0

Jeśli grać w symulatory lotu to tylko z takim zestawem

Przy okazji recenzji Microsoft Flight Simulatora miałem możliwość pierwszy raz w życiu skorzystać z zestawu akcesoriów dedykowanych do symulatorów lotu. Wystarczyła chwila, żebym już nigdy, przenigdy nie chciał grać w tę grę w inny sposób. To zupełnie nowe doświadczenie, ale też wyzwanie – nieporównywalne z niczym innym.

Na potrzeby recenzji MS Flight Simulatora Microsoft wyposażył mnie w kontroler kierunku lotu Thrustmaster Pendular Rudder (czyli dwa pedały oparte o mechanizm wahadłowy), a także wolant lotniczy Logitech Yoke wraz z dedykowaną przepustnicą. Taki zestaw wymaga sporo miejsca i niewątpliwie jest adresowany raczej do posiadaczy desktopów niż laptopów.

Pedały Thrustmaster robią piorunujące pierwsze wrażenie. To w pełni metalowa, 7-kilogramowa konstrukcja. Dwa uchwyty podwieszono na czarnym słupku. Wahadłowy mechanizm, na którym je oparto działa niezwykle płynnie i precyzyjnie. Zresztą to też zasługa magnetycznych czujników, a także hamulców różnicowych, które świetnie rozkładają siłę hamowania dając wrażenie sterowania prawdziwą maszyną.

Thrustmaster Pendular Rudder są bardzo duże i mierzą 53 x 36 x 36 cm. Nie tylko wymaga to odpowiednio dużo miejsca, ale też odpowiednich warunków fizycznych. Na szczęście istnieje możliwość regulacji pedałów i zmiany ich kąta nachylenia od 35° do 75°. Zresztą w pudełku nawet znajdziemy dwa klucze imbusowe (2,5 mm i 3 mm) i dwa klucze płaskie (8 mm i 14 mm) do tego celu.



Ster zaprojektowano z myślą o każdym typie statków powietrznych, więc nie ma znaczenia czy lecimy właśnie małą awionetką czy helikopterem (tych niestety we Flight Simulatorze nie uświadczymy – jeszcze) – znajdzie on swoje zastosowanie. Producent przygotował tutaj zresztą dedykowaną aplikację T.A.R.G.E.T., która ułatwia łączenie ich kontrolera z innymi urządzeniami, a także posiada profile dedykowane różnym grom.

Nie ukrywam, że znacznie większe emocje wzbudził u mnie Logitech Flight Yoke System. Co ciekawe, nie jest to jakoś szalenie drogi kontroler, bo zestaw wolant + przepustnica wyceniono na 699 zł – dla fanów latania z pewnością nie będzie to kwota zaporowa.

Wolant i przepustnicę przykręcamy do krawędzi blatu biurka. W obu urządzeniach służy do tego duża śruba, która skutecznie utrzymuje kontroler w jednej pozycji. Zresztą cały proces instalacji jest równie banalnie prosty, bo sprowadza się do podłączenia kontrolera do portu USB. I tyle. Oczywiście większość użytkowników będzie potrzebowała bardziej zaawansowanych funkcji – wtedy ściągamy po prostu ze strony oprogramowanie Logitecha.

Ogółem wolant i przepustnica mają aż 25 przycisków (w tym zawierają się też różne pozycje przepustnicy) – warto je wszystkie dostosować, żeby mieć pełną kontrolę nad maszyną. Na niższych poziomach trudności we Flight Simulatorze nie będzie to nam potrzebne, ale kiedy wyłączymy większość asyst, z pewnością docenimy obecność tylu przełączników. A to nie wszystko, bo dzięki trzystopniowemu przełącznikowi profili możemy łącznie zmieścić tutaj 75 różnych akcji. Z pewnością nikt nie będzie potrzebował ich więcej.

Tutaj od razu warto też podkreślić, że Logitech posiada całą linię produktów przeznaczonych do symulatorów lotu. Są wśród nich specjalne panele z instrumentami lotniczymi, radia, przełączniki, a także oczywiście i pedały. Zresztą sami zobaczcie.

Moment, w którym odrywamy się od ziemi przy użyciu takiego zestawu jest nie do opisania. Możemy latać sobie na klawiaturze, która ma dużo przycisków. Możemy latać z padem, którego analogi dają złudzenie sterowania drążkiem w samolocie. Ale żadne z tych urządzeń nie da nam nawet namiastki tego, co zrobił ze mną opisywany zestaw.

Trudno opisać to tak naprawdę słowami. Początki są oczywiście trudne – musimy się przyzwyczaić do tego, że wysokością sterujemy ciągnąc lub odpychając od siebie wolant. Podczas pierwszych lotów zapominamy o tym, że kierunek można zmieniać nogami. Wystarczy jednak godzina, by poczuć się niczym prawdziwy pilot. Ustawiamy kurs, zwiększamy ciąg i dryfujemy. W końcu pewnie i tak włączymy autopilota, który odwali za nas większość roboty, ale to nieważne…

Największą frajdę daje używanie tych akcesoriów w sytuacjach, kiedy „coś się dzieje”. Dlatego w przypadku Flight Simulatora najlepiej się sprawdzały przy starcie i lądowaniu. W trakcie samego lotu ich znaczenie nieco spadało i pełniły raczej taką funkcję „upiększczaczy” budujących klimat i sprawiających, że czułem się jak kapitan. Niestety nie zdążyłem sprawdzić ich w bardziej dynamicznych produkcjach, gdzie lata się np. bojowymi odrzutowcami. Mam wrażenie, że tam mogłyby pokazać pazury.

Z pewnością nie jest to zestaw dla każdego, ale zdecydowanie łatwiej dzięki niemu złapać bakcyla i wręcz uzależnić się od symulatorów. Zakładając oczywiście, że macie w domu na tyle dużo miejsca, żeby zbudować sobie kokpit do latania. Ja niestety nie miałem, ale może to i lepiej, bo po kilku dniach zacząłem czuć na sobie zniecierpliwione spojrzenia narzeczonej i kota.

Warto zwrócić uwagę, że gier, w których wykorzystamy taki zestaw kontrolerów, przybywa. Spójrzmy chociażby Star Wars Squadrons, które ma posiadać również tryb VR. Wyobrażam sobie jak fenomenalne to musi być uczucie połączyć Logitech Yoke, Thrustmaster Pendular Rudder i wirtualną rzeczywistość. Miejmy nadzieję, że przekonamy się o tym wkrótce też we Flight Simulatorze, który aż prosi się o implementację trybu VR. A wtedy takie kontrolery będą jeszcze bardziej łakomym kąskiem.