18

Jeśli to jest najlepszy film DC, to mamy poważny problem. Shazam – recenzja

Shazam to najnowszy film DC i jednocześnie jest to produkcja, której widzowie mogli nie oczekiwać, ale na nią na pewno zasługiwali. Nareszcie wszystko jest poukładane, przyjemne w odbiorze i seans daje ogrom frajdy zamiast irytować. Ale jest jeden problem, choć nie każdy przyzna mi rację.

Pierwsze zapowiedzi Shazam wprowadziły nie lada zamieszanie. DC sięga po postać, której szersza publiczność nie zna, a to może się na nich zemścić albo przywrócić blask marce. Stało się to drugie – co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Pozytywnych recenzji i reakcji nie brakuje, sale kinowe zapełniają się nawet na pokazach przedpremierowych, a Warner Bros. i DC nareszcie nie muszą chować głowy w piasek i kryć się za tłumaczeniami scenarzystów, reżyserów czy aktorów, którzy muszą tłumaczyć, dlaczego film (nie) wyszedł, jaki wyszedł (pamiętacie wywiad Afflecka i Cavilla, no właśnie).

Nie wiem, czy każdy przyzna mi rację, ale Shazam udał się dlatego, że skręcił ku temu, co Marvel robi od lat. Podobnie stało się z Aquamanem, a wcześniej Wonder Woman i dlatego tamte filmy okazały się tak dobre. Połączenie ciekawych postaci, miłej dla oka oprawy wizualnej, solidnego widowiska i dobrego humoru, podparte całkiem niezłą historią wystarczy, by film superbohaterski się udał. Tylko tyle i aż tyle. Czegoś do tej pory brakowało, ale gdy DC skupiło się na tworzeniu pojedynczych historii z bardzo drobnymi elementami nawiązującymi do reszty uniwersum, wszystko zaczęło działać.

Historia, w wielkim skrócie, skupia się na nastolatku tułającym się od rodziny zastępczej do rodziny zastępczej, który przez cały czas stara się odnaleźć swoją prawdziwą matkę. To on zostaje uznany godnym przekazania mocy, a jednocześnie dostaje szansę na zatrzymanie się w prawdziwym domu.

Shazam staje na wysokości zadania pod każdym względem. Fabuła, choć dość prosta, została zaserwowana w niepretensjonalny sposób, więc zupełnie nie przeszkadzają nam klisze czy uproszczenia. Wydaje się nawet, że historia jest nam znana i jesteśmy w stanie przewidzieć większość wydarzeń, ale świetnie rozpisane postacie i naprawdę niezłe dialogi sprawiają, że zapominamy o tym wszystkim i czerpiemy przyjemność z oglądania. Ukłony należą się nie tylko scenarzyście i autorowi historii Henry’emu Gaydenowi, ale także reżyserowi, który zdołał stworzyć bardzo przyjemne widowisko.

Współpraca z odgrywającym główną rolę Zachary Levim musiała się układać koncertowo, bo wyraźnie widać, że pomysł na 15-letniego superbohatera w ciele 30-latka to kreacja, na którą wpływ miała niejedna osoba. Aż jestem ciekaw, które z gestów, odzywek i reakcji to pomysły samego aktora, a które narodziły się w głowie reżysera.

Ale Zacharego nie zobaczymy na ekranie, dopóki nastoletni Billy Batson nie stanie się superbohaterem – dopiero po przyjęciu mocy wypowiadając słowo „Shazam” zamienia się w kuloodpornego, ekstra silnego i początkowo-nielatającego superbohatera, który zarabia na trzaskaniu selfiaków z przechodniami i strzelaniu błyskawicami w powietrze. Ale dosyć szybko okazuje się, że będzie musiał zmierzyć się z czymś więcej niż pędzącą w kierunku zamyślonej nastolatki ciężarówką.

I co istotne, gdy sytuacja staje się poważniejsza film wcale nie traci na niczego, co czyniło go tak dobrym do tej pory. Fabularne rozwiązania są, znów, do przewidzenia, ale wszystko okraszone jest świetnym humorem i te ponad 2 godziny seansu mija bardzo, bardzo szybko. Efekty specjalne są po prostu dobre – ani nie są powodem do zachwytów, ani do narzekania. Jedyne czego mógłbym się czepić, to muzyka – łatwo przeoczyć jej obecność poza 2-3 sytuacjami, gdzie znany i lubiany kawałek nadaje rytm całej scenie.

Skoro więc jest tak dobrze i Shazam można polecić z czystym sumieniem, to dlaczego napisałem w tytule, że mamy poważny problem? My czyli kto? Fani DC i osoby lubiące konkretnych superbohaterów, jak Batman czy Superman. Pierwszy z nich otrzyma niezależny od wydarzeń w uniwersum DC film, a drugi… no cóż, po seansie zrozumiecie o co mi chodzi. Dodatkowo, dotychczasowy Flash, czyli Ezra Miller zwinął żagle i opuścił solowy projekt, bo nie podoba mu się pomysł na lżejszą i łatwą w odbiorze historię o najszybszym człowieku świata.

Aquaman i Wonder Woman mogą się podobać, ale kluczowe postacie pozostały w tym samym miejscu, gdzie były. I choć Shazama można uznać za trzecie światełko w tunelu dla DC, to wydawnictwo na spółę z Warner Bros. nie może bez końca unikać najbardziej rozpoznawalnych w całym uniwersum postaci.

Ocena filmu Shazam – 8/10

Fot. Warner Bros