8

GoPro prezentuje nowe produkty: kamery, chmurę i… składanego drona

Pamiętacie GoPro? Ja przyznam bez bicia, że powoli zacząłem zapominać o tej marce. Długo było o niej cicho, firma ewidentnie wyhamowała i nie brakowało pytań o jej przyszłość. Zwłaszcza, że konkurencja nie spała, coraz bardziej naciskała na gwiazdę Doliny Krzemowej. Regres GoPro widać było i w notowaniach giełdowych i w wynikach finansowych, pojawiały się też zarzuty o to, że firma nie ma pomysłów na nowe produkty, że ma zbyt drogą ofertę, że zaczyna odstawać na rynku, który na dobrą sprawę współtworzyła. A co można powiedzieć po premierze nowych produktów?

GoPro nie ograniczyło się do zaprezentowania jednej odświeżonej kamery – producent postanowił udowodnić, że nie można go lekceważyć i nie zamierza odpuszczać. W efekcie zobaczyliśmy np. drona, którego korporacja zapowiedziała już kilka kwartałów temu.

Karma, czyli składak do walizki

Co ma być największym atutem drona Karma? Prawdopodobnie możliwość składania. Sprzęt staje się przez to kompaktowy i zachęca wręcz do zabrania go w plener. Maszyną steruje się z pomocą specjalnego pada, może też wykonywać autonomiczny lot i np. podążać za użytkownikiem. To nie będzie oszałamiająco długi lot, firma nie dokonała tu rewolucji i nadal mówimy o kilkudziesięciu minutach w powietrzu. Przy czym kilkadziesiąt oznacza raczej 20 niż 50. Sprzęt o wadze około jednego kilograma wzbija się maksymalnie na wysokość ponad 4 km, posiada stabilizator obrazu (zdejmowany) i… kosztuje blisko 800 dolarów. To cena bez kamery – jeśli dorzucimy do tego urządzenie Hero 5, robi się 1100 dolarów. Z jednej strony można powiedzieć, że tanio nie jest, z drugiej wypada mieć na uwadze, że jest to raczej sprzęt wyższej klasy, a konkurencja nie sprzedaje takich produktów znacznie taniej. Naprawdę ciekawa propozycja, chociaż trzeba poczekać na testy i oceny.

Hero 5 Black i Hero 5 Session

Sprzęt Hero 5 Black za 399 dolarów posiada 2-calowy wyświetlacz i może się pochwalić obsługą głosową. Ta wspiera siedem języków i prawdopodobnie okaże się przydatna, gdy użytkownik nie ma wolnej ręki. A takie sytuacje w niektórych sportach są przecież chlebem powszednim. Równie ciekawe jest to, że kamera może być wykorzystywana pod wodą bez dodatkowej osłony (do 10 m) – to oznacza mniejszy rozmiar i większą wygodę. GoPro wbudowało w sprzęt trzy mikrofony, zapewniło mu moduł GPS, nagrywanie w jakości 4K (30 fps).

Hero 5 Session to mniejszy sprzęt, nie posiada modułu GPS, zamiast 12 Mpix właściwych dla modelu Black, znajdziemy pod maską 10 Mpix. I w tym przypadku można liczyć na wodoodporność oraz obsługę głosem. Za ten sprzęt trzeba będzie zapłacić 299 dolarów. Obie kamery mogą współpracować z chmurą GoPro.

GoPro Plus, czyli chmura musi być

Firma oferuje klientom nową usługę: GoPro Plus. To po prostu pakowanie obrazów i filmów do chmury. Użytkownik może liczyć i na backup i na możliwość edytowania plików. Koszt tej przyjemności? Pięć dolarów miesięcznie. Rozwiązanie, które wywraca branżę do góry nogami? Nie, raczej konieczność, którą firma powinna zaprezentować wcześniej. Ciekaw jestem, jak popularna stanie się ta chmura, jak wpłynie ona na finanse firmy i jak GoPro postara się to rozbudować.

Korporacja pozamiatała? Tak bym tego nie ujął, ale firmę trzeba pochwalić – sensowna oferta, która przypomniała nam, że istnieje taki gracz i trzeba się z nim liczyć. Powinna o tym pamiętać także konkurencja. Jestem ciekaw, jak odpowiedzą inni gracze i czy klienci będą szturmować sklepy, by kupić nowe urządzenia tej marki. Może raporty finansowe ulegną poprawie i podziałają na inwestorów…?