Moje przemyślenia

Jak sprzedać gorszy model jako lepszy? Właśnie tak!

KR
Krzysztof Rojek
0

Wśród producentów smartfonów zauważyłem ostatnio niepokojące zjawisko. Za często widzę, jak gorszy produkt nosi nazwę, która wskazuje, że jest on lepszy niż w rzeczywistości.

Nie chciałem tworzyć tego tekstu, ponieważ miałem wrażenie (i szczerą nadzieje), że dwa spore materiały o tym, w jaki sposób producenci stają się celowo i z premedytacją oszukiwać własnych klientów w zupełności wystarczą. W pierwszym tekście pokazywałem wam, jak wyglądają kłamstwa producentów w kwestiach marketingowych - prezentowanie smartfonów, które nie wyglądają jak w rzeczywistości, pokazywanie zdjęć "ze smartfona" zrobionych przy użyciu profesjonalnego sprzętu i masy postprodukcji czy oszukiwanie w benchmarkach to branżowa codzienność. Drugi tekst dotyczył natomiast marketingu chorągiewki na wietrze, czyli drwienia z konkurencji by za chwilę zrobić dokładnie to samo. Teraz jednak na rynku pojawił się jeszcze gorszy trend - wprowadzanie chaosu w nazewnictwie i takie nazywanie produktu, że można pomyśleć iż ten gorszy smartfon jest w rzeczywistości tym lepszym. W jaki sposób?

Kiedy lepsza wersja jest tak naprawdę gorsza, czyli o co chodzi z nazwami

O tym, że nazwa produktu ma znaczenie, wiemy chyba wszyscy. Dlatego poszczególne modele iPhone'ów są tak rozpoznawalne, a laptopy z nazwami jakby po nich kot przebiegł (nie mówiąc już o innych produktach) nie przebija się do masowej świadomości. Oczywiście - niejasne nazewnictwo też ma swoja funkcję i zmusza mniej świadomych konsumentów do polegania na reklamach czy doradcach w sklepie, czy, jak w przypadku smartfonów, u operatora. Do tej pory jednak, jeżeli już nazwa była z gatunku "łatwa do zapamiętania", to zazwyczaj producenci podążali za jasnymi zasadami logiki. Jeżeli coś było "pro", to mogliśmy się spodziewać, że będzie lepsze od wariantu "standard", a jeżeli lite - to gorsze, ale i tańsze. Teraz jednak już tak nie jest. Ostatnio jednak natknąłem się na kilka przypadków:

Weźmy pod uwagę chociażby wypuszczone niedawno realme GT Master Edition. Standardowe realme GT recenzowałem nie tak dawno i chociaż miałem do tego modelu zastrzeżenia, to trzeba przyznać, że jego specyfikacja nie wygląda wcale tak źle. Snapdragon 888, OLED, głośniki stereo - wszystko jest na miejscu. Wydawałoby się więc, że Master Edition będzie ulepszoną wersją GT - w końcu tak sugerowałaby nazwa i wygląd smartfonu. Tymczasem pod maską tego "ulepszonego modelu" mamy... Snapdragona 778, a więc - średniopółkowy model. Oprócz tego z 8/12 GB pamięci RAM zrobiło się 6/8 GB, gdzieś podziały się głośniki stereo, a i bateria nieco zmalała. Oczywiście, idzie za tym też obniżka ceny i nie neguję, że za 1300 zł będzie to bardzo opłacalna opcja, ale nie można zaprzeczyć, że w tym wypadku mniej świadomy konsument może być po prostu zdezorientowany. To trochę tak, jakby Ford nakleił znaczek Mustanga na Focusa i stwierdził, że teraz nazywa się to Mustang Premium. No po prostu się to nie dodaje.

Nie  jest to też pierwsza taka sytuacja z tym producentem, ponieważ takie zarzuty pojawiały się w stosunku do tego producenta już wcześniej, chociażby w przypadku modeli 7 Pro i 8 Pro, które były do siebie bardzo podobne. 8 Pro zyskał 108 Mpix aparat, ale stracił 65 W ładowanie czy głośniki stereo, przez co dużo osób uznało, że jest to smartfon gorszy niż 7 Pro i nie powinien być "kolejną generacją" a jakimś tam wariantem modelu 7.

I gdyby był to jednostkowy przypadek, to może i przymknąłbym na to oko, ale podobne kwiatki zaczynają się ostatnio pojawiać zbyt często, by to zjawisko zignorować. Kolejny przykład to OnePlus, a więc ta sama stajnia - BBK Electronics. I tutaj chociażby mamy Nordy N10 i N100. Który lepszy? No wiadomo, że N100! No i tu byście się znowu nacięli, drodzy konsumenci, bo te dwa urządzenia, mimo, iż wypuszczone razem, nie mają ze sobą praktycznie nic wspólnego - lepszy procesor, lepszy ekran, więcej pamięci RAM, lepsze aparaty, obsługa 5G - to wszystko na korzyść... N10. Dlaczego więc takie nazwy? Nie wiem, choć się domyślam.

Swój wątek ma tu też Nokia z niedawno wypuszczonym modelem XR20. Zakładając, że ktoś zna X20, który sam z siebie jest przeciętnie wycenionym smartfonem, to XR20 przedstawiany jest jako jego lepsza wersja, szczególnie patrząc na cenę wyższą o kilkaset złotych. Tymczasem XR20 to smartfon słabszy pod niemal każdym względem, szczególnie w kontekście 4 GB pamięci RAM, co na tej półce cenowej (2400 zł) jest po prostu niespotykane.

Drodzy producenci, wy naprawdę nie musicie tego robić!

Jeżeli popatrzymy na smartfony z nieco szerszej perspektywy, to nie da się o tych urządzeniach powiedzieć nic innego, jak małe cuda inżynierii. Co więcej - rozwijają się one w takim tempie, że praktycznie żaden z nich nie jest dziś "nieużywalny". Owszem - są modele lepsze bądź gorsze, ale na wszystko na rynku jest miejsce. Moim zdaniem nie ma absolutnie potrzeby uciekania się do sytuacji w której konsumenci zaczynają drapać się po głowie i zastanawiać, co tu się dzieje.

Moim zdaniem - taka gra nie jest warta świeczki. Zła reputacja jest bowiem bardzo łatwa do nabycia, ale potrafi się ciągnąć za producentem bardzo długo. Co wam przychodzi do głowy jako pierwsze słysząc "Galaxy Note 7"? No właśnie. Oczywiście, my tu w Polsce nie mamy absolutnie żadnego wpływu na to, jaka strategia marketingowa została przyjęta np. w centrali w Chinach. Tak samo nie ma na to wpływu polski oddział, który musi odpowiednio wypromować dany produkt bez względu na jego nazwę.

Dlatego pozostaje mieć tylko nadzieję, że firmy zorientują się, że takie praktyki do niczego nie prowadzą.

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: