13

Aplikacje poza przeglądarką wciąż potrzebne? Google z Earth 6.2 przekonuje, że tak

Pojawiła się nowa wersja programu Earth, umożliwiającego zaawansowane wykorzystanie map i zdjęć satelitarnych. Update zdecydowanie poprawił wizualną stronę programu, zintegrował aplikacje z Google+ (a jakże!) oraz udoskonalił funkcję wyszukiwania i dodał wskazówki poruszania się dla pieszych i rowerzystów. Jednocześnie Google Earth to jeden z argumentów przeciwko przeniesieniu wszystkich aplikacji w chmurę, dostarczany przez tę samą firmę, która sama chętnie by wszystkich […]

Pojawiła się nowa wersja programu Earth, umożliwiającego zaawansowane wykorzystanie map i zdjęć satelitarnych. Update zdecydowanie poprawił wizualną stronę programu, zintegrował aplikacje z Google+ (a jakże!) oraz udoskonalił funkcję wyszukiwania i dodał wskazówki poruszania się dla pieszych i rowerzystów. Jednocześnie Google Earth to jeden z argumentów przeciwko przeniesieniu wszystkich aplikacji w chmurę, dostarczany przez tę samą firmę, która sama chętnie by wszystkich użytkowników w chmurę przeniosła dzięki Chromebookom.

Pierwsza zmiana w nowej wersji Google Earth bardzo mi się podoba, chociaż ma charakter bardziej kosmetyczny, niż praktyczny. Zdjęcia satelitarne zostały wykonane w rożnym okresie, co oznacza różne warunki pogodowe, a nawet różne pory roku. Nie ma w tym nic dziwnego, nie da się sfotografować całej kuli ziemskiej w jednym momencie zachowując szczegóły na poziomie pojedynczych przechodniów. W efekcie przeglądając satelitarne mapy bardzo często natrafialiśmy na kafelki zdjęć całkowicie odróżniające się od otoczenia. Psuło to trochę wrażenie, że w magiczny sposób patrzymy z kosmosu prosto na naszą planetę.

Nowy sposób renderowania terenu niemal całkowicie ukrywa ten problem, co najlepiej pokazują poniższe zdjęcia. Nowa funkcja została wprowadzona również na urządzeniach mobilnych, jednak Google zapewnia, że najlepszy efekt oferuje właśnie desktopowa wersja aplikacji. Muszę przyznać, że różnica robi na mnie wrażenie i wpłynie zdecydowanie na plus, jeśli chodzi o przyjemność korzystania z programu.

Od wersji 6.2 możemy również bezpośrednio z Earth udostępnić na Google+ zrzuty ekranu. W ten sposób będziemy mogli łatwo pokazać trasę dojazdu w określone miejsce lub podzielić się miejscami w których spędziliśmy urlop, oczywiście do określonych kręgów. Wystarczy kliknąć w prawym górnym rogu zaloguj, a następnie „udostępnij zrzut ekranu na Google+”. Przynajmniej w teorii bo u mnie na razie funkcja nie działa ani nie została przetłumaczona na język polski. Zrzut ekranu zostaje wykonany, ale nie ląduje na moim profilu ani w moim strumieniu. Prawdopodobnie na chwilę obecną udostępnianie zrzutów ekranu działa tylko na anglojęzycznych kontach Google+, ewentualnie wkradł się jakiś błąd, tak czy siak na doszlifowanie tej funkcji trzeba jeszcze zaczekać.

Udoskonalona została funkcja wyszukiwania, która posiada teraz autouzupełnianie podobne do tego znanego z Google Maps i prezentuje wszystkie wyniki, nie tylko pierwszych 10. Pojawiły się również wskazówki dla pieszych i rowerzystów które wykraczają poza drogi przeznaczone dla samochodów. Dla mnie jako rowerzysty funkcja zdecydowanie przydatna. Często też sprawdzam jak gdzieś dojść i wskazówki obejmujące jedynie drogi były kłopotliwe, bo np. prowadziły do miejsca w którym samochód może bezpiecznie zawrócić.

Nową wersję Google Earth można pobrać stąd, a oficjalne ogłoszenie nowej wersji można znaleźć na blogu Google.

Przy okazji premiery nowego Google Earth warto zastanowić się jak to właściwie jest? Czy potrzebujemy jeszcze natywnych aplikacji, czy nie? To znaczy, większość odpowie, że potrzebuje, ale przecież to właśnie Google próbuje nas przekonać, że wszystko możemy zrobić w chmurze i na dowód tego oferuje Chromebooki. Oprócz tego firma dokłada wszelkich starań żeby Google Maps, które działają w przeglądarce, coraz mniej odbiegały od desktopowej aplikacji: dodała wsparcie przyspieszenia przez karty graficzne MapsGL, możemy zmieniać kąt widzenia i zobaczyć budynki 3D. Pomimo to Google Earth jest rozwijany równolegle i wciąż ma więcej do zaoferowania.

Jedna z bardzo przydatnych dla mnie funkcji obejmuje możliwość nałożenia skanu starej mapy na widok w Google Earth, co bardzo przydaje się przy analizie jakie zmiany zaszły w danym terenie oraz na ile dokładna jest dana mapa. Konkluzja nikogo nie zdziwi, program instalowany na dysku jest dalece bardziej zaawansowany, niż ten dostępny z poziomu przeglądarki. Google stoi niejako w rozkroku pomiędzy jedną i druga koncepcją.

Jak zwykle wszystko zależy od potrzeb. Są osoby dla których trzymanie wszystkiego na serwerach jest wygodniejsze, ale to nieliczna grupa. Jak na razie Google nie przekonało na większą skalę użytkowników, że już czas się przenieść całkiem do sieci i potwierdza to wydając takie aplikacje jak Earth czy Picasa. Dla znakomitej większości Chromebook może być co najwyżej dodatkiem przeznaczonym do określonych zadań i nie zastąpi systemu z normalnym systemem operacyjnym, na którym również możemy zainstalować bardziej zaawansowane aplikacje Google i nie tylko.