37

Jak Izrael wspiął się na technologiczne wyżyny?

Mam świadomość, że podejmując temat Izraela wchodzę na pole minowe, bo w stosunku do mieszkańców tego kraju i żydowskiej diaspory na świecie Europejczycy i Amerykanie odczuwają wybuchową mieszankę wyrzutów sumienia z jednej strony, a nieufności i podejrzliwości z drugiej. A jednak sądzę, że z czystej ciekawości poznawczej warto się zainteresować, jak to się stało, że […]

Silicon Wadi

Mam świadomość, że podejmując temat Izraela wchodzę na pole minowe, bo w stosunku do mieszkańców tego kraju i żydowskiej diaspory na świecie Europejczycy i Amerykanie odczuwają wybuchową mieszankę wyrzutów sumienia z jednej strony, a nieufności i podejrzliwości z drugiej. A jednak sądzę, że z czystej ciekawości poznawczej warto się zainteresować, jak to się stało, że ten kraj liczący 7 milionów mieszkańców, powstały na ziemi tak jałowej, jak to tylko możliwe, wyhodował 3,5 tysiąca firm technologicznych, z których 60 jest notowanych na NASDAQ.

Izrael jest krajem, w którym żyje najwięcej naukowców w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. Krajem o najbardziej rozwiniętym po Stanach Zjednoczonym rynku venture capital i najwyższych nakładach venture capital na głowę mieszkańca. Krajem, w którym działa największe zagłębie technologiczne na świecie po kalifornijskiej Dolinie Krzemowej – Silicon Wadi. Krajem zbudowanym przez emigrantów i buzującym nadal duchem pionierskiej przedsiębiorczości. I jednocześnie krajem, którego mieszkańcy żyją w oblężonej twierdzy, wstrząsanym wojnami i wewnętrznymi napięciami etnicznymi, moralnymi, politycznymi i religijnymi. Krajem, który nie jest uznawany nie tylko przez swoich sąsiadów, ale również przez część własnych mieszkańców, żyjącym w stanie permanentnego konfliktu z okupowaną Autonomią Palestyńską i większością państw arabskich regionu, co uniemożliwia mu wymianę gospodarczą z większością krajów Bliskiego Wschodu i transport towarów drogą lądową. Nie ma znaczących surowców naturalnych ani dużego rynku wewnętrznego, nie ma w zasadzie możliwości eksportu do krajów ościennych, co zmusza go do konkurencji na rynkach międzynarodowych.

Na początek trochę podstawowych wskaźników, żeby nie zgubić z pola widzenia interesującej nas branży ICT, potem wątek technologiczny historii Izraela, a potem analiza czynników, które mają decydujący wpływ na to, że Izrael jest tak silny technologicznie – oczywiście z armią w głównej roli. Mam pełną świadomość, że cały temat doskonale nadaje się na habilitację i w tym miejscu można go tylko delikatnie zasygnalizować. Jeśli kogoś ten temat wciągnie, polecam bardzo interesującą, 300-stronicową książkę Dana Senora i Saula Singera „Start-up Nation: The Story of Israel’s Economic Miracle”.

Izrael: podstawowe wskaźniki

pods

I Polska dla porównania

Polska: podstawowe wskaźniki

pol
Źródło: Global Competitiveness Index 2011-2012

Mocne strony Izraela

W rankingu Global Competitiveness Index 2011-2012 bardzo wysoko oceniono izraelski poziom ochrony inwestorów, dostępność funduszy venture capital (2. pozycja w globalnym rankingu), zdolność biznesu do absorpcji nowych technologii, zdolność do generowania innowacji, jakość instytucji prowadzących badania naukowe (1. pozycja na świecie!), wysokość wydatków przedsiębiorstw na prace badawczo-rozwojowe, współpracę nauki z biznesem w pracach badawczo-rozwojowych, dostępność naukowców i inżynierów oraz liczbę patentów użytkowych w przeliczeniu na milion mieszkańców. W liczba patentów użytkowych udzielonych w 2010 roku na milion mieszkańców przodują Tajwan (356), Japonia (353) i Stany Zjednoczone (339), dalej Izrael (249), Korea Płd (241), Finlandia (216) i Szwajcaria (212). Polska znalazła się dopiero na 56. miejscu (1 patent na milion mieszkańców).

Technologiczny wątek historii Izraela

Przemysł wysokich technologii zaczął się rozwijać w Izraelu w latach 60. XX wieku. Motorem jego rozwoju było nałożenie przez Francję embarga na Izrael po wojnie sześciodniowej w 1967 roku, które zmusiło izraelski przemysł zbrojeniowy do wysiłku mającego na celu osiągnięcie technologicznej samowystarczalności i trwałej przewagi nad państwami arabskimi (oczywiście, Izrael nie jest technologicznie samowystarczalny, importuje wielkie ilości sprzętu wojskowego ze Stanów Zjednoczonych i ze Stanów otrzymuje rocznie dotacje rzędu 30 miliardów dolarów). Rozwiązania opracowywane w przemyśle zbrojeniowym zaczęły z czasem zasilać przemysł cywilny, a sukces Izraela na rynkach międzynarodowych stał się możliwy po tym, jak sektor ICT zaczął stopniowo ulegać globalizacji, a amerykańskie firmy zdecydowały się przenieść część produkcji i prac badawczo-rozwojowych hi-tech do krajów azjatyckich, Ameryki Łacińskiej i Europy Środkowo-Wschodniej.

Motorem rozwoju sektora zaawansowanych technologii była też sucha i jałowa ziemia, na której Izraelczycy musieli zakładać uprawy, wymagająca opracowania efektywnych technologii nawadniania, nawożenia, odsalania i modyfikowania genetycznego roślin (wskutek czego dziś na liście produktów eksportowych Izraela znajdują się między innymi warzywa i owoce). Izraelskie firmy komputerowe starały się od początku lat 80. nie konkurować bezpośrednio z wielkimi koncernami amerykańskimi i skoncentrowały się na rozwoju oprogramowania.

W latach 90. XX wieku do Izraela zaczęli napływać emigranci z krajów byłego ZSRR (około miliona w ciągu dekady po rozpadzie ZSRR), dostarczając gospodarce izraelskiej wysokiej klasy informatyków i naukowców (około 40 proc. przybyszów miało wyższe wykształcenie). Napływ specjalistów i naukowców ze Związku Radzieckiego skłonił izraelski rząd do uruchomienia sześciu inkubatorów przedsiębiorczości, które miały wspierać ekonomicznie i organizacyjnie firmy tworzone przez nowych imigrantów. Sprzyjało to powstawaniu firm specjalizujących się w lotnictwie, telekomunikacji, produkcji sprzętu komputerowego, elektroniki medycznej i optyki.

Ponadto w 1993 roku rząd uruchomił dziesięć funduszy venture capital, z których każdy dysponował środkami rzędu 20 milionów dolarów. Środki te w 40% zasilały fundusze rządowe, a w 60% inwestycje zagraniczne. W tej chwili w Izraelu działa ponad 3,5 tysiąca firm specjalizujących się w zaawansowanych technologiach, a 30-40% przychodów instytucji, która nadzoruje program inkubacji przedsiębiorczości, pochodzi z opłat licencyjnych od firm, które uzyskały finansowanie w początkowym okresie działania programu (czyli nakręcili samofinansującą się spiralę).

Uruchomienie procesu pokojowego w rozmowach z Palestyną dzięki zawartemu w 1993 roku porozumieniu z Oslo oraz zawartemu w 1994 roku porozumieniu z Jordanią stworzyło korzystne warunki dla rozwoju gospodarczego (w tej chwili w obliczu nasilenia konfliktu zaczyna to działać dokładnie na odwrót…). W Izraelu powstały centra badawczo-rozwojowe szeregu międzynarodowych koncernów takich jak Intel, Microsoft, Google, IBM i Motorola, czemu sprzyjał fakt, że wynagrodzenie izraelskich specjalistów kształtowało się na poziomie ok. 80% wynagrodzenia specjalistów amerykańskich, choć w ostatnich latach Izrael staje w obliczu konkurencji znacznie tańszych specjalistów z Chin i Indii.

Centrum izraelskiego przemysłu nowych technologii od lat 90. XX wieku jest Silicon Wadi, kilka stref przemysłowych zlokalizowanych głównie w środkowej części kraju. Ze względu na wielkość produkcji, prowadzone badania naukowe i znaczenie tego obszaru dla światowego przemysłu ICT izraelska Dolina Krzemowa jest drugim po kalifornijskiej Silicon Valley zagłębiem branży ICT na świecie. Naukowcy izraelscy specjalizują się w genetyce, informatyce, elektronice, optyce, inżynierii i zaawansowanych technologiach, jak również fizyce, medycynie, biomedycynie, biotechnologii i nanotechnologii. Większość opracowywanych przez izraelskie firmy technologii nie jest technologiami na rynek konsumencki, lecz biznesowy.

Spróbujmy to rozłożyć na czynniki pierwsze

Wiosną 2010 roku miałam okazję rozmawiać z Zeevem Holtzmanem, prezes i założycielem funduszy inwestycyjnych Giza Venture Capital, który starał mi się wyjaśnić przyczyny sukcesu izraelskiego sektora hi-tech i zwrócił mi uwagę na szereg czynników.

Armia – najlepszy uniwersytet i inkubator

„Jednym z kluczowych czynników naszego sukcesu jest obowiązkowa służba wojskowa. Najzdolniejsi 18-latkowie kierowani są do specjalnych jednostek, w których służą od 5 do 7 lat [normalnie mężczyźni służą 36 miesięcy, kobiety 21 miesięcy, oficerowie 48 miesięcy, piloci do 9 lat, do tego dochodzą coroczne, kilkutygodniowe ćwiczenia rezerwy obowiązkowe dla mężczyzn do 41-51 roku życia, a dla kobiet do 24 roku życia; dla chrześcijan, muzułmanów i ortodoksyjnych Żydów służba wojskowa nie jest obowiązkowa – przyp. DK]. Niektórzy z nich są wyławiani na etapie testów przeprowadzanych podczas rekrutacji, inni zgłaszają się sami i również są poddawani testom, by określić ich przydatność dla najbardziej elitarnych jednostek. Służbę w zaawansowanych technologicznie jednostkach uznaje się za rodzaj społecznej nobilitacji i młodzi ludzie zabiegają o tego rodzaju doświadczenia. Niektóre jednostki funkcjonują niemal jak politechniki: żołnierze mieszkają w kampusie i przechodzą intensywne szkolenie inżynierskie. To trwa dość długo, ale Izrael to niewielki kraj – chociaż są żołnierzami, często mogą pozwolić sobie na odwiedzenie rodziny podczas weekendu. Kiedy kończą służbę, mają w ręku wszystkie narzędzia potrzebne do rozpoczęcia biznesu. Bardzo często przedsiębiorcami zostają byli piloci myśliwców. Inni po zakończeniu służby zaczynają pracować dla dużych firm technologicznych”.

Moim zdaniem cała ta wypowiedź zasługuje na to, by przeczytać ją jeszcze raz. Izraelskie wojsko – podobnie jak wszystkie inne armie świata – jest wylęgarnią technologii, ale jednocześnie – i to wydaje mi się dość niecodzienne – ze względu na powszechność służby wojskowej i tak długi czas jej trwania w zaawansowanych technologicznie oddziałach źródłem kadr dla biznesu (dla polityki zresztą też). Uczestnicy najlepszych programów szkoleniowych uzyskują niezrównane wykształcenie, uczą się przywództwa i rozwiązywania problemów i nawiązują kontakty, które później procentują w relacjach biznesowych. Holtzman użył takiego porównania, że w Europie i Stanach ludzie czują więź z absolwentami tej samej uczelni, a w Izraelu przede wszystkim z kolegami z jednostki, tym bardziej, że widują ich każdego roku.

Mówił również o tym, że ponieważ to wszystko nie jest zabawa ani ćwiczenia, Izrael naprawdę jest w stanie wojny, ludzie kończący służbę są znacznie bardziej doświadczeni życiem i wcześniej dojrzali, niż ich koledzy z bardziej spokojnych krajów, a jednocześnie bardzo poważnie podchodzą do stawianych im zadań, bo wiedzą, że od tego, jak starannie je wykonają, jak innowacyjne będą opracowane przez nich rozwiązania, zależy przetrwanie ich kraju w nieprzychylnym świecie.

Często się zdarza, że współzałożyciele spółek technologicznych mają za sobą służbę w jednej jednostce. Założyciele firmy Fraud Sciences (o której opowiem na końcu) ‒ Shaked i Saar Wilf ‒ służyli razem w elitarnym oddziale 8200, tym samym, z którego wywodzi się założyciel Check Pointa, największej izraelskiej firmy na NASDAQ. Göran Rosenberg w książce „Kraj utracony. Moja historia Izraela” pisze „Im bardziej niebezpieczna i bojowa była jednostka, do której zostało się powołanym, tym wyższy status można było osiągnąć w społeczeństwie cywilnym. Takie prestiżowe funkcje, dzięki szybko rosnącej, gęstej sieci osobistych przyjaźni i kontaktów w kraju tak małym jak Izrael, często otwierały drzwi do kół rządzących – powiedz mi, gdzie odbywałeś służbę wojskową, a powiem ci, kogo znasz, a tym samym, kim jesteś”.

Akceptacja porażek

Zeev Holtzman tłumaczył mi, że Izrael ma specyficzną kulturę przedsiębiorczości i otwartości na ryzyko, a Izraelczycy rozumieją i akceptują porażki jako jeden z elementów rozwoju. Dan Senor i Saul Singer w książce „Start-up Nation” zauważają, że izraelska kultura i regulacje prawne odzwierciedlają unikalny stosunek do porażek, dzięki któremu przedsiębiorcy, którym się nie powiodło, włączani są z powrotem do systemu, a ich doświadczenie jest wykorzystywane przy kolejnej próbie. Nie stygmatyzuje się ich i nie marginalizuje, bo Izraelczycy odróżniają bezmyślną przegraną w ruletkę od inteligentnej, konstruktywnej porażki. Jednym z przejawów tego nastawienia jest fakt, że w Izraelu bardzo łatwo jest założyć nową firmę, nawet jeśli poprzednią udało się zbankrutować. Zeev Holtzman mówił też, że ponieważ Izraelczycy mają poczucie, że wszystko, co zyskali, może im zostać momentalnie odebrane i ich wolność jest nieustannie zagrożona, działają szybko. W pewnym uproszczeniu, jeśli ktoś wymyślił pomysł na biznes w piątek, to w poniedziałek ma już zespół do swojego projektu i do kolejnego piątku ma opracowany prototyp, a tydzień później zaczyna szukać inwestora.

Inwestycje zagraniczne

„Do Izraela udało się przyciągnąć dużą liczbę zachodnich koncernów technologicznych, co w pewnym momencie doprowadziło do powstania masy krytycznej. Duże koncerny, które mają swoje oddziały w naszym kraju, pozostają w bliskim kontakcie z nowo powstającymi firmami. Niektóre z tych nowych przedsięwzięć zostaną przez nie kupione, co dla inwestorów jest jedną z metod wyjścia z inwestycji” ‒ ZH. Google, HP, IBM, Intel, Microsoft zatrudniają w Izraelu po kilka tysięcy osób. Trudno przecenić rolę inwestycji zagranicznych w gospodarce Izraela, a szczególnie w nakładach na badania i rozwój. Nakłady na R&D stanowią w Izraelu około 4,4%PKB. 80% tej kwoty, czyli 3,5% PKB to nakłady biznesu. Z kolei 41% nakładów biznesu to nakłady przedsiębiorstw zagranicznych na lokalne prace badawczo-rozwojowe. (dane z portalu www.proinno-europe.eu).

Gdyby nie inwestycje zagraniczne, nakłady izraelskiego biznesu na R&D kształtowałyby się na poziomie 2%. To nadal bardzo dużo i mniej więcej tyle wydają średnio kraje Unii Europejskie na R&D finansowane zarówno ze środków prywatnych, jak i publicznych. Niewątpliwie jednak bez przychylności amerykańskich koncernów izraelski postęp nie byłby możliwy w tym stopniu.

Edukacja uniwersytecka na najwyższym poziomie

„Bardzo znaczącą rolę [w systemie edukacji] odgrywają takie ośrodki jak Weizmann Institute of Science, które wypuszczają inżynierów o bardzo wysokich umiejętnościach” ‒ ZH. Dwóch naukowców z Instytutu Weizmanna zdobyło nagrodę Turinga w 1996 i 2002 roku. Ada Yonath zdobył Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii w 2009 roku. Bardzo znanym ośrodkiem naukowym jest również Technion – Izraelski Instytut Technologiczny (trzech laureatów Nobla z chemii w kadrze naukowej). 45% obywateli Izraela ma wyższe wykształcenie, a Izrael ma więcej naukowców i inżynierów na 10000 mieszkańców niż jakikolwiek inny kraj świata (sic!). Siedem z ośmiu izraelskich publicznych uniwersytetów znajduje się w rankingu 500 najlepszych na świecie uczelni wyższych. Uczelnie te prowadzą badania na najwyższym światowym poziomie i z zyskiem je komercjalizują. „Każdy uniwersytet ma specjalną firmę, której zadaniem jest komercjalizacja prowadzonych badań, m.in. sprzedaż licencji dużym przedsiębiorstwom. Dochody Weizmann Institute z tego tytułu liczone są każdego roku w milionach dolarów. Oczywiście, zdarza się też, że profesorowie i doktorzy postanawiają opuścić uczelnię, by zająć się rozwojem biznesu zorganizowanego wokół jednego z wynalazków” – ZH.

Gigantyczne nakłady na R&D

Dotknęłam już tego tematu wcześniej, ale dla porządku: nakłady na badania i rozwój są w Izraelu najwyższe spośród krajów OECD i wynoszą ok. 4,5% PKB (W Polsce w 2010 nakłady te wyniosły 0,74 proc. PKB, przy czym nasz PKB na głowę jest grubo ponad dwa razy niższy niż Izraela…). Głównym mechanizmem finansowania zaawansowanych technologicznie młodych firm jest rynek venture capital i rządowy program inkubatorów technologicznych. Rząd każdego roku wydaje około miliarda dolarów na wspieranie przedsiębiorczości technologicznej i rozwój technologiczny kraju. „W Izraelu działają również inkubatory przedsiębiorczości, chociaż są to nie tyle fizyczne miejsca, w których kilkuosobowe firmy mogą rozpocząć swoją działalność, ile grupy inwestorów, którzy włożą pierwsze pół miliona dolarów w rozwijającą się spółkę. Zazwyczaj są to prywatne pieniądze refinansowane z budżetu państwa, które potrafi przejąć nawet 85 proc. inwestycji. Przedsiębiorca zwraca państwu pożyczone w ten sposób pieniądze, gdy uda mu się rozwinąć przedsięwzięcie” – ZH. W ostatnich latach jednak, ze względu na kryzys, spadły wydatki państwa na prace rozwojowe w start-upach, inkubatorach technologii i instytutach badawczych.

Jednostka 8200 i izraelska bezkompromisowość

Senor i Singer w „Start-up Nation” przytaczają świetną historię spotkania Scotta Thompsona, prezesa PayPala, który wcześniej pracował dla Visy, ze Shvatem Shakedem z izraelskiej firmy Fraud Sciences, która działała od pięciu lat, zaaranżowanego przez Benchmark Capital, który dokonał początkowej inwestycji w eBay, firmę-matkę PayPala. PayPal zatrudniał wtedy 2 tysiące ludzi pracujących nad ograniczeniem ryzyka transakcji, w tym 50 naukowców z tytułem doktora. Shaked przedstawił swoją koncepcję wyłapywania potencjalnie oszukańczych transakcji (fraud) następująco: Świat dzieli się na ludzi dobrych i złych; dobrzy zostawiają po sobie w Internecie mnóstwo śladów, bo nie mają nic do ukrycia; źli nie zostawiają śladów, bo starają się ukryć; my po prostu szukamy śladów. Thompson był zdumiony i nieufny, lata pracy w Visie i PayPalu nauczyły go, że pogoń za fraudem jest długotrwała, pracochłonna i skomplikowana.

Shaked opracował natomiast swoją koncepcję podczas służby w izraelskiej armii – jego oddział śledził działalność terrorystów w Internecie. Thomson, trochę z ciekawości, a trochę z chęci pozbycia się natręta, przekazał mu do analizy 100 tysięcy transakcji PayPala (pozbawionych w jakimś zakresie danych osobowych, ale z książki nie wynika jasno, jak zostały okrojone). Trzy dni później firma Fraud Sciences przesłała wyniki, które okazały się lepsze niż wyniki analiz PayPala, choć Izraelczycy dysponowali okrojonymi danymi i zatrudniali raptem 55 osób. W styczniu 2008 roku PayPal kupił Fraud Sciences za 169 milionów dolarów. Kiedy Thomson pojechał zobaczyć biura Fraud Sciences w Izraelu i spotkać się z zespołem, uderzyła go bezpardonowość kwestionowania logiki, którą rządził się PayPal połączona z niesamowitą koncentracją uwagi, spostrzegawczością i inteligencją zebranych.

Autorzy książki uważają, że ta przenikliwość połączoną z bezczelną arogancją jest charakterystyczną cechą Izraelczyków, widoczną w sposobie, w jaki studenci rozmawiają z profesorami, podwładni z szefami i nawet szeregowi z generalicją. Dla autorów ta bezkompromisowa odwaga nieszablonowego myślenia jest jednym z czynników decydujących o innowacyjności tego kraju, w którym „za plecami czatuje zagłada, z zewnątrz zagraża świat arabski, a od wewnątrz gettowy judaizm” (cytat z „Kraj utracony”).

Przyszłość Izraela

Coraz więcej jest w Izraelu ultraortodoksyjnych Żydów, którzy nie chcą się uczyć fizyki, tylko studiować Torę, nie służą w armii, nie płacą podatków i mają mnóstwo dzieci, i izraelskich Arabów, dla których wykształcenie nie ma wielkiego znaczenia. Demografowie zwracają uwagę, że jeśli utrzymają się obecne trendy, Izrael stanie się państwem religijnym i start-upy technologicznej gospodarki liberalnej mogą pójść w zapomnienie. Paweł Smoleński w książce pod wiele znaczącym tytułem „Izrael już nie frunie” zauważył, że w Izraelu udało się zbudować państwo, ale nie udało się zbudować narodu. I teraz te sprzeczności między liberalną gospodarką, a rosnącą w siłę kulturą ultraortodoksyjnych Żydów, między przekonaniem o moralnym posłannictwie Izraela a demoralizującą Izraelczyków okupacją Autonomii Palestyńskiej, zaczynają rozsadzać to państwo od środka. Perspektyw na jego przyszłość nie poprawia pogarszająca się pozycja Stanów Zjednoczonych i ich własne wewnętrzne problemy.

PS Dla ciekawych

Indeks NASDAQ notuje 60 spółek z Izraela. 23 z 60 spółek izraelskich to spółki technologiczne (NASDAQ to nie tylko spółki technologiczne, nie tylko informatyka, elektronika i automatyka, to również tak różne dziedziny jak ubezpieczenia na życie (na przykład wiele spółek holenderskich), bankowość, wydobycie paliw, budownictwo, przemysł farmaceutyczny itd.), dwie największe to Check Point Software Technologies (systemy bezpieczeństwa) warta prawie 10 miliardów USD i NICE Systems (analiza danych) warta 2 miliardy USD.

Dla porównania liczba spółek z innych regionów i krajów: Afryka 8 spółek, Azja 209 spółek (Chiny 133, HongKong 22, Japonia 16, Singapur 4, Korea Południowa 8, Tajwan 12), Australia i Południowy Pacyfik 7, Ameryka Środkowa i Karaiby 67, Europa 176 (w tym Belgia 1, Dania 2, Finlandia 1 – Nokia, Francja 9, Niemcy 10 – m.in. SAP i Siemens, Grecja 16, Irlandia 21, Włochy 6, Luksemburg 2, Holandia 29, Norwegia 1, Hiszpania 9, Szwecja 2, Szwajcaria 15, Wielka Brytania 50), Ameryka Południowa 37, Bliski Wschód 60 (wyłącznie spółki izraelskie), Ameryka Północna 4823 (Kanada 155, Meksyk 13, Stany Zjednoczone 4655). Na NASDAQ nie ma żadnej polskiej spółki. Źródło: www.nasdaq.com.

Obrazek.