Google

Google Drive i (prawie)wszystko, co warto o nim wiedzieć

KM
Kamil Mizera
48

Wczorajsza premiera Google Drive wywołała spore poruszenie w internecie. Oto na ringu, do walki o klienta w kategorii chmura, stanął kolejny zawodnik, do tej pory stojący na uboczu. Czy zdobędzie mistrzowski pas? Łatwo nie będzie, gdyż konkurencja jest silna, a GDrive dopiero się rozgrzewa przed sta...

Wczorajsza premiera Google Drive wywołała spore poruszenie w internecie. Oto na ringu, do walki o klienta w kategorii chmura, stanął kolejny zawodnik, do tej pory stojący na uboczu. Czy zdobędzie mistrzowski pas? Łatwo nie będzie, gdyż konkurencja jest silna, a GDrive dopiero się rozgrzewa przed starciem. Co warto wiedzieć o tym zawodniku?

Google udostępniając światu swój wirtualny dysk podeszło do tematu (prawie)kompleksowo, dostarczając użytkownikom jednocześnie wersję webową, desktopową i mobilną (na razie dostępna jest tylko aplikacja na Androida) oraz 5GB darmowej przestrzeni. Swoją nową usługę firma oparła na istniejących już GDocs, przekształcając je na potrzeby multifunkcjonalnego managera chmury. Jednak czy Google dobrze zrobiło wykorzystując do tego gotową infrastrukturę zamiast stworzyć nową? Poznajcie GDrive na przeglądarkę.

Jak wspomniałem, wirtualny dysk to nic innego, jak przemodelowane Dokumenty Google. Zachowano większość podstawowych funkcji oraz sam wygląd aplikacji. Po lewej mamy menu w postaci listy folderów i plików, po prawej zawartość. Google zmieniło jednak nieco układ swojego menu kategoryzując zbiory znajdujące się na dysku. Mamy więc wyeksponowaną kategorię plików nam udostępnianych czy aktywności, dzięki której możemy od razu przejść do tych plików, które niedawno były modyfikowane. Oprócz tego Google dostarczyło nam zestaw filtrów oparty na rodzajach plików, poziomie ich udostępnienia czy własności. Jest to przydatna opcja, jeżeli mamy duże zbiory i zaczynamy się w nich gubić. Google rozbudowało również opcje związane z zarządzaniem plikami. Działa również opcja przeciągnij i upuść. Jeżeli chodzi o sam sposób wyświetlania plików, to teraz możemy to robić pod postacią listy lub kafelków, które szczególnie sprawdzają się przy okazji naszych graficznych zbiorów. Jeżeli zaś chodzi o to, to zabrakło mi możliwości przeglądania zdjęć w jakieś formie wewnętrznej przeglądarki.

 

W tym momencie przeglądarkowa wersja GDrive to nic innego, jak GoogleDocs na sterydach. Bez wątpienia firma będzie dalej modyfikować tę aplikację i integrować ją z innymi swoimi usługami. Jeżeli jednak korzystaliście do tej pory z Dokumentów Google, to raczej nie będziecie zaskoczeni wyglądem i funkcjonowaniem Google Drive.

Oczywiście wirtualny dysk od Google to nie tylko wersja webowa, ale również aplikacje. Zacznijmy od aplikacji na desktop. Ma ona formę specjalnego folderu. Jeżeli używaliście Dropboxa, to za pewne nie będziecie mieli kłopotów z przyzwyczajeniem się do takiego modelu aplikacji. Zasada działania jest prosta: wszystko, co wrzucimy z naszego komputera do tego folderu znajdzie się na pozostałych platformach i na odwrót. Niestety nie możemy swobodnie wybierać folderów, które chcielibyśmy zsynchronizować z Google Drive, możemy korzystać tylko z jednego. Samo zarządzanie tą aplikacją jest banalnie proste. W każdej chwili możemy rozłączyć ją z naszym kontem, sami również możemy wybrać foldery z naszego wirtualnego dysku, które będą się synchronizować na naszym komputerze.

To, co jednak wydaje mi się największym problemem związanym z nową usługą, to specjalny format Google. Niestety, ale jeżeli synchronizujemy nasz dokument w formacie.doc to właśnie w takiej formie pojawi się on na naszym webowym dysku. Nie jest to szczególny problem, gdyż dwoma kliknięciami możemy go zamienić na format Google, który następnie będziemy mogli edytować. Problem pojawia się, gdy chcemy, aby to zadziałało w drugą stronę. Jeżeli wyciągamy dokumenty z naszego zsynchronizowanego folderu to właśnie w formacie Google. Nie ma, a przynajmniej ja nigdzie  takiej opcji nie znalazłem, możliwości przekonwertowania z poziomu komputera dokumentu z jednego formatu na drugi. W takim układzie nasze dokumenty z GDrive są tylko linkami do przeglądarkowego edytora. Wydaje mi się, że Google powinno stworzyć możliwość konwertowania formatów z poziomu desktopu.

GoogleDrive dostępne jest również na urządzenia mobilne, na razie jednak tylko z Androidem na pokładzie. Sama aplikacja na Androida nie różni się niczym od tego,  co znamy z aplikacji GoogleDocs. Jedyne co się zmienia, to głębokie zakorzenienie funkcji wirtualnego dysku w Androidzie, dzięki któremu możemy dość łatwo dodawać wybrane elementy do chmury, oraz specjalny, prosty widget, który oferuje możliwość zrobienia i wysłania zdjęcia do GDrive (więcej o aplikacji przeczytacie w artykule na AntyApps.pl).

Wirtualny dysk od Google bardzo nie zaskakuje. Generalnie powiela te same, dobre, schematy, co konkurencja: wersja na przeglądarkę, na desktop i na urządzenia mobilne. Można oceniać użyteczność i optymalizację tych aplikacji, ale tak naprawdę potencjał nowej usługi leży w samym Google, a zwie się integracja. Na chwilę obecną Google stworzyło szkielet, który dało światu do testowania. Ale nie trudno sobie wyobrazić stopniowe integrowanie i łączenie na poziomie funkcji wszystkich usług Google z jej wirtualnym dyskiem. Na pierwsze oznaki tego nie trzeba było długo czekać. Już wczoraj firma wprowadziła do Google+ możliwość dodawania zdjęć prosto z wirtualnego dysku. A to zapewne początek. Jeżeli więc ktoś używa usług Google, to wygodniej będzie mu przesiąść się na GDrive i w tym tkwi prawdziwy potencjał tego produktu. Swoją drogą Google wyraźnie zmierza do zintegrowania wszystkich swoich usług w jeden skondensowany produkt.

Warto również wspomnieć o tym, że synchronizacja w Google Drive jest naprawdę szybka. Byłem niezwykle mile zaskoczony obserwując, jak dosłownie w sekundy moje dokumenty trafiają do chmury i parę chwil później mam do nich dostęp z poziomu urządzenia mobilnego. Szybkość synchronizacji może mieć spory wpływ na wybór chmury. Z poziomu przeciętnego użytkownika nie ma to aż takiego znaczenia, ale z poziomu firmy, która chciałaby gromadzić swoje dokumenty na GoogleDrive wygląda to zupełnie inaczej. Pod tym względem muszę powiedzieć, że Google się popisało.

Ponieważ osobiście na co dzień korzystam z produktów Google, więc GDrive powitałem z radością. Jednak na razie jeszcze nie pozbywam się Dropboxa i czekam, w którym kierunku swoją nową usługę będzie rozwijać Google.

A jak Wam podoba się Google Drive? Zadowoleni? Rozczarowani? Szykujecie przesiadkę?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

ChmuraGoogle Drive