Google

Google chce monopolu na śledzenie nas w Internecie i końca ciasteczek

KK
Karol Kopańko
26

? Na razie tak nie jest i Bogu dzięki. Mamy kilka wielkich firm w światku nowych technologii, które po części dzielą się danymi jakie po sobie zostawiamy. Niektórzy lubią wyróżniać wśród nich wzorem korporacji audytowych tzw. Wielką Czwórkę, czyli Apple, Microsoft, Facebook i Google. Każda z tych...

?

Na razie tak nie jest i Bogu dzięki. Mamy kilka wielkich firm w światku nowych technologii, które po części dzielą się danymi jakie po sobie zostawiamy. Niektórzy lubią wyróżniać wśród nich wzorem korporacji audytowych tzw. Wielką Czwórkę, czyli Apple, Microsoft, Facebook i Google. Każda z tych jednych z największych na świecie firm, urywa dla siebie mniej, więcej ćwiartkę naszej sieciowej prywatności. Bardziej obrazowo wyglądałoby to gdybym użył określenia rozłamywania ciasteczka, gdyż to właśnie ono bezpośrednio dokumentuje nasze cyfrowe ślady.

Teraz jednak Google, zbierające 1/3 z zysków z reklam online, mówi basta i jak dowiadujemy się dzięki przeciekom, pracuje nad własnym systemem anonimowej identyfikacji użytkowników. Ma on pozwolić na lepsze dopasowanie wyświetlanych kontekstowo treści/reklam do potrzeb użytkowników.

Czy określenie anonimowa identyfikacja nie zahacza bardzo blisko o oksymoron?

Jeśli już przeglądanie Internetu ma być anonimowe (co jest zresztą niemożliwe – patrz PRISM), to jak połączyć je z identyfikacją, która tej anonimowości nas pozbawia? Podejrzewam, że akurat w tym miejscu Google chce po prostu zamienić nasze imię i nazwisko na ciąg zaszyfrowanych znaków. Jednak wiadomym jest, że nawet takie zabezpieczenie nie jest wystarczające, bo dysponując wystarczającą ilością, z pozoru zaszyfrowanych danych można je połączyć i odszyfrować. Przyjrzyjmy się jednak bliżej pomysłowi Google.

Jak mówi rzecznik Google, Rob Shilkin:

Technologiczne rozszerzenia mogą ulepszyć bezpieczeństwo użytkowników i jednocześnie zabezpieczyć sytuacje ekonomiczną sieci. Nie tylko my mamy pomysły jak to zrobić, ale są one jeszcze w bardzo wczesnych stadium.

Pomysł ten nosi nazwę AdID i został ujawniony w niedawnym artykule USA Today. W założeniach ma umożliwić samemu użytkownikowi możliwość decydowania o tym, jakimi danymi dzieli się z konkretną firmą. W ustawienia będzie on mógł np. zablokować konkretny podmiot jeśli tylko będzie mu się wydawało, że narusza jego prywatność.

Dodatkowo każdy z surfujących w sieci będzie oznaczany kilkoma identyfikatorami. Ma to pozwolić na stosowanie różnych profili anonimowości. Dodatkowo, wszystkie skolekcjonowane informacje będzie można np. raz do roku, kasować.

Mam jednak, co do tych obu propozycji kilka wątpliwości. Po pierwsze skoro będzie można blokować konkretnych dostawców, to dlaczego nie zablokować od razu wszystkich i mieć spokój z profilowaną reklamą? Teoretycznie możemy zrobić tak już teraz. Wystarczy bowiem zablokować zapisywanie ciasteczek bezpośrednio w naszej przeglądarce.

Ciasteczkom śmierć?

Nie ma jednak tak łatwo, a dobitnie pokazały to niedawne wydarzenia dziejące się po wprowadzeniu do Polski nowego europejskiego prawa telekomunikacyjnego, o którym pisałem już zresztą na Antywebie. Byliśmy wtedy i cały czas zresztą jesteśmy, atakowani ogromnymi, wątpliwej estetycznie jakości banerami, informującymi nas o zapisywaniu przez daną stronę ciasteczek.

Każdy, kto miał owe ciasteczka zablokowane, przy każdej kolejnej wizycie na danym portalu, musiał znowu klikać potwierdzenie zaznajomienia się z daną instrukcją. I tak do końca świata… Albo użytkownik dawał w końcu za wgraną i włączał z powrotem nieszczęsne cookies, uznając swoją porażkę wobec europejskich legislatorów.

Mimo to, nawet w obecnej propozycji, każde wyłączenie mechanizmu AdID, będzie wiązało się ze zmniejszeniem przychodów z reklam. A w interesie żadnego podmiotu nie jest zwiększanie komfortu użytkowników kosztem własnych zysków. Tym bardziej Google, które tak świetnie nauczyło się sprzedaży własnych usług, które teoretycznie są za darmo, a także obrotu danymi internautów.

Kolejną kwestię budzącą moje wątpliwości doskonale uwypuklił Clark Fredricksem, odpowiadający w eMarketerze za analizę rynku:

W przemyśle reklamowym mogą pojawić się pewne wątpliwości w związku z oddawaniem większej kontroli Google.

Do tej pory Google było wiodącym graczem na rynku reklamy online, wartym 120 mld dolarów, teraz ma się jednak stać na nim monopolistą, co może budzić słuszne obawy ze strony innych zaangażowanych w tę gałąź firm.

Co prawda, to że Google wymyśli sobie jakiś standard i chwytliwe nazwie go AdID, to jeszcze tak naprawdę nic nie znaczy. W teorii ciasteczka nadal będę rządziły w sieci, jednak w praktyce może się stać tak, jak z przeglądarką Chrome. Niby na początku stanowiła ona margines, a w miarę jak Google inwestowało kolejne miliony w jej promocję, a także integrację z innymi swoimi usługami, zdobywała popularność. Podobnie więc może się stać z AdID.

Można oszukać Google?

Od razu też pojawiły się pewne wątpliwości związane z funkcjonowaniem AdID. Bo przecież obecnie można bardzo łatwo oszukać Google, korzystając np. z wyszukiwarki StartPage, która łączy się z Google z w naszym imieniu.

Podobne w działaniu jest także rozszerzenie NoScript, blokujące automatycznie JavaScript, a więc uniemożliwiające działanie niektórych usług Google z Analitics na czele.

W najbliższym czasie Google ma konsultować AdID z firmami z branży,  grupami konsumenckimi, a także środowiskami rządowymi.

Na razie wokół pomysłu jest zbyt wiele niewiadomych, aby można go było jednoznacznie ocenić. Choć już teraz można stwierdzić, że oddawania jednej firmie całości naszych sieciowych wędrówek jest zdecydowanie niebezpieczną inicjatywą. Nie chcę tu wychodzić na jakiegoś pesymistycznego proroka, wieszczącego wizję świata owładniętego przez jedną korporację, ale po prostu bezpieczniej się czuję, gdy wiem, że na rynku konkuruje ze sobą kilka usług, które cały czas dbają o swoją jakość.

Monopol jeszcze nigdy nie wyszedł nikomu na dobre.

Foto

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

GoogleInternetReklama