17

Kasa zamiast innowacji, czyli tłuste koty przestają łowić myszy w Dolinie Krzemowej

Od kilku lat spotykam się z opinią, że duże firmy nie są dzisiaj podmiotami stawiającymi na innowacje, a już z pewnością nie są ich kreatorami. Jeśli chcesz znaleźć prawdziwie świeże pomysły, to szukaj wśród startupów. Nie do końca zgadzam się z takim podejściem, ale jednocześnie rozumiem argumenty zwolenników tego twierdzenia, rozumiem ich wyrzuty w stosunku do dużego biznesu. Ale czy ci mniejsi mogliby funkcjonować bez gigantów, ich kasy, doświadczenia i szerszego wsparcia? I jeszcze ważniejsze pytanie: czy ci mniejsi totalnie rozleniwią gigantów?

HP Tech Ventures jest ponoć formalnością. To inwestycyjne ramię HP Inc., które wcześniej działało nieformalnie, a teraz otrzymuje ramy i nazwę. Warto przy tym zaznaczyć, że druga firma powstała z podziału amerykańskiej legendy, czyli Hewlett Packard Enterprise też ma taki oddział: Hewlett Packard Ventures. Czyli korporacje z HP w nazwie będą teraz mogły rywalizować na inwestycyjnym polu. Ciekawe, której pójdzie lepiej?

W Dolinie Krzemowej to nic nowego

Takie fundusze inwestycyjne tworzone przez duże firmy technologiczne nie są w Kalifornii niczym nowym. Do tych bardziej znanych należą ciała kontrolowane przez Intela oraz Alphabet, zwłaszcza ta pierwsza firma może się pochwalić dłuższą historią, sporym portfolio i dużymi pieniędzmi wydanymi na startupy, ich doinwestowanie. Ten sposób lokowania pieniędzy wydaje się całkiem sensowny – kasa nie leży na kontach, rozwijane są nowe technologie i produkty, które w przypadku sukcesu mogą być wykorzystane przez inwestora-giganta lub zostaną sprzedane wraz ze startupem za okrągłą sumkę: inwestycja wraca z nawiązką.

Ten model zaczyna ostatnio ewoluować – Samsung chce mobilizować własnych pracowników do innowacyjnych działań, Google też chce rozwijać startupy pod swoimi skrzydłami, będzie dopingować pracowników, by brali się do samodzielnej pracy. Ciekawe rozwiązania, naprawdę jestem zaintrygowany efektami. Warto przy tym zaznaczyć, że nowa inicjatywa Google nie oznacza, że firma wycofa się z już prowadzonych działań inwestycyjnych – nadal powinny funkcjonować wydzielone struktury przeszukujące rynek w celu znalezienia perełek, w które warto zainwestować. Teraz takie poszukiwania formalizuje HP.

HP Tech Ventures, czyli outsourcing innowacyjności

Nie dziwi mnie, że firmy organizują ciała typu HP Tech Ventures, bo to dla nich szansa na odniesieni korzyści. Co więcej, uznaję te inicjatywy za potrzebne branży – startupy mogą liczyć na wsparcie, nie kończy się ono na pieniądzach. W błędzie są ci, którzy myślą, że startupy same nakręcają ten biznes. Gdyby korporacje, starzy wyjadacze tech nagle wyparowali, to nastąpiłaby katastrofa. Przecież sektora nie pociągną wyłącznie firmy, z których spora część to jakieś pozbawione sensu zabawy crowdfundingowe i sposób na naciągnięcie klientów. Jest jedno „ale”.

Zastanawiam się czy ten sposób działania, rozkręcanie funduszy inwestycyjnych, nie rozleniwi gigantów technologicznych? Czy HP Inc. będzie się chciało tworzyć nowe rozwiązania, gdy HP Tech Ventures dokona słusznych wyborów, zainwestuje i pozwoli zarobić? Obawiam się po prostu, że duże firmy zejdą z drogi rozwoju i staną się rentierami. To nie dotyczy wyłącznie HP, pytanie można też odnieść do poczynań Apple w przyszłości. Coraz częściej słyszymy/czytamy, że gracz przestał być innowacyjny, jednocześnie wiemy, jaka fortuna zalega na ich kontach. Przecież nie można wykluczać, że firma z Cupertino skupi się bardziej na inwestowaniu tej kasy w innych i czerpaniu z tego profitów niż na opracowywaniu technologii/produktów jutra. To samo dotyczy Microsoftu, Alphabet/Google czy Intela.

Oczywiście można założyć, że na dłuższą metę nawet to nie zaszkodzi branży: co to za różnica czy za innowacją stoi bezpośrednio Apple czy mała firma, którą wspiera Apple? Przecież spora część dużych graczy z Doliny Krzemowej zaczynała i wybiła się właśnie dzięki takiemu wsparciu udzielonemu przez kogoś większego. Po co zakładać, że to problem? Sporo w tym racji, ale jednocześnie zastanawiam się czy twórcy owych gigantów właśnie tak widzieli ich rolę, gdy startowali? Czy naprawdę chcieli zostać właścicielami tłustego kota, który nie musi już polować na myszy, bo inni przyjdą go nakarmić? Najgorzej będzie, gdy ludziom przestanie chodzić o rozwój i tworzenie czegoś nowego, bo każdy już na wstępie będzie chciał zostać takim właścicielem. Albo przynajmniej kotem…