16

Jak poprawić swoją koncentrację i uwolnić się od rozpraszaczy?

Jak długo wytrzymacie bez sprawdzenia smartfona? Nie sięgajcie po takie wymówki jak zerknięcie na zegar czy rzekomo usłyszany dźwięk powiadomienia. Gdy czekacie na autobus lub tramwaj albo stoicie w kolejce - jak często wyjmujecie telefon, by zapełnić te kilka sekund rzędem tweetów, fotkami na Instagramie albo postami na Facebooku? Mnie zdarza się to za często, dlatego spróbowałem to zmienić.

Czas uwolnić się od rozpraszaczy!

Zanim jednak zdecydowałem, że nie będę wyjmował telefonu z kieszeni w każdej wolnej chwili, postanowiłem zwracać większą uwagę na to, jak zachowują się inni. Czy to na przystanku autobusowym, czy w kolejce na poczcie. Właśnie w tym drugim miejscu zauważyłem, jak stojący przede mną mężczyzna w ciągu kilkunastu sekund zdążył kilkukrotnie odblokować ekran, rozwinąć pasek powiadomień, schować go i zablokować telefon. Robił to za każdym razem w pełni świadomy tego, że nie otrzymał żadnego powiadomienia – nie pojawiła się żadna nowa wiadomość. Ani e-mail. Ani oferta. Nie zaglądałem mu przez ramię w ekran, wystarczyło jedynie śledzić ruch palców – te same gesty wykonuję setki, a może tysiące razy dziennie. Wcześniej odnotwałem kilka innych przypadków, w których osoby w różnym wieku nie potrafiły oderwać wzroku od telefonu nawet na chwilę lub nagminnie powracały do niego, gdyż cisza lub „cisza” były nie do zniesienia.

piękny widok miasta tianjin

Uważam, że miałem spore szczęście dorastać w czasach, gdy telefony komórkowe dojrzewały razem ze mną – od „cegłówek” z antentkami, po „paletki” z ogromnymi ekranami. Dzięki temu część mojego życia była nimi kompletnie nieskażona. Ze znajomymi udawało się umówić w inny sposób, potrafiliśmy się odnaleźć na osiedlu, pomimo braku kontaktu w formie „instant” i nie byliśmy bombardowani wiadomościami od osób, których nie było w naszym otoczeniu. Możliwość nawązania i utrzymania relacji z kimś oddalonym o dziesiątki lub setki kilometrów to potężne narzędzie, ale coraz częściej irytuje mnie chęć bycia w dwóch miejscach na raz: na spotkaniu w gronie znajomych oraz cyfrowym czacie. W pełni rozumiem potrzebę odesłania odpowiedzi „na już”, ale prowadzenie dyskusji za pomocą kciuków w trakcie spotkania z innymi w prawdziwym świecie, to zupełnie inna bajka.

Jak ważna jest cisza?

Nie tylko ze względu na obowiązki, ale z czystego przyzwyczajenia. Można by powiedzieć, że czasem nawet bezmyślnie, a wręcz automatycznie. Ja też wyjmuję telefon tylko po to, by przekonać się, że w ciągu kilku(dziesięciu) sekund nie pojawiło się nic nowego. A może inaczej – nie pojawiło się nic naprawdę wartego mojej uwagi. Takie trwające kilka, a może kilkanaście minut przerwy mogą okazać się bardzo pomocne. Zamiast ciągłej koncentracji i gotowości do przyswajania nowych informacji, możemy spróbować pomyśleć o niczym. Prześledzić dotychczasowe wydarzenia z dnia lub zastanowić się nad resztą popołudnia. Traktuję to, jako swoistą „dekompresję” dla umysłu, której jak najbardziej potrzebuję. Autor książki „Cisza” – Erling Kagge – ma kilkadziesiąt propozycji na to, jak można wykorzystać nadarzające się okazje. Na samym początku swojej książki zadaje trzy pytania: „Czym jest cisza? Gdzie ona jest? Dlaczego teraz jest ważniejsza niż kiedykolwiek?”.

Dokładnie 33 rozdziały są zbiorem odpowiedzi na te pytania. Już na samym początku otrzymujemy bardzo prostą i oczywistą odpowiedź, lecz jakże prawdziwą – muzyką, serialami, Twitterem i Facebookiem zapełniamy czas i swoją głowę w obawie przed czymś. Najczęściej w strachu przed tym, czego nie znamy albo przed tym, z czym powinniśmy się zmierzyć. Otoczeni zgiełkiem wyostrzamy zmysły koncentrując się na konkretnych czynnnościach lub osobach. Jak pisze Erling, tę ciszę powinniśmy potrafić odnaleźć także w drodze do pracy czy oczekując na spotkanie. To pozwoli nam dostrzec rzeczy, których wcześniej nie dostrzegalismy. Zwrócić uwagę na detale, które normalnie nie przykułyby naszej uwagi. Taka otwartość na szczegóły, na drobnostki nie musi przynieść żadnych konkretnych korzyści, poza chwilą odpoczynku i relaksu.

projekt zdrowie i cisza książki

Jak poprawić pamięć?

Drugą z książek, po które postanowiłem sięgnąć jest „Projekt zdrowie” autorstwa Andersa Hansena i Carla Johana Sundberga. Podtytuł brzmi: „Szwedzki poradnik inteligenta”, co ma prawdopodobnie zasugerować, że książka skierowana jest do osób pracujących za biurkiem. Wewnątrz znajdziemy ciekawy zbiór informacji, na temat funkcjonowania naszego organizmu i podpowiedzi, jak za pomocą prostych metod można kilka rzeczy usprawnić. Są one przedstawione w przystępny sposób, zapoznanie się z nimi nie wymaga od nas szerokiej wiedzy z zakresu medycyny. Wszystko wyłożone jest jak kawa na ławę, opatrzone fajnymi wtrąceniami pełnymi ciekawostek, a co najważniejsze – nie brakuje porad, których skuteczność będziecie musieli zweryfikować sami, co przynosi intrygujące efekty. Co robicie, gdy próbujecie sobie coś przypomnieć? Zaczynacie dreptać po pomieszczeniu, chodzić od okna do okna intensywnie myśląc? Cóż, to dobry początek, bo jak dowiecie się z książki, taka minimalna aktywność fizyczna może wywołać krótkotrwały impuls poprawiający pamięć. Kilkunastominutowa przebieżka może okazać się jeszcze skuteczniejsza. Wszystko zależy od Waszych preferencji, chodzi tylko o to, by być w ruchu.

Chodzi o przywrócenie równowagi?

Oczywiście nie wszystkie zagadnienia mogą Wam się od razu przydać, ale myślę że warto dowiedzieć się w jak dużej mierze nasze zdolności zależą od genów czy jak niebezpieczny jest siedzący tryb życia. Sam odnotowałem na boku kilkanaście porad z obydwu wymienionych powyżej tytułów, a wszystko po to, by przywrócić pewien balans. Pochłanianie kolejnych odcinków serialu na Netflix, to również dobry sposób na zrelaksowanie się, ale do niedawna nie wiedziałem jak bardzo potrzebowałem kompletnego odcięcia się od wszystkiego, nawet na kilkanaście minut w ciągu dnia. Ten czas można przeznaczyć na drobne ćwiczenia lub zwykły spacer. Najlepiej w „ciszy”.