Apple

W naprawianym iPhone technicy Apple znaleźli nagie zdjęcia właścicielki i opublikowali je na Facebooku

Kamil Świtalski
29

Apple robi co może, by ściśle kontrolować naprawy swoich urządzeń. Czynnik ludzki potrafi jednak spłatać figla, przez którego budowana latami reputacja może runąć.

O tym że wszystko może wyciec i trafić do sieci specjaliści do spraw bezpieczeństwa uczulają od lat. Niewielu jednak uczula na to, że takie rzeczy mogą się stać po oddaniu smartfona do naprawy — a jak pokazuje przykład nieudolnych techników mających naprawić iPhone'a, tak też może się stać. Smutna sprawa, której pozornym happy endem może okazać się wielomilionowe odszkodowanie. Wierzę jednak, że niektórzy woleliby uniknąć stresu związanego z całą sytuacją znacznie bardziej, niż dostać na konto przelew rzędu kilku milionów dolarów.

Oddała iPhone'a do naprawy. Serwisanci wrzucili znalezione na nim nagie zdjęcia do internetu

Sprawa o której mowa toczyła się od lat — The Telegraph dotarł do sądowych dokumentów w 2016 roku i wtedy też informował o całej sytuacji. Dopiero jednak po latach można w miejsce niewiadomych powstawiać odpowiednie nazwy — i pięć lat później dowiadujemy się że korporacją o której mowa jest Apple, które w oświadczeniu dla The Verge potwierdziło, że całe to zamieszanie związane jest z ich serwisantami.

Ofiarą całego zamieszania jest ówczesna studentka ze stanu Oregon, której dane nie zostały upublicznione. Wysłała ona swojego iPhone'a do jednego z największych podwykonawców prac serwisowych, firmy Pegatron Technology Service. Ich pracownicy podczas naprawy urządzenia przejrzeli co można znaleźć wewnątrz, a przy okazji... udostępnili jej nagie zdjęcia na prywatnym koncie facebookowym właścicielki. Co więcej — upozorowali wszystko tak, by sugerować że ofiara sama ochoczo je tam zamieściła. Oczywiście na to, by ofiara wkroczyła na drogę sądową nie trzeba było długo czekać — a kiedy już do tego doszło, żądała ona od Apple pięciu milionów dolarów zadośćuczynienia. Jakiej wielkości przelew ostatecznie trafił na jej konto - tego nie wiadomo, bo żadna ze stron nie zdecydowała się ujawnić konkretnych sum. Mowa jedynie o wielomilionowej ugodzie.

Wina podwykonawców Apple jest tutaj bezsprzeczna

Nie ma nawet odrobiny powodu, by bronić pracowników serwisu. Ich zadaniem była naprawa urządzenia, a nie przeglądanie jego zawartości czy - tym bardziej - dzielenie się nią w sieci. W świetle dostępnych dokumentów — Apple przeprowadziło wewnętrzne śledztwo u podwykonawcy, po którym odpowiedzialni za ten incydent zostali zwolnieni. Apple na każdym kroku akcentuje, jak bardzo ceni sobie prywatność swoich użytkowników, dlatego sytuacja do której doszła była pogwałceniem wszystkiego w co wierzy i co promuje sprzedając swoje urządzenia. Gigant z Cupertino dodaje też, że po tym gdy doszło do tak skandalicznej sytuacji zareagowali natychmiast, a od tamtej sprawy coraz bardziej wzmacniają zasady współpracy z zewnętrznymi firmami. No cóż, biorąc pod uwagę jak bardzo Apple utrudnia naprawę swoich urządzeń firmom trzecim wymawiając się prywatnością i bezpieczeństwem użytkowników, rozumiem że im wstyd. I dobrze.

Źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: