355

Jerzy Zięba w tarapatach. I wiecie co? Wcale mnie to nie cieszy

Szok i niedowierzanie. Serwis, w którym zapaleńcy piszący o nowych technologiach atakuje internet nagłówkiem, w którym jeden z redaktorów nie jest zachwycony tym, że Jerzy Zięba, polski przedsiębiorca i inżynier (nie znachor, nie medyk, nie naukowiec) wpadł w tarapaty związane ze "sprzedażą leków bez zezwolenia". Mimo głębokiej awersji do Pana Zięby, wcale nie cieszę się z zamieszania, które teraz wokół niego powstało.

Pana Jerzego Zięby przedstawiać Wam raczej nie trzeba – to taki miły z twarzy, starszy pan, który pod płaszczykiem proponowania ludziom „działających alternatyw wobec współczesnej medycyny” zrobił znakomity biznes i przy okazji – najprawdopodobniej skonstruował zupełnie nową religię. Mamy antyszczepionkowców, mamy ziębistów, mamy i płaskoziemców. Z tego grona ostatnia grupa jest najprawdopodobniej najmniej niebezpieczna, bo zasadniczo swoimi pseudonaukowymi nikomu nie szkodzi.

Zdrowie na ostrzu no… tfu. Strukturyzatora

Jak podaje m. in. Gazeta.pl, prokuratura wraz z funkcjonariuszami policji wkroczyła do pomieszczeń należących do Pana Jerzego Zięby – nazywanego znachorem, propagatorem metod pseudonaukowych (nazwijmy go po imieniu: szarlatanem). Ale nie była to tylko radosna inicjatywa służb: Rzecznik Praw Pacjenta złożył zawiadomienie do prokuratury, w którym wspiera się opinią biegłych: ci orzekli, że Jerzy Zięba może sprzedawać produkty lecznicze bez zezwoleń.

Z tego właśnie powodu, funkcjonariusze oraz prokuratura wkroczyły do magazynów Pana Zięby i zabezpieczyli „substancje” – dobrotliwy Pan Jerzy natomiast rozpoczął propagandę po swojemu i począł wrzeszczeć wszem i wobec w mediach społecznościowych, że służby chcą go zamknąć, a zawartość magazynów – rozkraść. Ba, wśród tłumaczeń znalazły się m. in. argumenty o tym, że w jego magazynach znajduje się wydzielona przestrzeń na suplementy należące do amerykańskiej firmy i one również stały się (niesłusznie według Pana Zięby) przedmiotem działań śledczych.

Przeciwnicy przodownika środowiska „Altermed” dzisiaj pewnie otwierają szampany i szczerzą się do notek prasowych oraz wiadomości w telewizji. Wiecie, nie ma się z czego cieszyć. Bliski koniec (mam nadzieję) biznesu Pana Zięby wcale nie jest powodem do świętowania – problemem są ludzie, którzy wokół niego się skupili i w ich oczach dobrotliwy, acz obrotny starszy pan wkrótce stanie się męczennikiem… albo i już nim jest.

Dlaczego ludzie wierzą w gusła?

Powody są różne. Zacznę od tego, który jest mnie najbardziej znany: beznadzieja. Wyczerpane możliwości. Brak możliwego leczenia. Ci z Was, którzy śledzą mnie nieco uważniej na Antywebie pewnie wiedzą, że mam bardzo ciężko chorego ojca, który w tym momencie raczej nie ma szans na wyleczenie. Prowadzi terapię farmakologiczną, która może coś zmienić (ale wcale nie musi), zasadniczo sprawa wygląda bardzo, bardzo źle. Lekarze rozkładają ręce i mówią wprost: „medycyna jeszcze nie ma na to dobrej odpowiedzi”. Są chwile załamania i są również próby wspierania się bioenergoterapeutami, Bogiem (mimo mojej dezaprobaty), ale jednocześnie nie rezygnuje z podpartych nauką metod. Człowiek w beznadziei musi w coś wierzyć – dlatego wychodzę z wygodnego założenia, że „prądy przesyłane przez telefon”, czy modlitwa do Świętego Józefa mu raczej nie zaszkodzą.

Głupota. Tak, głupota. Niemożność ogarnięcia własnym rozumem naukowych prawideł i poszukiwanie alternatyw. Bunt przeciwko nauce z powodu „korporacji”, które rządzą tym światem i zależy im na tym, by ludzie umierali jak muchy na lepie. Ludzie chowający się w domach przed chemtrailsami, chadzający w aluminiowych czapeczkach są według mnie „osobną kategorią”, do której nie mam nic, o ile nie działa na szkodę innych ludzi. Dlatego tak bardzo nie odpowiadają mi antyszczepionkowcy i dlatego też jestem tak bardzo przeciwny Panu Ziębie.

Owczy pęd. Zobaczyłem coś sensacyjnego na YouTube? Są ludzie, którzy potwierdzają te durnoty? Ja też będę. Będę inny niż wszyscy. Będę nawracał rodziców szczepiących dzieci i darł im się do uszu, że krzywdzą pociechy, że na pewno będą się mierzyć z autyzmem i tak dalej, i tak dalej. Cóż z tego, że moja edukacja zakończyła się na maturze, albo „jakichś studiach”, a moje jedyne ambicje to ciepłe, wygazowane piwo przed telewizorem i „Barwy Szczęścia”?

Dzisiaj nie wygraliśmy z ludźmi, lecz z potencjalnie niebezpiecznym biznesem

Potencjalnie niebezpiecznym, bo sprzedającym najprawdopodobniej produkty, które mają cechy produktów leczniczych, a zdecydowanie nimi nie powinny być. Niebezpiecznym również tym bardziej, że stoi za nim człowiek, który z alternatywnych metod uczynił religię skupiającą wokół siebie „owieczki”. I to właśnie z tymi owieczkami mamy największy problem – choćby Pan Zięba teraz wyparował (czego mu nie życzę – niech sobie żyje i tysiąc lat dzięki lewoskrętnej witaminie C), to na jego miejsce znajdzie się kolejny jemu podobny. „Nawróceni” na tym świecie pozostaną i raczej ani myślą zmienić swoje myślenie. Dalej będą uważać, że na zawał najlepsze jest stymulowanie pewnego obszaru na ciele pod nosem, ostrym narzędziem.

Tym miłym akcentem kończę wpis, w którym „cieszę się” z afery z Panem Jerzym Ziębą w tle. Pamiętajcie – 5 minut i po zawale! W sumie nie wiem, czy dobrotliwy, siwy pan z filmu powyżej się nie pomylił i nie chciał powiedzieć: „5 minut i po zawałowcu”, czy jakoś tak…