Polska

Jak na nowo zakochałem się w papierze dzięki LAGowi

KO
Kamil Ostrowski
22

Nie czytam prasy. Gazet nie kupuję w ogóle, bo nie widzę sensu w czytaniu drugi raz o wydarzeniach, o których już dowiedziałem się z sieci. Nie mówiąc o tym, że nie interesują mnie lokalne Targi Szydełkowania. Brzydzę się czasopismami „mainstreamowymi” z powodu ich upolitycznienia i niejednokrotnie...

Nie czytam prasy. Gazet nie kupuję w ogóle, bo nie widzę sensu w czytaniu drugi raz o wydarzeniach, o których już dowiedziałem się z sieci. Nie mówiąc o tym, że nie interesują mnie lokalne Targi Szydełkowania. Brzydzę się czasopismami „mainstreamowymi” z powodu ich upolitycznienia i niejednokrotnie wyłażącymi na wierzch manipulacjami. Przez jakiś czas sięgałem po czasopisma „branżowe”, co w moim przypadku oznaczało CD-Action, PSX Extreme i Neo Plusa. Któregoś miesiąca jednak odpuściłem... i w ogóle mi ich nie brakowało. Czytaj – nie były mi potrzebne, a samo obcowanie z ich treścią nie sprawiało mi przyjemności. Wkurzało mnie przemądrzalstwo redaktorów, którzy z racji publikowania „w realu”, sprawiali wrażenie nieco wyniosłych. Irytował mnie brak kontaktu, który równał się bezkarności dla osób, które publikowały bzdurne, albo słabe teksty. Rozumiałem ludzi, którzy chcieli kupować czasopisma, ale sam się nie zaliczałem do tej grupy.

Od czasu do czasu słychać pojękiwania, że „cośtam umiera”. Granie na PC umierało, granie w poważne tytuły umierało, umierały netbooki, desktopy, fizyczne klawiatury, odtwarzacze MP3. Wreszcie umiera prasa. Wyniki sprzedaży nie powalają, więc wydawcy niezgrabnie próbują sprzedawać czasopisma w sieci, przenosić ciężar marki na strony internetowe, itd. Wciąż są jednak ludzie, którzy wierzą w papier. Do tej grupy zalicza się Arkadiusz Bartnik, wydawca i zarazem redaktor naczelny nowego magazynu LAG.

Kamil Ostrowski: Jak się czujesz walcząc z powszechną opinią, że prasa umiera? Nie masz wrażenia, że walczysz z wiatrakami?

Arkadiusz Bartnik: "Prasa (w sensie gazety codzienne) umiera, ale nie umiera druk. Od kilku lat na Zachodzie powstaje coraz więcej niezależnych wydawnictw (często jedno- czy dwuosobowych), które z niezłym skutkiem podejmują walkę z już dostępnymi na rynku tytułami. Potrafią także trafić w odpowiednią niszę i się utrzymać (niektóre nawet zacząć zarabiać).(...) W porównaniu z całą anglojęzyczną częścią świata, polski rynek jest malutki. Stwierdziłem, jednak, że znajdzie się 1000 osób, które zapłacą 15-20 zł raz na 2-3 miesiące za magazyn, w którym znajdą ciekawe teksty."

Może nie tak znowu nowego, bo jakiś czas temu ukazał się drugi numer. Nie pisałem o nim jednak, ponieważ okazał się po prostu... słaby. Natomiast kolejne podejście, to dokładnie to, czego szukamy w prasie. Przynajmniej ja znalazłem coś, co okazało się mnie przyciągać.

KO: "Czemu pierwszy numer był taki słaby, a drugi jest tak dobry?"

AB: "Myślę, że pierwszy numer też był dobry  Niestety część tekstów zdezaktualizowała się, bo magazyn za długo przeleżał jako plik na dysku. W pierwszym numerze było mniej stron i plakat Michała Śledzia Śledzińskiego, w drugim przygotowaliśmy za to więcej tekstów do czytania (100 stron, bez żadnych reklam) i może dlatego oceniasz go lepiej."

Niektóre teksty są świetne merytorycznie i wnikliwe. Pozostałe, nawet jeżeli prezentują niewiele więcej, ponad zdanie autora, potrafią przyciągnąć wyraźnymi opiniami, kontrowersyjnymi, a czasami nawet nieco szokującymi (felieton w którym autor opowiada o tym, jak spędzał noce wciągając amfetaminę i grając w Pasjansa rozłożył mnie na łopatki, nawet jeżeli jest to opowieść wyssana z palca). Poza tym absolutnie najlepszy tekst o e-sporcie jaki czytałem po polsku i jeden z lepszych w ogóle. Niebo.

KO: "Wydajesz LAGa własnymi siłami? A może ktoś Ci pomaga? Masz inwestora? Wychodzisz "na plus" czy jesteś stratny?"

AB: "Przy pierwszym numerze wszystko robiłem sam. Przy drugim, w doborze i redakcji tekstów, pomógł mi Bartek Nagórski. Dalej jednak samodzielnie zajmuję się obsługą zamówień, pakowaniem i wysyłką egzemplarzy, częścią biurokratyczną i księgową prowadzenia wydawnictwa (BARDZO żmudna część) oraz projektowaniem i składem numeru, kontaktem z autorami, ilustratorami i czytelnikami (ciekawa część). Kiedy może, pomaga mi brat i często życzliwi koledzy (np. pierwszy numer nie powstałby, gdyby nie współpraca z Michałem Janiszewskim). Wszystko robię po godzinach."

Pisanie do wyczerpania tematu, a nie pod wierszówkę. Eleganckie formatowanie, świetna typografia, piękne ilustracje. Obcowanie z LAGiem to przyjemność. Niedawno, w ramach przypomnienia sobie jak wygląda obecnie rynek, kupiłem też PSX Extreme i CD-Action. To drugie jeszcze daje radę, ale nie ma startu. Drugi numer LAGa łyknąłem w dwa dni, od deski do deski (cierpiąc jednocześnie na deficyt wolnego czasu), co jest niezłym wynikiem, wziąwszy pod uwagę, że pismo ma 100 stron. Bez reklam.

Taką prasę to ja rozumiem. Pisaną przez ludzi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia, z naczelnym, który nie ograniczaja ich do oklepanych tematów. Wydaną w sposób, który wyróżnia czytelnika i nagradza go, za wybranie papieru. Nawet tematy prehistoryczne, zazwyczaj nudzące mnie niezmiernie, dało się podać w taki sposób, żeby były atrakcyjne. Jedyne co mi nie leżało, to ostatni felieton, poświęcony... właściwie to była po prostu litania marudzenia, o tym jakie dzisiaj gry są fuj, a w ogóle to wszędzie ten wstrętny tryb multiplayer.

Magazyn LAG to hipsterstwo pełną gębą – kupicie go tylko za pośrednictwem strony internetowej. Próżno szukać w kioskach. Nakład jest tak niski, że wszystkie egzemplarze mógłby policzyć pięciolatek. Miałem nadzieję na to, że LAG będzie się ukazywał w formie elektronicznej, ale nie ma co na to liczyć. Z drugiej strony - może faktycznie jest coś w tej magii papieru i na tablecie dobre wrażenie by uleciało?

KO: "Nie myślałeś o tym, żeby wydawać LAGa na tablety i smartfony?"

AB: "Jako wyłącznej publikacji elektronicznej nie. Chciałem wydać magazyn drukowany, przejść cały proces przygotowania do druku, kontaktu z drukarnią (dobór papieru) i dystrybucji. W wersji elektronicznej tego nie ma. Proces jest uproszczony, a przez to mniej ciekawy. Uwielbiam zachodnie magazyny indie i chciałem udowodnić, że w Polsce też jest miejsce na taki magazyn o tematyce gier. Skoro uważasz, że drugi numer jest lepszy od pierwszego to znaczy, że idziemy z całą redakcją w dobrym kierunku"

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

prasaczasopismomagazyn