Gry

I Ty możesz być jak Kamil Stoch - przegląd gier o sportach zimowych

2

Igrzyska Olimpijskie wywołują wiele emocji zarówno wśród sportowców, jak i widzów. A że widz często jest również graczem, firmy działające w branży wirtualnej rozrywki postanowiły to wykorzystać. I tak od lat „raczeni” jesteśmy grami tematycznie związanymi z olimpiadą. Takie właśnie produkcje chciał...

Igrzyska Olimpijskie wywołują wiele emocji zarówno wśród sportowców, jak i widzów. A że widz często jest również graczem, firmy działające w branży wirtualnej rozrywki postanowiły to wykorzystać. I tak od lat „raczeni” jesteśmy grami tematycznie związanymi z olimpiadą. Takie właśnie produkcje chciałem dziś omówić, a jako że obecnie trwają zimowe igrzyska w Soczi przyjrzymy się tytułom prezentującym sporty uprawiane na śniegu i lodzie.

Autorem tekstu jest Piotr Kaźmierczak z serwisu Niezgrani.pl

Gry ukazujące igrzyska zimowe kojarzą się nam przede wszystkim z koszmarnymi słabiznami niszczącymi klawiatury i pady. Nie jest to do końca prawda, ale fakt jest również taki, że zdecydowana większość tego typu produkcji nie wybijała się ponad granicę średniaków.

Poniższe zestawienie prezentuje subiektywnie wybrane tytuły. Wziąłem tu pod uwagę te najpopularniejsze, w które duża część z nas miała okazję zagrać.

Winter Games

Pierwszą sławną grą wideo próbującą przedstawić zimowe sporty olimpijskie była Winter Games od firmy Epyx. Produkcja ta ukazała się w 1985 roku na komputerach Commodore 64, a w późniejszym czasie została przeniesiona i na szereg innych platform popularnych w latach 80. ubiegłego wieku. Winter Games oferowała osiem (ale to też zależało od wersji na dany sprzęt) dyscyplin. W większości były one dość standardowe – mogliśmy tu znaleźć choćby skoki narciarskie, czy bobsleje. Wisienką na torcie okazała się jednak dyscyplina zwana skokami akrobatycznymi, w której nasz zawodnik musiał wykonywać akrobacje na nartach po wybiciu się z wyskoku. Winter Games kładł duży nacisk na tempo i precyzję naszych ruchów. Był też jak na swoje czasy grą bardzo ładną i zebrał świetne recenzenckie oceny oscylujące często między ósemką, a dziesiątką.

The Games: Winter Challenge

The Games: Winter Challenge i jej letni odpowiednik to jedne z tych gier sportowych, przy których spędziłem najwięcej czasu. Tym, co mocno wyróżniało tę pozycję na tle konkurencji, była z pewnością grafika. Dzięki umiejscowieniu kamery za zawodnikiem mogliśmy się tu poczuć niemal (oczywiście jest to duże uproszczenie) jak na prawdziwych igrzyskach. Gra ta dała podwaliny wielu innym późniejszym odpowiednikom. Aby cokolwiek ugrać w Winter Challenge należało wykazać się precyzją, a także furiackim waleniem w klawisz odpowiadający za szybkość postaci. Dokładnie pamiętam, że najczęściej grałem w tytuły tej marki wespół z kimś innym. Jedna osoba czuwała nad egzekwowaniem odpowiednich ruchów czy skrętów, druga w szaleńczym pędzie naciskała przycisk szybkości. Opracowałem nawet ciekawą metodę na ten „niebanalny” pomysł deweloperów – uderzałem w klawiaturę kostką (wybaczcie mi brak odpowiedniej terminologii medycznej) palca wskazującego. Sprawdzało się to bardzo dobrze.

Nagano Winter Olympics ‘98

Gra przedstawiająca igrzyska w Kraju Kwitnącej Wiśni nie mogła być robiona przez twórców spoza Japonii. Dokładnie takie myślenie cechowało ludzi z Konami i to właśnie ta firma odpowiada za Nagano Winter Olympics ’98. Powyższaprodukcja ukazała się na dodatek wyłącznie na sprzętach japońskich – PlayStation i Nintendo 64. Jeżeli ktoś z was chciałby spróbować tej gry, to stanowczo odradzam. Już w momencie swojej premiery zebrała ona bowiem naprawdę słabiutkie oceny. Dwanaście dyscyplin i znany deweloper – te czynniki miały zapewnić sukces, a skończyło się jak zawsze. W Nagano Winter Olympics ’98 zdecydowano się na unikatowe podejście do większości konkurencji, ale zasadniczo i tak widoczna na pierwszy rzut oka różnorodność była tylko pozorna. Miejscami zamiast znęcania się nad przyciskami pada zaproponowano za to system przypominający produkcje rytmiczne (wciskanie odpowiednich kombinacji w zależności od tego, jakie symbole pojawiają się na ekranie). Generalnie rzecz ujmując, całość była naprawdę mało grywalna.

Salt Lake City 2002

Gra która ukazała się w dwóch różnych wersjach. Oprócz standardowej edycji powstała też taka stworzona z myślą o Game Boyu Advance. Różniło je wiele aspektów, ale połączyła najważniejsza – nieprzychylny odbiór graczy. Obydwie produkcje uzyskały niskie oceny. Ogromną wadą Salt Lake City 2002 jest już choćby liczba dostępnych konkurencji. Znajdziemy ich tu raptem sześć. Co ciekawe, dwie z nich pokazano z perspektywy kobiet. Za zaletę należy natomiast potraktować fakt, że w dużej mierze obyło się tu bez szaleńczego walenia w klawisze. Niestety, całość okazała się bardzo prosta i zwyczajnie nudna – przez większą część konkurencji musieliśmy utrzymać naszego zawodnika w odpowiednim miejscu (czyli, prościej mówiąc, wciskać strzałki i obserwować wydarzenia dziejące się na ekranie).

Torino 2006

Kolejne igrzyska – kolejna gra. Torino 2006 zdobyła jeszcze mniejsze uznanie niż poprzednik. Można by nawet rzec, że zyskała nieuznanie. W 2006 roku w recenzji tej pozycji na serwisie Wirtualna Polska autor pisał tak:

Żeby jednak nie było niedomówień – gra jest beznadziejna. Tak prostackiej (nie prostej, ale właśnie prostackiej) produkcji nie widziałem już dawno. Ostatni raz było to chyba na moim ukochanym Commodore 64. Z jedną ogromną różnicą. Tamta gra miała coś, co do niej przyciągało i zachęcało do zmagania się w kolejnych dyscyplinach. Najnowszy produkt 49 Games jedynie odrzuca i to już od samego początku.

Zarzuty wobec Torino 2006 tyczyły się głównie monotonnej rozgrywki i poziomu skomplikowania danych konkurencji, które w większości wymagały używania praktycznie tylko dwóch przycisków.

Vancouver 2010

Nieźle oceniana gra. W końcu na tle kilku powyższych średnią ocen rzędu 55-57% trzeba uznać za sukces. Polska prasa „zjechała” jednak ten produkt okrutnie. Marcin Kosman w serwisie Gamezilla pisał o nim tak:

Beznadziejny design, grafika na „odwal się”, pomysły skopiowane od innych i ogólny brak polotu w jakimkolwiek elemencie. Vancouver 2010 mnie nie opluło, co to to nie. Vancouver 2010 na mnie zwymiotowało.

Czternaście konkurencji, z których większość powtarzała podobny schemat nie mogło zbyt wielu osobom przypaść do gustu. Głównym zarzutem okazała się być (który to już raz?) wszechobecna nuda. W Vancouver 2010 raziła też swoista sterylność rozgrywki i słabe oddanie pędu zawodnika podczas zjazdu. Nieźle za to wypadła grafika i animacja. Potrzeby by w to grać jednak nie ma.

Mario & Sonic at the Olympic Winter Games i Mario & Sonic at the Sochi 2014 Olympic Winter Games

Obydwie gry sygnowano znakiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, a druga z nich robi za oficjalny tytuł igrzysk w Soczi. Seria ta prezentuje luźne podejście do konkurencji sportowych (co w sumie oczywiste) i plejadę gwiazd ze stajni Segi oraz Nintendo. Zwariowane pomysły i czysto arcade’owy model rozgrywki mogły być strzałem w dziesiątkę i o ile pierwsza część wyszła w miarę dobrze, tak drugą oceniono znacznie gorzej. Warto przy tym zaznaczyć, że obie te pozycje ukazały się wyłącznie na konsolach Nintendo. Stąd też korzystają nagminnie z dobrodziejstw Wii Remote’a i Wii U GamePada. O ile czasem sprawdza się to dobrze, tak miejscami potrafi razić brak precyzji. Jeżeli jednak chcielibyście w sobie poczuć olimpijskiego ducha i przy okazji zaangażować do gry znajomych, to wybór Mario & Sonic at the Olympic Winter Games nie powinien być wyborem złym.

Seria Deluxe Ski Jump

Nie jest to seria olimpijska, ale nie sposób o niej nie wspomnieć na tle powyższych, w większości kiepskich produkcji. Deluxe Ski Jump (a przede wszystkich jego druga część) to król nasiadówek w szkole na lekcjach informatyki i kafejek internetowych. Tak zwanego Małysza (niektórzy tak właśnie określali ten tytuł) znali chyba wszyscy młodzi Polacy posiadający komputery osobiste na początku lat 2000. Była to seria niezwykle wciągająca, a jednocześnie banalnie prosta. Każdy mógł tu przez chwilę poczuć się jak przeciętny skoczek narciarski i oddać przyzwoity skok, ale już do bycia mistrzem potrzeba było niezłych umiejętności i solidnego treningu. Oczywiście losowość (choćby wiatr) również odgrywała dużą rolę. Nadal, w formie relaksu warto sięgnąć po ten tytuł.

Jak widzicie, powyższe zestawienie pokazuje raczej nieciekawą prawdę o grach tworzonych z myślą o zimowych igrzyskach olimpijskich. Często bywały to produkcje robione na szybko, a i przeważnie bez pomysłu i dobrego przemyślenia wszystkich elementów rozgrywki. Ciekawe czy kiedyś jeszcze doczekamy się olimpijskiej gry z prawdziwego zdarzenia. Ja cały czas na to liczę.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: