23

Grze o Tron piractwo nie szkodzi. W takim razie po co robić z nas przestępców?

Wśród krzyków lobbystów i wyliczeń prawników na temat szkód, jakie piractwo komputerowe wyrządza producentom szeroko pojętej kultury, ciężko jest nieraz usłyszeć nieco bardziej stonowane głosy. Jak na przykład ten reżysera Gry o Tron, najchętniej nielegalnie oglądanego serialu w historii. David Petrarca, pracujący nad fantastyczną i niezmiernie popularną serią, opartą na twórczości George’a R.R. Martina i […]

Wśród krzyków lobbystów i wyliczeń prawników na temat szkód, jakie piractwo komputerowe wyrządza producentom szeroko pojętej kultury, ciężko jest nieraz usłyszeć nieco bardziej stonowane głosy. Jak na przykład ten reżysera Gry o Tron, najchętniej nielegalnie oglądanego serialu w historii.

David Petrarca, pracujący nad fantastyczną i niezmiernie popularną serią, opartą na twórczości George’a R.R. Martina i tworzoną środkami HBO, stwierdził iż nielegalne pobrania napędzają „kulturowy buzz” wokół tej produkcji. Z drugiej strony reżyser przyznał, że stacja ma ponad 60 milionów subskrybentów, co w pewien sposób asekuruje ich przed skutkami piractwa.

Dodajmy, że piractwo w przypadku Gry o Tron szacuje się na około 3,9 milionów pobrań na odcinek (o milion więcej niż w przypadku drugiego miejsca na podium – serialu „Jak poznałem Waszą matkę”).

Nie wydaje się, żeby piractwo dotykało jakieś seriale w szczególności, bardziej niż inne. Liczba pobrań rośnie wraz z popularnością danej serii. Akurat w przypadku HBO dodatkowym problemem jest dostępność dla osób, które nie mają wykupionego kanału tej stacji. Nie ma możliwości zakupu pojedynczych odcinków, co wielu osobom spędza sen z oczu. Nie wszyscy mają bowiem potrzebę decydowania się na abonament, np. z powodu braku zainteresowania resztą oferty HBO.

Piractwo poza granicami USA to w ogóle bardzo dyskusyjna sprawa. W takich krajach jak Polska, niejednokrotnie możliwości legalnego zakupu po prostu nie ma. W serialowym świecie brakuje generalnych reguł w kwestii dostępności, czego dowodem jest niedawno debiutujące House of Cards. Jedynym sposobem, żeby obejrzeć ten serial, jest posiadanie konta w serwisie Netflix, z którego możliwość korzystania, ograniczona jest geograficznie. Działa on w tej chwili na terenie obydwu Ameryk, Wielkiej Brytanii, Islandii, Danii, Norwegii, Finlandii i Szwecji.

Oczywiście, możemy bawić się w instalowanie specjalnych wtyczek, łączenie się poprzez serwery proxy, ale wciąż będziemy łamać prawo. A chyba nie o to chodzi, żeby w dobie globalizacji, z osób które nie chcą być w pewien sposób kulturalnie upośledzeni, w stosunku do ludzi „zachodu” robić przestępców?