Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Apple

Dziesięć lat temu Steve Jobs pokazał światu iPhone'a. Ależ ten sprzęt namieszał na rynku...

MS
Maciej Sikorski
58

Premiery nowych telefonów Apple kojarzą nam się dzisiaj z jesienią, sprzęt trafia na rynek w okresie przedświątecznym. Ale pierwsze urządzenie o tej nazwie zaprezentowano krótko po Sylwestrze, konkretnie 9 stycznia 2007 roku. Było niedopracowane, ograniczone, niewielkie i drogie. A mimo to zdołało mocno namieszać na rynku elektroniki konsumenckiej. Zmieniło nie tylko Apple, ale też całą branżę.

iPhone to dzisiaj symbol, swego rodzaju instytucja. W połowie poprzedniego roku pisałem, że Apple udało się sprzedać miliard urządzeń z tej rodziny. Miliard. Porażająca liczba, przy której bledną wyniki sprzedaży konkretnych komputerów, konsol, samochodów czy książek. Gdy nadchodzi czas premiery nowego przedstawiciela tej rodziny, świat IT wstrzymuje oddech, dla niektórych to wręcz święto. Krótko po prezentacji przed sklepami zaczynają się ustawiać kolejki, bo ludzie pożądają tego sprzętu. A wszystko zaczęło się dopiero dziesięć lat temu...

Prezentacja, której Jobs dokonał podczas imprezy MacWorld, to był majstersztyk, na tym materiale można bazować przygotowując branżowe kursy. Tego brakuje w dzisiejszym Apple: jak pokazać niedopracowany sprzęt, by świat się nim zachwycił? Co i jak powiedzieć, co, kiedy i w jaki sposób podsunąć ludziom pod nos. Jeśli wierzyć relacjom z tego pokazu, iPhone był wówczas bardziej prototypem, niż urządzeniem, które miało trafić na rynek (przypominam, że do tego doszło aż pół roku później). Wiele rzeczy mogło się rozsypać, a jednak ludzie podnosili wysoko brwi, bo Jobs ich zaczarował.

Tak, w tamtym czasie ten sprzęt mógł czarować, jeśli odpowiednio się go przedstawiło. Nie był to jednak ideał, a z dzisiejszej perspektywy mówimy o urządzeniu wręcz archaicznym. Młodsi użytkownicy smartfonów nie uwierzą pewnie, że to mogło działać. Niewielki ekran, brak LTE czy nawet 3G, brak asystenta głosowego, słaby procesor, niewielka ilość RAM, kiepski moduł foto, mnóstwo ograniczeń. Nie było miliona aplikacji, nie było czegoś tak oczywistego, jak nawigacja czy kopiuj/wklej. Była za to wysoka cena: blisko 500 dolarów. I śmiech konkurencji, który dzisiaj uosabia Steve Ballmer.

Pierwszy iPhone to przy najświeższym urządzeniu z tej serii prawdziwy relikt. Mimo to urządzenie dobrze wypadało na tle konkurencji, wprowadzało powiew świeżości. Steve Jobs miał rację mówiąc, że wyprzedza ją o kilka lat. Bo nawet, jeśli nie robiły tego komponenty, sprawę załatwiała wizja. I nie ma znaczenia, że potem konkurencja przyspieszyła, a Apple opornie wprowadzało zmiany, że Android zaczął się prężnie rozkręcać, że Samsung, HTC czy Huawei szybciej robiło postępy na arenie sprzętowej: to Apple przyciągało ludzi. I zarabiało na tym miliardy dolarów. W każdym kwartale.

Można się dzisiaj śmiać z Apple, bo późno wprowadziło większe ekrany, bo trwało z uporem przy niektórych pomysłach, bo nie reagowało odpowiednio szybko na działania konkurencji. Ale to firma z Cupertino wciąż uznawana jest za lidera tego rynku (nawet, jeśli sprzedaje mniej urządzeń, niż Samsung). Rozgrywają biznes po swojemu i świetnie na tym wychodzą. Czasem robią rzeczy nieoczywiste, potrafią zaskoczyć, a po kilku kwartałach okazuje się, że inni producenci idą właśnie tym tropem. Konkurencja szydzi z tej korporacji, a gdy pojawia się okazja, porównuje swoje osiągnięcia do jej działań.

Czy iPhone zmienił świat? Ciekawe pytanie, na które można odpowiedzieć w różny sposób. Niektórzy stwierdzą, że było to dokonanie na miarę wynalezienia koła, inni są bardziej powściągliwi, ale trudno nie przyznać, że dziesięć lat temu dokonało się coś ważnego - nie tylko w świecie nowych technologii. Rozpoczęła się prawdziwa rewolucja mobilna, do kieszeni prawie każdego z nas trafił smartfon. Urządzenie podobne do gadżetu, który dziesięć lat temu prezentował Steve Jobs. Kto wie, jak by się sprawy miały, gdyby szef Apple w tym dniu pokazywał światu inny sprzęt?


Niedawno uruchomiliśmy serwis z Pracą w IT! Gorąco zachęcamy do przejrzenia najnowszych ofert pracy oraz profili pracodawców

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu