Militaria

Pseudo AK-74 na chińskim robo-psie, czyli jak nie budować bojowych robotów

Krzysztof Kurdyła
15

Internet obiega właśnie filmik z „bojowym robotem” mającym zamontowane coś wyglądające na „kałacha” na plecach. Komentarze typu „end is near”, w kontekście tej groteskowej konstrukcji są tylko zabawne. Roboty bojowe na polu walki na pewno się pojawią, ale nie tak bezsensowne.

Rosyjska zagłada z AliExpress

Zajmijmy się najpierw tym, co widać na pokazanym filmie. Mamy tam chińskiego robota marki Unitree, którego każdy z Was może sobie zamówić za kilka tysięcy dolarów, połączonego prymitywną konstrukcją z czymś wyglądającym na jakąś odmianę AK-74. W rzeczywistości jest pistolet maszynowy PP-19 Witiaź, strzelający amunicji 9x19 mm Parabellum.

Sam robot nie ma zbyt rozbudowanej sztucznej inteligencji, może podobnie jak roboty Boston Robotics omijać przeszkody, podnieść się po upadku i wykonać autonomicznie parę innych prostych czynności. Nie jest jednak decyzyjny, za sterowanie nim odpowiada operator. Nie mamy tu więc do czynienia z casusem Terminatora...

Jeszcze ciekawiej wygląda pokaz strzelania, widać, że robot nawet w najmniejszym stopniu nie został do tej czynności przystosowany. Przy strzelaniu słabą amunicją pistoletową miota nim w tył, a przy strzelaniu serią do wywrotki pewnie wiele nie brakuje. Gdyby na plecach robota zamontowano prawdziwego AK-74, albo jeszcze lepiej AK-47... zapewne skończyłoby się to „saltem” w tył.

Jedynym nowoczesnym technologicznym dodatkiem jest jakiś zdalnie sterowany mechanizm naciskania na spust, ale umówmy się, takie coś jest w stanie stworzyć każdy, kto choć trochę zna się na elektronice. Przypuszczam zresztą, że i z gotowych gadżetów da się coś zaadaptować do tej „skomplikowanej” roli.

Nie obserwujemy więc żadnego rosyjskiego wunderwaffe czy dzieła geniusza technologicznego z tego kraju, ale zabawkę milionera. Zabawkę, która poza zdobyciem social mediów do niczego innego się nie nadaje. Może przesadzam, nadaje się do czysto zabawowego strzelania przez operatora. Nie ma tam nic, co pozwalałoby robotowi autonomicznie naprowadzać się na cel, celuje ręcznie ów milioner lub jego pracownik, patrząc na ekran z obrazem kolimatora stremowanego przez kamerkę typu GoPro... wot, technika.

Roboty bojowe już tu są

Skoro już wiecie, że ten konkretny robot z militarnego punktu widzenia nic nie znaczy, jest prostacką zabawką, to warto abyście mieli jednoczenie świadomość, że zaawansowane i silnie uzbrojone autonomiczne systemy są już testowane przez armie świata i od tego trendu nie ma odwrotu. Na łamach Antyweb opisywałem już robota-psa, ze specjalnie zaprojektowanym karabinem snajperskim, czy roboty kołowe, które mogą być nośnikiem pocisków przeciwpancernych czy przeciwlotniczych.

Warto też dodać, że mówi się już też o pierwszych ofiarach tego typu konstrukcji. Przy pomocy czegoś określonego jako „autonomiczny robot” izraelski Mosad miał zabić irańskiego naukowca pracującego nad programem atomowym. Urządzenie z karabinem miało zostać zamontowane na pace ciężarówki i zdalnie, a być może częściowo autonomicznie, otworzyło ogień do samochodu naukowca. Następnie robot miał wylecieć w powietrze, przy pomocy stanowiącego jego integralną część ładunku wybuchowego.

Pozostaje pytanie, czy takich prymitywnych, kowalsko zaprojektowanych robotów trzeba się bać się w kontekście terrorystycznym? Cóż, nie jest wykluczone, że dla bardzo specyficznych celów użycie czegoś takiego miałoby sens, ale... naprawdę łatwiej i bardziej efektywnie jest władować dużą ilość materiałów wybuchowych do niewyróżniającego się niczym samochodu, niż montować karabin czy mały ładunek na robocie, który i bez nich wzbudzi sensację.

Mówiąc krótko, taki robot jest może trochę bardziej groźny od zdalnie sterowanego zabawkowego samochodziku, ale znacznie bardziej od niego przyciąga uwagę. Dlatego filmiki takie jak ten, który wywołał całe zamieszenie, można po prostu wyśmiać.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu