52

Jeśli kochać jakąś grę, to do szaleństwa

Trudno inaczej nazwać sytuację, w której gracz trzyma swoją konsolę włączoną przez 20 lat tylko po to, by nie stracić stanu zapisu ulubionej gry. Młodsi gracze wychowali się na zapisywaniu gier w chmurze, trochę starsi w formie plików na dyskach komputerów lub kartach pamięci konsol. Ale przy starych sprzętach pokroju NESa i SNESa funkcjonował inny mechanizm. […]

Trudno inaczej nazwać sytuację, w której gracz trzyma swoją konsolę włączoną przez 20 lat tylko po to, by nie stracić stanu zapisu ulubionej gry.

Młodsi gracze wychowali się na zapisywaniu gier w chmurze, trochę starsi w formie plików na dyskach komputerów lub kartach pamięci konsol. Ale przy starych sprzętach pokroju NESa i SNESa funkcjonował inny mechanizm. Stany zapisu gry zachowywane były w cartridge’ach i podtrzymywane za pomocą małych bateryjek. Ale i im kiedyś wyczerpywał się prąd, co ostatecznie prowadziło do usunięcia zapisanej gry.

Można było temu zaradzić pozostawiając włączoną konsolę, dzięki czemu prąd z gniazdka podtrzymywał zapisane w cartridge’u stany gier. I tak właśnie zrobił jeden z graczy, niejaki Wanikum. Nie chciał tracić wspomnień związanych z grą Umihara Kawase z 1994 roku, dlatego trzymał swojego Super Famicoma (tak w Japonii nazywano SNESa) pod prądem przez ponad 180 tysięcy godzin. Ostatecznie musiał odłączyć sprzęt podczas ostatniego etapu przeprowadzki. Udało mu się jednak podpiąć konsolę pod nowe źródło zasilania na tyle szybko, by zapisana gra pozostała nietknięta. Pachnie to trochę fanatyzmem, trochę szaleństwem, ale jednocześnie obrazuje, jak bardzo można być oddany swojemu hobby. A przy okazji demonstruje, jak kiedyś robiło się sprzęty do grania. Nie wierzę, by którakolwiek z konsol tej lub poprzedniej generacji była w stanie działać tak długo.

Mi też jest trudno żegnać się z grami i konsolami. Owszem, stare laptopy w którymś momencie przestały działać, stare komputery stacjonarne również – albo znalazły swego czasu ciepły kącik u innych właścicieli lub wylądowały w punkcie, do którego oddaje się stare urządzenia elektroniczne. Ale wciąż mam w szafie kilka starych, choć wciąż sprawnych urządzeń. Nie wyrzucam też gier, choć po kilku przeprowadzkach (szczególnie w okresie studenckim) zawsze coś ginęło lub nie zostało oddane przez znajomych.

Gram nieprzerwanie od 1988-89 roku, kiedy to w moim domu pojawiło się Atari 65 XE, wciąż mam w szafie stertę kaset i dyskietek z grami. Zmieniały się sprzęty, zmieniały się gry, ale miłość do elektronicznej rozrywki przetrwała przez te wszystkie lata i podejrzewam, że będę grał nawet na emeryturze. Dla jednych gry są częścią dzieciństwa, dla innych nieodłącznym elementem całego życia. Ale nawet dla mnie trzymanie konsoli podpiętej do prądu przez ponad 20 lat tylko po to, by nie skasował się stan zapisu ukochanej gry to już fanatyzm. Choć oczywiście dostrzegam w nim tylko pozyty.

grafika

źródło