49

iOS 8 otwiera się na personalizację – to dobrze, czy źle?

Ostatnim czasem, napisałem dosyć kontrowersyjny tekst, dotyczący modyfikowania Androida, iOS, Windows Mobile/Phone oraz Symbiana, czy MeeGo. Jak się okazuje, podczas premiery iOS 8 i OS X 10.10, zostaliśmy poinformowani, że iOS będzie pozwalał na trochę więcej, niż do tej pory. System mobilny Apple, jak do tej pory, pozwalał nam tylko na wykonywanie pewnej liczby operacji, bez możliwości głębszego […]

Ostatnim czasem, napisałem dosyć kontrowersyjny tekst, dotyczący modyfikowania Androida, iOS, Windows Mobile/Phone oraz Symbiana, czy MeeGo. Jak się okazuje, podczas premiery iOS 8 i OS X 10.10, zostaliśmy poinformowani, że iOS będzie pozwalał na trochę więcej, niż do tej pory.

System mobilny Apple, jak do tej pory, pozwalał nam tylko na wykonywanie pewnej liczby operacji, bez możliwości głębszego modyfikowania software, czy przeglądania plików systemowych. Całą tę sytuację odmieniała Cydia, która pozwoliła użytkownikom decydującym się na odblokowanie swojego iUrządzenia na grzebanie w swoich smartfonach do tego stopnia, że mogli oni nawet zmieniać jego wygląd i działanie jego oprogramowania, czy instalować obok iOS… Androida.

Dwie najcieplej wspominane przeze mnie modyfikacje iOS – uruchomienie wielozadaniowości na iPhone 3G oraz możliwość podmiany klawiatury systemowej na wierną kopię Swype, która w tamtym czasie była dostępna jedynie na urządzeniach z Windows Mobile, MeeGo, Symbianem i Androidem (przy czym warto wspomnieć, że Swype dla Androida, przez bardzo długi czas było instalowane domyślnie jedynie na urządzeniach Motoroli i Samsunga).

Gdy patrzę dziś na iOS 8 odnoszę wrażenie, że Apple chce za wszelką cenę stawić czoła Microsoftowi i jego mobilnemu systemowi – Windows Phone, który w ostatnim czasie zdobywa coraz większą rzeszę odbiorców.  Zmiany wizualne w OS X, jeszcze ściślejsze połączenie ze sobą iPhone, iPada i komputerów Mac oraz topniejące „standardy” Jobsa pokazują, że Apple nie umarło, a firma nie zniknie z rynku za sprawą stagnacji i zapatrzenia w samego siebie – niczym Microsoft i Nokia parę lat temu.

Przejdź na wolną stronę mocy!

Stopniowo zanikające standardy Jobsa pokazują, że „wielki wódz”, który założył i rozwinął Apple do dzisiejszego rozmiaru, był prawdziwym geniuszem i strategiem, który popełnił ogromny błąd w swoim działaniu – rozwijając swoje komputery, telefony, odtwarzacze muzyki, telewizję oraz tablety, zapomniał o konkurencji. Samsung, Sony, LG, a nawet HTC – wszystkie te firmy próbowały przez cały czas dorównać Apple liczbą sprzedanych urządzeń oraz tysiącami zadowolonych klientów, kupujących kolejne urządzenie korporacji w ciemno.

jailbreak1

W jakimś sensie,  przegonić Apple udało się jedynie Samsungowi, a to dlatego, że odmiennie od Apple, koreański producent postanowił tworzyć większe urządzenia od iPhone, będące przede wszystkim smartfonami opartymi o otwartego na wszelkie modyfikacje Androida, dającego nam – zwykłym użytkownikom, wybór przeglądarki, klawiatury, czy odtwarzacza muzyki – dla każdego coś dobrego. Niestety, im więcej możliwości personalizacji, tym mniejsza szansa posiadania na swoim urządzeniu aplikacji pasujących do aktualnie używanego motywu, czy launchera. Możliwość wyboru jest wspaniała, jednak nie zapominamy o tym, że niektórzy z nas kupują telefon z Androidem i nie wiedzą, co tak naprawdę mogą z nim zrobić. Zdaniem pytanych o wolność wyboru w Androidzie znajomych, czy rodziny, to możliwość zmiany tapety, kolejności ułożenia ikonek, czy też rozmieszczenia widgetów jest dla nich spełnieniem marzeń o idealnym pulpicie swojego smartfona, pokazującym, kim są według siebie.

gsmarena_004

Użytkownicy iOS i Windows Phone dobrze wiedzą, czym jest narzucony odgórnie interfejs graficzny, który raz uznawany jest za wadę, raz za ogromną zaletę. Moim zdaniem, brak możliwości głębszej manipulacji w wygląd systemu powoduje to, że twórcy oprogramowania wiedzą, jak powinny wyglądać aplikacje dla danego systemu mobilnego, które tak jak w przypadku Tweetbota, czy Facebooka dla iOS, są po prostu przepiękne, idealnie wpasowując się między innymi do nowego iOS 7.

Otwartość ma jednak bardzo dużo zalet

Jedną z najważniejszych zalet otwartości Androida jest to, że każdy użytkownik tego systemu może w niemal stu procentach spersonalizować swój telefon, przelewając na jego ekran samego siebie – niczym jak w przypadku każdej maści artystów.

Gdy byłem trochę młodszy, uwielbiałem modyfikować ekran moich urządzeń HTC, tworząc dla nich specjalne paczki z modyfikacjami ikon systemowych i wszelkiej maści akcentów interfejsu graficznego CyanogenMod 7 i 9. Zwykle używałem launcherów typu ADW, czy Nova, a to, co robiłem z ikonkami aplikacji, często przechodziło pojęcie moich znajomych. Jeszcze w 2012 roku posiadałem na komputerze prawie gigabajt różnych paczek z ikonkami, które ze sobą łączyłem, tworząc prawdziwe arcydzieła, które w tej chwili, są dla mnie po prostu brzydkie – wtedy stawiałem raczej na ciemne motywy z niebieskimi akcentami graficznymi, a dzisiaj preferuje biel i jaskrawą żółć.

Pamiętam tworzenie paczek z custom ROM-ami, które wgrywałem nawet parę razy dziennie, a to dlatego, że bardzo lubiłem grzebać w plikach systemowych. Uwielbiałem wyczekiwanie na późne godziny wieczorne, gdy pojawiały się aktualizacje CyanogenMod w kanale nightly i pamiętam jak dziś to wspaniałe uczucie, gdy przy każdym uruchomieniu systemu zauważałem nowe funkcje i aplikacje, wchodzące w skład prężnie rozwijającego się CyanogenModa. MIUI, ParanoidAndroid, porty Flyme OS z urządzeń Meizu, codzienne przeglądanie forum XDA w poszukiwaniu coraz to nowych modyfikacji, czy przerobionych paczek z oprogramowaniem – tak wspominam Androida, który jeszcze rok temu był dla mnie systemem idealnym.

HTC-One-M7-MIUI-V5

Gdy postanowiłem spróbowałem zostać na dłużej z Windows Phone, zauważyłem ogrom braków platformy Microsoftu, który był nie do zniesienia, choć z drugiej strony, wreszcie przejrzałem na oczy i zobaczyłem, że pomimo wszystkich zalet Androida, system ten ma gigantyczną wadę, którą jest sama personalizacja, co w ostatnim czasie również uległo zmianie.

System Google od swojego pierwszego wydania do wersji 4.0 posiadał kompletną samowolkę, jeżeli chodzi o sam wygląd aplikacji. Jedne programy były tworzone z myślą przede wszystkim o TouchWiz, drugie wyglądały jak żywcem wyjęte z HTC Sense, gdzie posiadacze „czystego” Androida łapali się za głowę, ponieważ zawsze znajdowała się przynajmniej jedna aplikacja lub ikonka, która ostatecznie nie pasowała do całości stworzonego przez nas ładu.

iOS nie można porównywać do Androida, jednak ma z nim wiele wspólnego

Po co wam o tym wszystkim piszę? Jak widzicie, moje doświadczenia każą mi patrzeć na tę sprawę dosyć obiektywnie, ponieważ korzystając zarówno z otwartych, jak i zamkniętych systemów mobilnych dostrzegałem masę wad i zalet tych samych elementów systemu wykonanych w trochę inny sposób.

iOS to przede wszystkim system, który od samego początku przyzwyczaił swoich użytkowników do nauki korzystania z interfejsu systemu, co odmiennie do Androida – pozwalało nam na bezproblemowe użytkowanie każdego kolejnego urządzenia Apple z iOS – niezależnie, czy mówimy o iOS4, czy iOS7, tak, jakbyśmy używali go od zawsze (przy ewentualnym chwilowym uczeniu się używania nowych funkcji). Moim zdaniem, znoszenie „żelaznych praw Jobsa” jest dobrym pomysłem, chociaż tylko w kilku szczególnych przykładach, ponieważ o ile pozwolenie „sadownikom” na wybór domyślnej przeglądarki, czy też zmianę klawiatury systemowej jest dobre, to pozwolenie im na głęboką ingerencję w oprogramowaniu, jak i zmienianie wyglądu systemu może już tylko zaszkodzić, ponieważ na świecie nie żyją tylko „geecy specjaliści”, a liczba nowatorów, kochających promowanie bezmyślnego instalowania gier i aplikacji z różnych źródeł jest naprawdę dużo, a koniec końcu, uszkodzony iOS, czy iPhone i iPad to w końcu wina Apple, a nie użytkownika (niczym jak w przypadku urządzeń z Androidem i Windows Phone) – czyż nie?