pirat
125

Im więcej usług VOD opłacamy, tym chętniej piracimy. To kuriozalne

Wygląda na to, że im więcej chcemy płacić na legalną kulturę, tym bardziej ciągnie nas do tej nielegalnej. To absurd.

Sycamore w imieniu grupy lobbingowej branży filmowej Creative Content Australia przeprowadziło ankietę. Wedle wyników tylko jedna trzecia Australijczyków subskrybuje jedną usługę VOD, zaś 13% wskazało, że subskrybuje 3 lub więcej usługi. Spośród tych 13% połowa potwierdziła, że wciąż pobiera pirackie treści z internetu. Najczęstszym powodem był brak dostępu do konkretnego materiału na opłacanych usługach. Grudniowe badania Roya Morgana wskazały, że aż 14 milionów Australijczyków subskrybuje jakąś formę płatnej telewizji. Najwięcej osób wybiera Netfliksa – 11,9 miliona. Mimo tego piractwo nie umiera.

Płacimy, ale i piracimy

Członek zarządu Electronic Frontiers Australia wskazuje jedną, bardzo ważną przyczynę. Osoby subskrybujące wiele usług są bardziej skłonne do piractwa ze swego rodzaju frustracji. Takie osoby chcą i starają się opłacać treści, aby mieć do nich w pełni legalny dostęp. Jednak mimo wykupienia licznych usług, wciąż trafiają na popularne produkcje, które nie ukazują się w żadnej z nich. Cóż, takie osoby rzeczywiście łatwiej zrozumieć. Niektórzy z nich mogą czuć się nawet w pewien sposób oszukani. Patrząc na liczbę usług, które wykupują oraz treści, jakie się na nich znajdują, można byłoby założyć, że są raczej marne szanse na to, że coś ich ominie. A jednak takie przypadki zdarzają się regularnie i nie dotyczą wyłącznie niszowych filmów czy seriali.

Player chwali się osiągnięciami z 2019. Potwierdzam: robią to bardzo dobrze, ale…

Oczywiście frustracja nie jest żadnym wytłumaczeniem ani usprawiedliwieniem. Piractwo pozostaje piractwem, bez względu na to, jak wiele usług wykupimy. Możemy zaopatrzyć się we wszystkie istniejące na rynku, a i tak szukając nielegalnych treści zachowamy się nieodpowiednio. Trudno jednak znaleźć na to jakieś remedium. Rynek VOD wciąż się rozdrabnia i nic nie wskazuje na to, aby przestał. Liczba usług subskrypcyjnych stale rośnie. Kolejne stacje czy telewizje chcą mieć „własnego Netfliksa”. Przez to oczywiście rozpraszane są też treści. Prawa do danych produkcji wędrują z rąk do rąk, sprawiając, że użytkownicy muszą najpierw mocno się zastanowić i dokładnie sprawdzić, chcąc obejrzeć konkretną produkcję, aby wybrać serwis, na którym faktycznie ją znajdą. Nie brakuje osób, które chcą działać uczciwie i dzielnie dają się namówić reklamom na kolejne abonamenty. Problem w tym, że nie można mieć wszystkiego. Ani żaden serwis nie będzie miał każdej możliwej produkcji świata, ani użytkownik w życiu nie obejrzy absolutnie wszystkiego. Czasami warto zrezygnować z jakiegoś filmu, którego nie jesteśmy w stanie legalnie obejrzeć. Czasem z kolei należy uzbroić się w cierpliwość i polować na nowinki w serwisach czy w sklepach z DVD. Oczywiście możemy się też obrazić na cały świat, uprzeć i sięgnąć po piracką wersję, psiocząc na te wszystkie netfliksy. Tylko po co?

 

Źródło: The Guardian