8

Czekam na Igrzyska w Tokio – to może być technologiczny majstersztyk

Igrzyska olimpijskie w Tokio dopiero za cztery lata, lecz już teraz można zacierać ręce na myśl o tej imprezie. Nie chodzi tylko o kwestie sportowe - to może być pokaz nowoczesności, który wbije widzów, a szczególnie gości odwiedzających stolicę Japonii, w ziemię i nie pozwoli się wygrzebać przez kilka tygodni. Japonia i jej wielkie firmy mają nam i sobie coś do udowodnienia, więc postarają się, by IO zapisały się na długo w pamięci milionów ludzi na całym świecie. Motywem przewodnim mogą tu być nowe technologie. Albo będzie wielkie widowisko albo... spektakularna klapa.

Rio, Rio i po Rio chciałoby się napisać (co właśnie czynię). Z jednej strony szkoda, bo dzisiejszy wieczór upływa już bez sportowych emocji, nie będę obserwował ani pań podnoszących ciężary, ani panów uprawiających gimnastykę, ani drużyn walczących na boiskach, parkietach i w basenach. Żal. Z drugiej strony, znika rozpraszacz, który w ubiegłym tygodniu mocno odciągał od pracy (wcześniej na szczęście byłem na urlopie i mogłem bez ograniczeń podziwiać np. kolarstwo torowe, o którym już pisałem). Następne IO za dwa lata. Następne letnie IO dopiero w roku 2020. Jako fan nowych technologii oraz sportu w każdej odsłonie (tylko jako widz) mogę napisać, że czekam podwójnie – to może być niezapomniane wydarzenie.

Igrzyska Olimpijskie w Tokio na bogato

Przy okazji podsumowań igrzysk w Rio, czytałem dzisiaj o imprezie, która czeka nas za cztery lata. Pojawiło się nawet stwierdzenie, że to mogą być ostatnie IO robione z rozmachem, drogie i przez to kontrowersyjne. Mniejsze, uboższe miasta też chciałyby mieć szanse przynajmniej ubiegać się o organizację imprezy, a trudno im konkurować z Rio, Pekinem, Londynem czy Tokio. Trudno stwierdzić, jak się to potoczy, może z tych planów niewiele wyjdzie i po Tokio padnie na kolejne metropolie, na państwa arabskie albo rozwijające się miasta azjatyckie czy afrykańskie? Przekonamy się.

Teraz skupmy się na stolicy Japonii. Igrzyska Olimpijskie w Tokio już przyciągają uwagę świata. Był spór o stadion, jego projekt oraz koszt budowy, były kontrowersje dotyczące rzeczywistych kosztów imprezy (akurat ten aspekt może długo rozpalać dyskusję – najlepsze pewnie przed nami), były już wizje tego, jak może być w nowoczesny i spektakularny sposób odpalany znicz olimpijski, jak Japończycy zaprojektują i wybudują niektóre obiekty. Kilka dni temu słyszałem np., że wszystkie zmagania pięcioboistów mogą się odbyć w jednym obiekcie – spore wyzwanie, ale w zasięgu Kraju Kwitnącej Wiśni.

W tym wszystkim bardzo interesuje mnie to, jak dużo technologii, swoistego nerdostwa, Japończycy zaserwują nam za cztery lata. Zastanawiałem się nad tym już wcześniej, ale ta myśl powróciła z impetem, gdy obejrzałem prezentację Tokio w ramach zamknięcia igrzysk w Rio. Premier przebrany za postać z gry to zapowiedź czegoś niespotykanego do tej pory. Padło na specyficzną kulturę, która z jednej strony traktowana jest z ironicznym uśmiechem, z drugiej podziwiana. Spójrzcie na to, co dzieje się ostatnio wokół Pokemonów, produktu, który trudno oderwać od Japonii – nawet, gdy staje się globalny. Japończycy się tego nie wstydzą i nie zamierzają ukrywać tych elementów, co udowodnili kilkanaście godzin temu. Czeka nas coś szalonego.

Roboty, autonomiczne pojazdy i… co wymyślą technologiczni giganci?

Nie jest tajemnicą, że część producentów aut z Kraju Wschodzącego Słońca zamierza właśnie podczas IO wprowadzić do użytku lub przynajmniej zaprezentować w wersji finalnej, samochody autonomiczne. Nikogo też pewnie nie zdziwią wszędobylskie roboty, które będą wskazywały drogę, udzielały informacji w stu językach, zabawiały gości rozmową o kraju oraz wydarzeniu sportowym. Do tego pokaz możliwości Internetu rzeczy, komunikacja i budynki przyszłości, maszyny vendingowe, o których dziennikarze będą pisać latami. To jednak tylko wstęp – spodziewam się czegoś „większego”.

Japonia od dłuższego czasu przeżywa kryzys. Nie jest tragicznie, ale stagnację trudno ukryć. Dotyczy to nie tylko państwa, ale też wielu japońskich firm, zwłaszcza technologicznych. Giganci, którzy kiedyś tworzyli i rozwijali IT, dzisiaj znajdują się w poważnych tarapatach. Przegrywają z Amerykanami, Koreańczykami, a od jakiegoś czasu także z Chińczykami. Igrzyska Olimpijskie w Tokio mogą nakręcić ich rozwój, zmuszą do wysiłku i staną się okazją, by pokazać, światu, że Japonia jeszcze jest w grze, że jej potentaci sprzed dekad wciąż funkcjonują i do tego mają świetne pomysły. To będzie po prostu czas reklamy do kwadratu. Przynajmniej może być – zobaczymy, co z tego wycisną Japończycy.

Igrzyska Olimpijskie w Tokio już w 2016 roku mogłyby być wielkim widowiskiem technologicznym. Za cztery lata rzeczywistość w świecie nowinek tech powinna wyglądać znacznie ciekawiej i urzeczywistnią się rzeczy, które na razie występują tylko w opisach i prognozach. Może nie będzie latających dywanów, ale zobaczymy coś wow. Na to liczę. Nie wykluczam przy tym, że Japonia nie podoła rozbudzonym oczekiwaniom i za cztery lata ugnie się pod ich ciężarem. Jęk zawodu byłby naprawdę głośny…