Felietony

Jak znienawidzić Windows w trzech prostych krokach?

JS
Jakub Szczęsny

Jak idzie o naprawianie czegokolwiek - to owszem, ...

222

Nienawiść do konkretnego sprzętu, czy oprogramowania to dla mnie rzecz co najmniej dziwna. Albo będę szczery - jest po prostu głupia. Obstawanie w opozycji do jakiegokolwiek rozwiązania "bo tak mi się wydaje", "bo używam czegoś innego" to nie oznaka mody w kręgu technologii, lecz ignorancji, która z reguły prowadzi do całkiem śmiesznych sytuacji. W skrócie - Windows w rękach rozsądnego użytkownika jest prosty niczym cep. Gorzej, gdy za Windows zabierze się ktoś, kto ma problem z samym cepem.

Hulaj dusza, piekła nie ma. Windows Ci na to pozwoli, ale...

Oczywiście. Jeżeli nie obchodzi Cię to, jak działa system, co jest na nim instalowane, w jaki sposób i co to w ogóle robi - Windows jest w tym genialny. Nie będzie specjalnie protestować, jeżeli chcesz się przeklikać przez podejrzany instalator i po drodze nawrzucasz do systemu najgorszej maści syfu. Pozwoli Ci na oddanie aplikacji praw administratora, a to, co się stanie potem to już nie Twoja brocha, bo przecież Cię to kompletnie nie obchodzi. Wszystko zainstalujesz (prawie) na Windows - jak się uprzesz. Do Windows można naspraszać tyle złośliwego oprogramowania, ile Ci tylko przyjdzie do głowy - wystarczy, że nie zachowasz podstawowych zasad bezpieczeństwa.

Pamiętaj, oprogramowanie jest tak inteligentne, jak użytkownik. Jeżeli ten zachowa się głupio, nie przeczyta komunikatów ostrzegających go przed operacją, która zaraz stanie się faktem i oleje podstawowe zasady bezpiecznego obchodzenia się z systemem, nic dziwnego, że powiesz potem, że Windows jest słaby, a Linux / OS X jest świetny, bo na nie nie ma zagrożeń (to akurat jest kłamstwo w ujęciu absolutnym, ilościowo przegrywa najpopularniejszy Windows).

Przejdź do obozu byle jakiego

I spróbuj równać Windows do swojej nowej opcji. Wrzeszcz, że rejestr systemu Windows to najgorsze, co przytrafiło się ludzkości od dojścia Hitlera do władzy, a Windows 10 szpieguje (to ważne - jesteś zobligowany nie wiedzieć jak działa telemetria w tym systemie). Żyjesz bez Windows? Nie korzystasz z niego? Nie interesuje Cię ten system? Szanuję i gratuluję. Chętnie podpytam Cię jak działa to i owo, czego nie znam w OS X, czy Linuksie. Ale na świętości wszelkie - nie rzucaj wszem i wobec pustych sloganów, że Windows jest zły i warto byłoby go zaorać, dla zasady. Bo nie działa tak, jak oprogramowanie, z którego korzystam obecnie. Bo coś trzeba zrobić inaczej. Przekrzykiwania się fanów tej, czy owej platformy to jak bitwa na błoto zwolenników dieslów i benzyniaków. Głupia i nie do wygrania. Bo i po co?

Nie znaj się, a wypowiedz się

Sytuacja bardzo powszechna w sklepach operatorów. Zapytaj któregokolwiek konsultanta o opinię na temat platformy. Ta będzie wypadkową tego, co usłyszał od znajomego i platformy, z której korzysta obecnie. Znajdą się rzecz jasna przypadki, w których człowiek jest kompetentny i odpowiednio uargumentuje swoje opinie. W skrócie - korzysta z Windows Phone - obsmaruje Androida, że się tnie na starszych sprzętach i że większość aplikacji to śmieci. Korzysta z Androida? Windows Phone to wytwór monopolistycznego Microsoftu, mało aplikacji, kafelki są głupie. Korzysta z iOS? Poleci ci iPhone'a mówiąc, że cała reszta to rynsztok, w którym babrze się tylko plebs.

Jeżeli wdasz się z takim człowiekiem w bitwę na merytoryczne argumenty - poległeś. Albo się obrazi, albo wyrzuci Cię ze sklepu, pod nosem smarując inwektywy w Twoją stronę. Ignorant nie przyzna Ci racji, choćby zebrał się wokół Ciebie tłum i oklaskami oznajmiłby Twoją wyższość w dyskusji. Podsumowując - nie znaj się. Ale rzucaj błotem. To takie modne! I przy okazji z miejsca znajdujesz sobie zwolenników myślących w podobny sposób. To również świetny sposób na podniesienie swojej samooceny, jeżeli na nią narzekasz.

A teraz na poważnie. Po co ten wpis?

Znacie mnie i wiecie, że z androidowcami przybijam piątki, do iOS puszczam nieśmiało oko. Ogólnie jestem kretynem i korzystam z Windowsa, również w telefonie. Narzekam, bo jest na co. Konstruktywnie jednak podchodzę do każdej krytyki, przyjmuję dobre argumenty, odpowiadam tym samym - z różnym skutkiem. Nie mam oporów przed testowaniem wszystkich rozwiązań, nie zamykam się na jedną opcję tylko dlatego, że to uchodzi za fajne. Lubię mieć pełne rozeznanie, by nie skrzywdzić innego, również dobrego rozwiązania. Tego ode mnie oczekujecie - bym był w możliwie jak największy sposób obiektywny. W emocjonalnym pisaniu, a tu mówimy o blogu / serwisie blogowym - nie da się zrobić w pełni. Ale próbuję.

Dlatego, z czegokolwiek korzystacie - nie wdajcie się wciągnąć w wojenki. Nikt (z Was) od tego się nie naje, nie odniesie żadnej znaczącej korzyści. Nie traćcie na to czasu, bo go szkoda. Naprawdę.

Grafika: 1, 2, 3

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu