowca wraz z ładunkiem).

Oczywiście w trybie motorynki twórcy nie zapomnieli o ledowych światłach – białym z przodu i czerwonym z tyłu. Przez moment zastanawiałem się natomiast, jak na tym pojeździe usiąść, bowiem rączkę zaprojektowano tak, by wydatnie poszerzała nam przedziałek na tyłku. Wątpliwości rozproszyła lektura instrukcji. Na walizce nie siadamy – jedziemy nią na stojąco, podobnie jak na hulajnodze.

Urządzenie ma trzy tryby – wspomnianej wcześniej motorynki, a także walizki na kółkach z rączką do ciągnięcia i opcji ręcznej. Nie do końca przekonuje mnie pakowność. Nie znalazłem co prawda danych na temat rozmiarów powierzchni przeznaczonej na nasze graty, ale zarówno z rysunku jak i zdjęcia widać, że wkładanie czegokolwiek do walizki nie należy do działań zbyt wygodnych.

Z tego, co widzę, możemy postawić na sztorc laptop, upchać zasilacz, myszkę, może jeszcze klucze od domu i finito. Otwieranie pojemnika od góry też nie wydaje się do końca zgrabne (spróbujcie wyciągnąć pendrive, jeśli wpadnie wam na dno ten walizki). I choć rozumiem ideę „coś za coś”, to jednak jestem człowiekiem, którego uczono, że jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego.

Przebieracie nóżkami, pytając o cenę? Już odpowiadam. Całość kosztuje jedyne 5990 dolarów amerykańskich (przy dzisiejszym kursie blisko 19 tysięcy zł!), ale że jest promocja, możecie walizkomotorynkę kupić za połowę tej ceny. Powiem szczerze – jeśli dorzucą do tego opcję latania i ciśnieniowy ekspres do kawy, walę do sklepu jak w dym. Ale na dziś projekt ten postrzegam jedynie jako nowinkę dla sfrustrowanych biznesmenów, którzy jadąc na spotkanie utkwili w nowojorskim korku…