Felietony

Hulajnoga elektryczna - intruz na jezdni, drodze dla rowerów i chodniku. Co z tym zrobić?

Tomasz Szwast
40

Hulajnoga elektryczna to niewielki pojazd elektryczny, który mógłby być naprawdę wygodnym środkiem komunikacji na krótkich trasach. Kiedy paliwo kosztuje krocie, hulajnoga mogłaby być sensowną alternatywą. Problem w tym, jak użytkownicy hulajnóg są traktowani przez innych.

Użytkownikiem hulajnogi elektrycznej jestem od zaledwie kilku dni. Przez ten czas zdążyłem się jednak przekonać o tym, jak ciężko mają wszyscy, którzy często korzystają z tego środka komunikacji. W momencie włączenia się do ruchu drogowego, hulajnoga elektryczna staje się wrogiem wszystkich. Kierowcy, podobnie jak w przypadku rowerzystów, robią wszystko, by jak najszybciej przeprowadzić manewr wyprzedzania, bez zważania na bezpieczeństwo i odległość. Rowerzyści, kiedy tylko wjadę na ścieżkę rowerową, patrzą na hulajnogę jak na intruza, którego nigdy nie powinno być w tym miejscu. Może chodnik będzie bardziej przyjaznym miejscem? W żadnym wypadku! Podróżując hulajnogą elektryczną po chodniku należy bacznie zwracać uwagę nie tylko na pieszych, ale również na mniejsze i większe nierówności. Te, zwłaszcza na hulajnodze wyposażonej w opony bezdętkowe, bywają naprawdę bolesne.

Przyznam szczerze, nie spodziewałem się, że moje pierwsze wrażenia z korzystania z hulajnogi elektrycznej będą tak negatywne. Oczywiście, pojazd sam w sobie to świetna rzecz. Wielokrotnie zaskoczył mnie tym, jak żwawo porusza się po mieście, mimo że jego maksymalna prędkość to zaledwie 20 kilometrów na godzinę. Choć wydaje się, że to niewiele, do swobodnego poruszania się po najbliższej okolicy w zupełności wystarczy. Zasięg? Około 30 kilometrów na godzinę, co pozwala myśleć o hulajnodze jako sposobie na dojazd do pracy i z powrotem. Przyspieszenie? Potrafi sprawić, że na twarzy pojawia się uśmiech. Wszystko pięknie, gdyby nie to, że jazda hulajnogą elektryczną po drodze nie wywoływała negatywnych emocji u innych.

Podróż hulajnogą elektryczną bywa bardzo przyjemna

Hulajnoga elektryczna jest intruzem - to wina przepisów?

Tym, co sprawia, że hulajnoga elektryczna nie jest mile widziana przez innych uczestników ruchu drogowego, są nieostre, dość kłopotliwe przepisy. O ile sytuacja, kiedy wzdłuż drogi biegnie ścieżka rowerowa, jest prosta i jasna, tak kiedy jej nie ma, krótko mówiąc, zaczyna się problem. Zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami, hulajnoga elektryczna może poruszać się po jezdni, o ile obowiązujące na niej ograniczenie prędkości wynosi 30 kilometrów na godzinę lub mniej. W przypadku, gdy jest wyższe, kierujący hulajnogą elektryczną ma możliwość (ale nie obowiązek) skorzystania z chodnika.

Logika podpowiada, że skorzystanie z chodnika byłoby właściwsze, zwłaszcza z perspektywy jadącego hulajnogą. Problem w tym, że jazda chodnikiem wiąże się z limitem prędkości dostosowanym do prędkości pieszego, a także z koniecznością ustępowania pierwszeństwa pieszym. Kiedy dodamy do tego nierówności, jakie bardzo lubią występować na polskich chodnikach, okaże się, że jazda hulajnogą po chodniku to istna katorga. Podłoże sprawia, że przyjemność z jazdy znika, a i prędkość już nie jest taka, jak być powinna. Problem w tym, że skoro na drodze z ograniczeniem wyższym niż 30 kilometrów na godzinę, to jadący hulajnogą decyduje, czy jedzie jezdnią, czy chodnikiem, zarówno kierowcy, jak i piesi mają mu za złe podjętą decyzję. Po co jedzie chodnikiem, skoro mógłby jezdnią? Dlaczego hamuje ruch na jezdni, skoro może jechać chodnikiem? To problem, który moim zdaniem wymaga pilnego rozwiązania przez ustawodawcę.

Korzystając z hulajnogi elektrycznej pamiętajmy o tym, by odstawić ją na miejsce.

Co z kierunkowskazami?

Zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami, hulajnoga elektryczna, którą można poruszać się po drogach, nie musi być wyposażona w kierunkowskazy. Co to oznacza w praktyce? Niestety, wolną amerykankę. Jako że jestem zarówno kierującym hulajnogą, jak i kierowcą samochodu, rowerzystą czy pieszym, mam pewne wątpliwości co do tego, w jaki sposób należy sygnalizować manewry na hulajnodze elektrycznej.

Skoro hulajnoga nie jest wyposażona w kierunkowskazy, chęć zmiany kierunku jazdy wypadałoby zasygnalizować ręką. Problem w tym, że jadąc na hulajnodze elektrycznej zdecydowanie trudniej jest zasygnalizować jakikolwiek manewr, niż podczas jazdy rowerem. Pomijając już większe trudności z utrzymaniem równowagi, chęć skręcenia hulajnogą wymaga albo odpuszczenia przełącznika odpowiedzialnego za przyspieszenie, albo zdjęcia ręki z części kierownicy, na której znajduje się hamulec.

W ciągu ostatnich kilku tygodni spotkałem się z kilkoma zupełnie różnymi formami sygnalizacji zamiaru skrętu. Jedna osoba usiłowała zrobić to w taki sposób, jak na rowerze, co skończyło się zachwianiem i tylko wyjątkowe szczęście uratowało ją od upadku. Z kolei zupełnie inny użytkownik hulajnogi po prostu zahamował i czekał przy prawej krawędzi jezdni na to, aż na obydwu pasach zrobi się pusto, by manewr skrętu przeprowadzić w sposób w pełni bezpieczny. Zdarzył mi się również trzeci przypadek, kiedy jadący hulajnogą elektryczną po prostu wjechał przed jadący za nim samochód i skutecznie przetestował nie tylko refleks kierowcy, ale również skuteczność hamulców w jego samochodzie. Było o włos od tragedii.

Z całą pewnością, rozwiązaniem tego problemu mógłby być obowiązek instalacji kierunkowskazów na wszystkich hulajnogach, które uczestniczą w ruchu drogowym. Takie kierunkowskazy, równie dobrze, mogłyby zostać zintegrowane z kaskiem, co jeszcze bardziej poprawiłoby bezpieczeństwo użytkowników hulajnóg. Jestem jednak realistą i nie spodziewam się, by ustawodawca podjął jakiekolwiek kroki w tym kierunku. Pozostaje zatem liczyć na to, że kierujący hulajnogami będą jeździli przytomnie, pamiętając o tym, by każdorazowo sygnalizować manewr, który mają zamiar wykonać.

Publiczne hulajnogi - niekończący się problem

Z jakiego jeszcze powodu użytkownicy hulajnóg elektrycznych nie są lubiani przez pozostałych uczestników ruchu drogowego? Przez lata obecności usług, w ramach których można korzystać z hulajnóg elektrycznych dostępnych w miejscach publicznych, ich użytkownicy zdobyli łatkę bałaganiarzy, którzy za nic mają porządek i bezpieczeństwo ruchu drogowego. Spróbujcie sobie przypomnieć, w jakich, najdziwniejszych miejscach, widzieliście porzucone hulajnogi elektryczne? Na chodniku? Notorycznie. W poprzek ścieżki rowerowej? Ależ oczywiście. Na jezdni? Czemu nie? Na terenie posesji prywatnej? Również się zdarza. Na ogrodzeniu? Też się zdarzyło.

Chociaż przepisy regulujące parkowanie hulajnogami elektrycznymi są jasne i precyzyjne, mam wrażenie, że wcale nie są egzekwowane. Odkąd weszły w życie w 2021 roku, liczba nieprawidłowo porzuconych hulajnóg wcale się nie zmniejszyła. Cóż, smutne jest to, że wielu ludzi zwyczajnie nie liczy się z innymi. Zwłaszcza, że zaparkowanie hulajnogi elektrycznej w sposób prawidłowy, to naprawdę żadna trudność. Hulajnogę wystarczy pozostawić w miejscu do tego przeznaczonym, a jeśli w okolicy nie ma takiego, można zostawić ją na chodniku, możliwie jak najbliżej jego prawej krawędzi. Czy to aż takie trudne? Czy to aż tak wymagające? Niby jak?

Źródło: Depositphotos

Dla wszystkich starczy miejsca, trzeba tylko chcieć

Czy istnieje jakikolwiek sposób, by pogodzić użytkowników hulajnóg elektrycznych ze wszystkimi innymi? Owszem, istnieje, choć wymaga on sporo dobrej woli ze strony wszystkich zainteresowanych. Po prostu zarówno kierowcy, jak i piesi czy rowerzyści, muszą zaakceptować fakt, że w miejscu, po którym się poruszają, pojawili się nowi użytkownicy. Z drugiej zaś strony użytkownicy hulajnóg elektrycznych muszą poruszać się w taki sposób, by było to możliwie jak najmniej uciążliwe dla wszystkich innych. Z moich doświadczeń wiem, że nawet na węższej ścieżce rowerowej można się wyminąć, a jazda przy prawej krawędzi jezdni jest możliwa, o ile tylko jej nawierzchnia na to pozwala. Niestety, nie jest to takie proste jak w przypadku roweru. Hulajnoga, z uwagi na zdecydowanie mniejsze kółka, nie jest w stanie tak amortyzować drgań, jak rower, dlatego przejazd przez nierówności, takie jak ubytki w asfalcie czy studzienki kanalizacyjne, które przy prawej krawędzi jezdni występują dość często, jest bardzo nieprzyjemny, a czasem wręcz bolesny dla użytkownika.

Hulajnoga elektryczna to naprawdę wygodny środek lokomocji, przydatny zwłaszcza w mieście. Odkąd mogę korzystać z jednego z najpopularniejszych modeli, przejeżdżam nim co najmniej kilkanaście kilometrów dziennie. Hulajnoga elektryczna jest do mojej dyspozycji zawsze wtedy, kiedy wybieram się do sklepu na mniejsze zakupy, udaję się do jakiegoś punktu usługowego, czy po prostu muszę coś załatwić na mieście. Dzięki niej, zarówno ja, jak i wszyscy pozostali użytkownicy, są w stanie zaoszczędzić sporo pieniędzy, co w czasach bardzo drogiego paliwa jest czymś bardzo, ale to bardzo pożądanym.

Osobiście wierzę w to, że niechęć do hulajnóg elektrycznych szybko przeminie i z biegiem czasu staną się pełnoprawnymi uczestnikami ruchu drogowego, podobnie jak samochody, rowery czy piesi. Być może moje, póki co, negatywne doświadczenia, zmienią się z biegiem czasu? Mam na to wielką nadzieję.

Korzystacie z hulajnóg elektrycznych? Czy na jezdni i drodze dla rowerów czujecie się bezpiecznie? Zdarzył się Wam kiedyś konflikt z innym uczestnikiem ruchu drogowego? Opowiedzcie w komentarzach, jak wygląda Wasze życie z hulajnogą elektryczną.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu