28

Granie bez pudła – cyfrowa dystrybucja z punktu widzenia gracza

Autorem tekstu jest Tomasz “Maniac” Mrozek Możliwość zakupienia i instalacji gry bez wychodzenia z domu z pozoru jest całkiem wygodna. W teorii powinno wyglądać to następująco – wybieramy tytuł, który nas interesuje, następnie przechodzimy do kasy i po poprawnej płatności gra instaluje sie na naszym dysku. Czy tak jest zawsze? Niestety nie jest tak różowo. […]

Autorem tekstu jest Tomasz “Maniac” Mrozek
Możliwość zakupienia i instalacji gry bez wychodzenia z domu z pozoru jest całkiem wygodna. W teorii powinno wyglądać to następująco – wybieramy tytuł, który nas interesuje, następnie przechodzimy do kasy i po poprawnej płatności gra instaluje sie na naszym dysku. Czy tak jest zawsze? Niestety nie jest tak różowo. Spróbujmy przedstawić drogę, jaką musi przejść gracz, żeby zakupić swój wymarzony tytuł online.

Kanały dystrybucji i regionalizacja

Niestety, zamiast wrzucić nasz towar do koszyka musimy najpierw wybrać, lub co gorsza znaleźć kanał dystrybucji, za pomocą którego chcemy kupić grę. Producenci niezbyt często o tym informują w oczywisty sposób. Przykładem może być informacja o tym, że gra jest dostępna na platformie Steam. Informacja ta po instalacji Steama weryfikowana jest przez brutalną rzeczywistość – np. gra jest do kupienia na Steamie, ale nie dla użytkowników z Polski.

Producenci  zauważają, że wzrasta zainsteresowanie cyfrową dystrubucją, więc każdy chce uszczknąć kawałek tego tortu dla siebie i tworzy własny sklep internetowy. Nie byłoby to może takim problemem, gdyby nie fakt, że każdy z tych sklepów trzeba instalować na dysku – pełnią od razu funkcję downloadera i systemu automatycznej aktualizacji. Oczywiście każdy z nich domyślnie próbuje wmusić użytkownikowi automatyczne uruchamianie się wraz ze startem systemu. Ile takich sklepów przeciętny gracz ma mieć włączonych? Sam gram niezbyt dużo, a mam już cztery różne sklepy: Origin (od Electronic Arts), UPlay (Ubisoft), Steam, i oczywiście Games for Windows Marketplace, nie licząc takich rzeczy jak downloadery od muve.pl i tym podobne wynalazki.

Jeśli do tego launcher każdej gry będzie skonstruowany w taki idotyczny sposób jak launcher do Battlefielda 3 na PC, gdzie uruchamiamy grę, która uruchamia sklep Origin, który uruchamia przeglądarkę, która za pomocą specjalnego rozszerzenia w przeglądarce uruchamia grę, to z systemu będziemy mieli śmietnik. Chciałbym, żeby twórcy tego łańcuszka przeczytali kilka razy jak to działa z punktu widzenia gracza, który często korzysta z ich produktu, to może się połapią, że chyba jednak nie mieli dobrego pomysłu na launcher.

W naszej aplikacji Twoi znajomi będą bardziej fajni

Niestety, powyższe sklepy nie mogą ograniczać się wyłącznie do pobrania gry. Każdy musi mieć wbudowaną sieć społecznościową. Zastanawiam się o czym producenci myślą w momencie projektowania takiego oprogramowania – że paczka znajomych graczy porzuci telefony, facebooki, własne fora na rzecz ich jedynego słusznego rozwiązania? Dla mnie robienie tej samej listy w drugim miejscu (często bardziej ułomnym jeśli chodzi o możliwości) mija sie z celem, a robienie tego po raz trzeci, czy czwarty to już jakiś absurd. Możliwość zsynchronizowania tego z kontami Microsoft Live lub Steam (mimo wszystko najlepsza platforma z chyba największym doświadczeniem na rynku) jeszcze jakoś ratuje sytuację, ale nie tędy droga, tym bardziej, że rzadko taka możliwośc jest – każdy patrzy na czubek własnego nosa, a w tej sytuacji wszystko inne się niestety rozmywa.

Brak nośnika, pudełka oraz instrukcji wynagradzamy wyższą… ceną

Kolejny problem to cena, jaką przyjdzie nam zapłacić za wygodę, jaką jest brak przymusu wkładania płyty do napędu podczas uruchamiania gry. Niestety takie są realia, ceny w cyfrowej dystrybucji są często wyższe niż gier w wersji pudełkowej. Szczególnie widać to po dłuższym czasie od daty premiery, przykładem mogą być chociażby gry w Playstation Network (PSN): 220zł za coś co już pojawia się np. w Empiku za 100 zł to zdecydowane przegięcie. Sytuacja ekstremalna, ale nie jest specjalnie rzadko przeze mnie widoczna. Nie jestem ułomkiem, który ślepo wierzy, że cena opakowania to połowa, lub – o zgrozo – niemal całkowity koszt gry (z takimi opiniami też się spotykałem, uczcijmy je minutą ciszy). Wydaje mi się jednak, że przebicie ceny za hosting plików jest przesadzone –  dopłacanie 40zł lub więcej do wersji cyfrowej? Każda szanująca się firma gdzieś te pliki i tak musi przechowywać (backup musi być w kilku miejscach), a problem dużego transferu często jest tylko przez pierwszy miesiąc od daty premiery. Z jednej strony rozumiem – łatwiej przeliczać ceny jeden do jednego z USD – w większości przypadków coś, co kosztuje 40 dolarów w Europie kosztuje €40. Z drugiej strony – skoro wprowadzamy regionalizację zakupów to równie dobrze możemy wprowadzać modyfikację cen dla wybranego kraju. Umowy między poszczególnymi dystrybutorami to ich sprawa, my nie powinniśmy płacić za pośredników, dlaczego wiec kupując prosto u producenta mamy mieć zwiększoną stawkę?

Pudełko z grą jest moje, a gry pobranej nie mogę odsprzedać

Niestety pudełko z grą jest obecnie często już tylko opakowaniem do licencji, która z reguły mówi czarno na białym, że właścicielem jest producent, a my jesteśmy osobą „wypożyczającą” produkt na czas określony, więc różnica w stosunku do dystrybucji cyfrowej mocno się zatarła. Czy to tworzy jakieś ograniczenia dla nas? Jeśli chodzi o odsprzedaż to tak – jeśli w grze dostępne są tzw. online passy i je wykorzystamy, to w najlepszym razie sprzedajemy niepełny produkt używany. Czy to dobra praktyka czy zła… O tym można kilka artykułów napisać, a i tak ciężko będzie dojść do jednoznacznego wniosku. Dopóki jednak producenci nie wykorzystują swojej przewagi zabraniając nam dostępu do swojej usługi bez żadnej przyczyny i produkt działa jak należy, to wszystko w porządku. Trzeba jednak pamiętać, że w większości przypadków nie odsprzedamy gry zakupionej cyfrowo, chyba, że z całym kontem, do którego ją przypisaliśmy.

Cyfrowe promocje – jasna strona mocy

Tu dopiero cyfrowa dystrybucja ukazuje swoją przewagę – ceny promocyjne często są naprawdę okazyjne w stosunku do cen pudełkowych. Dla porównania, niedawno w takiej promocji jednodniowej na muve.pl było Anno 2070 za 18zł, podczas gdy w „sklepie nie dla idiotów”, w tym samym czasie gra kosztowała niecałe 100 zł. Podobne okazje trafiają się dość często na Steamie – chociażby w tej chwili sporo gier ma obniżoną cenę ze względu na Halloween i można złowić takie perełki jak Dead Island  za €10, lub Bioshock 2 za €4.99. Aż się nie chce wierzyć, niecałe dwie paczki papierosów za Bioshocka 2 – kiepskie gry hurtem sprzedawane w marketach mają przecież wyższe ceny. Przeciętny gracz, który musi normalnie pracować nie jest w stanie grać we wszystkie gry w dniu premiery ze względu na brak czasu lub finansów (jeśli interesuje się wieloma gatunkami), więc takie promocje po czasie są świetnym środkiem przeciwbólowym dla jego portfela.

Na naszym rodzimym rynku również można trafić na ciekawe okazje. W tej chwili funkcjonują u nas dwa sklepy: muve.pl i cdp.pl – ten drugi z okazji niedawnego otwarcia na wstępie zaproponował niecałe 29 złotych za Wiedźmina 2. Co prawda na cdp.pl w tej chwili jest mało tytułów, a większość z mojego punktu widzenia to – z całym szacunkiem – gry z marketów , ale liczę, że pojawią się niedługo kolejne perełki na miarę Wiedźmina. Tym bardziej, że jest to jedyny znany mi sklep, który nie potrzebuje żadnego downloadera i do pobrania instalatora gry wystarczy tylko przeglądarka. Popracować należy tylko trochę nad wygodą, bo pobieranie 10 osobnych plików ważących około 2GB każdy (cóż, grzechem byłoby nie kupić w końcu Wiedźmina 2) nie należy do najwygodniejszych, jednakże mogę tak się pomęczyć jeżeli będzie oznaczało to brak przymusu instalacji kolejnego potworka w systemie.

Prawie ideał

Nie sposób tutaj nie wspomnieć o battle.net Blizzarda, który jest  moim skromnym zdaniem jedną z lepszych, jeśli nie najlepszą platformą cyfrowej dystrybucji. Wszelkie downloadery są używane tylko do pobrania określonej gry – pracują bez instalacji, a po zainstalowaniu gry możemy je śmiało wyrzucić z pobranych plików przeglądarki. Do tego pracują na bazie sieci p2p, więc nie obciążają mocno serwerów producenta. Jakby było mało to jeszcze w każdej chwili mogę pobrać dowolną wersję językową wybranej gry oraz  na jaką platformę: Mac czy PC.  I wilk syty i jeszcze dużo owcy… I takiego rozwiązania życzę dla rozwijającego się cdp.pl.

Gdzie kupować?

Moim faworytem jeśli chodzi o uniwersalność jest mimo wszystko Steam. Aplikacja może sprawiać wrażenie ciężkiej i trochę topornej, na szczęście nie jest obciążeniem dla systemu. Do tego jest sensownie poukładana i informuje nas  na bieżąco o promocjach – generuje chyba jedyne wyskakujące reklamy jakie jestem w stanie tolerować na swoim komputerze. Jak wspomniałem, wiele gier niestety nie da się kupić u nas (np. Skyrim), ale za to często w wersji pudełkowej mamy klucz do Steam, więc jeśli ktoś lubi kolekcjonować pudełka i jednocześnie korzystać z bonusów jakie oferuje platforma cyfrowa (jak chociażby wspomniany brak przymusu korzystania z płyty podczas uruchamiania gry) to jest to idealne rozwiązanie. Oprócz tego dostępnych jest wiele kluczy na aukcjach internetowych, tutaj trzeba jednak uważać od kogo się kupuje. Same klucze można tanio dostać również w Keye.pl – sam korzystałem z tego rozwiązania i muszę przyznać, że działają błyskawicznie, a ceny mają naprawdę konkurencyjne.

Pomimo okresu niemowlęcego cdp.pl również jest wartym uwagi sklepem – póki co bez problemów, a pliki ściągałem z maksymalną prędkością jakie oferuje moje łącze. Niby transfer 1.8 MB/s to niewiele, ale dla przykładu Anno 2070 z muve.pl sączyło się z prędkością między 100 a 300kB/s. Co ciekawe w przypadku innych gier było w miarę porządku. Może przypadek, ale w tym samym sklepie miałem dodatkowo jeszcze pecha z obsługą klienta – brak telefonu na stronie zmusza do czekania na odpowiedź mailową, a te przychodzą prawie po tygodniu albo wcale. Może pech, trudno stwierdzić, tragicznie jeszcze nie jest – dopóki cdp.pl się nie rozwinie prawdopodobnie tam jeszcze wrócę, chyba, że za każdym razem będzie tak samo – wtedy podziękuję. Tym bardziej, że cdp.pl zapewniają, że będą starać się ograniczać wszelkie zabezpieczenia DRM. I to się chwali, ponieważ tego typu zabezpieczenia mają swoją granicę, której przekraczać nie wolno – Ubisoftowe Assassin’s Creed i konieczność logowania się do gry w trybie single player wszyscy pamiętamy…

Mam nadzieję, że rynek na tyle dojrzeje w tej kwesti, że gry prosto od wydawców, którzy zmuszają nas do instalacji własnych sklepów będą w cenach porównywalnych do tych z półek. Na razie jest z tym różnie, więc nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam udanych promocji.