Tablety coraz skuteczniej docierają do potencjalnych klientów zwanych przez nas „zwyczajnymi użytkownikami”. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ tablety z systemem Android są tanimi, często kiepsko wykonanymi urządzeniami, które kupić możemy już za 200 złotych, co bardzo pięknie kontrastuje z tabletami wielkich koncernów za 2, 3 tysiące złotych, na które decydują się zwykle głównie […]

Tablety coraz skuteczniej docierają do potencjalnych klientów zwanych przez nas „zwyczajnymi użytkownikami”. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ tablety z systemem Android są tanimi, często kiepsko wykonanymi urządzeniami, które kupić możemy już za 200 złotych, co bardzo pięknie kontrastuje z tabletami wielkich koncernów za 2, 3 tysiące złotych, na które decydują się zwykle głównie zaawansowani użytkownicy.

Bardzo lubię naszych rodowitych producentów sprzętu z Androidem, którzy bardzo często składają swój sprzęt w Chinach, czasami realizując własne ciekawe projekty tworzone w tymże państwie. Przeszłość większości producentów kochanych przez naszych Kowalskich tabletów, dorzucanych za złotówkę do umowy u dowolnego operatora telefonii komórkowej w Polsce była bardzo zawiła, w krytycznych momentach doprowadzając do naklejania loga na gotowe urządzenie – czas leczy rany, dlatego też dzisiaj postanowię pokazać wam tablet, którego producentem i jednocześnie projektantem jest Goclever, sprzedający swój sprzęt w wielu krajach poza naszym krajem, ciesząc się tam ciekawym zainteresowaniem.

Wygląda całkiem schludnie

Oczekując na urządzenie spodziewałem się, że tablet, który do mnie przyjedzie będzie szorstko wyciętym kawałkiem plastiku z niezbyt dobrze dopasowaną ramką na wyświetlacz i baterią podpiętą w środku na taśmę samoprzylepną (tak, miałem taki przypadek w życiu), a tu okazało się, że Goclever się postarał.

Aluminiowa obudowa z bardzo ładnie wpasowanym ekranem dotykowym to właśnie to, co tygrysy lubią najbardziej i aż dziw bierze, że kupując parę razy droższe urządzenie Samsunga dostaniemy… plastik, dobrej jakości, ale nadal plastik, który połamać jest tak łatwo. Bardzo pociesznym faktem jest to, że urządzenie bardzo znośnie przeżywa upadki, czego efektem są jedynie delikatne zarysowania na obudowie – to bardzo dobra informacja dla kaskaderów, ale nie próbujcie tego w domu. Jedyną rzeczą w budowie samego tabletu do której mogę się przyczepić jest fakt, że o ile urządzenie dobrze leży w dłoni i jest idealnie wyważone, to aluminiowa obudowa lubi się nagrzewać do czerwoności, lub marznąć, będąc bardzo niemiłą w dotyku – ja jednak od lat korzystam z telefonów wykonanych z tego surowca, więc jakby nie patrzeć po prostu do tego przywykłem.

Klawiatura jest wygodna, chociaż brak jej TouchPada

Rzeczą co najmniej dziwną jest fakt, że kupując tablet za mniej niż 800 złotych otrzymujemy do niego fizyczną klawiaturę QWERTY łączącą się z urządzeniem za pomocą Bluetooth oraz przejściówkę USB->Micro-USB – naprawdę fajna sprawa.







Sama klawiatura pomimo swoich tycich rozmiarów jest naprawdę wygodną klawiaturą, jednak pisanie na nich dłuższych tekstów jest niezmiernie trudne, gdy bierzemy się do niego po raz pierwszy. Klawisze zdają się być ostro wykończonymi, a obudowa klawiatury zakończona przedłużonymi ramkami chroniącymi ekran dotykowy tabletu, gdy całość zostanie złożona potrafi dosyć niewygodnie wpijać się w dłonie – ale po dwóch, trzech godzinach idzie się do tego przyzwyczaić.

Niestety, pomimo dobrego pierwszego wrażenia, podłączenie klawiatury do tabletu potrafi zająć dłuższą chwilę, a to najpewniej z tego powodu, że zainstalowany w Orionie 102 Android Jelly Bean jest już po prostu stary. Suma sum gdy już raz sparujemy klawiaturę, ta potrafi działać od 2 do 3 dni bez potrzeby podłączania jej do ładowania, a to bardzo ważny atut dla tej klasy dodatku – przypominam, niecałe 700 złotych za komplet.

Android nie jest systemem stworzonym do korzystania z niego za pomocą fizycznej klawiatury i myszki, co zauważam na każdym kroku korzystania z takich właśnie hybryd, jednak według mnie nasz rodzimy producent powinien pokusić się o wprowadzenie hybrydy z wbudowanym touchpadem wspierającym parę gestów – to byłoby coś, a jaki byłby to skok wygody pisania!

Zielono mi!

Android. Mógłbym napisać o nim doktorat, skupiając się tylko na jego wadach i zaletach. Jakby nie patrzeć, nie jest to zbyt wygodny system do tabletów, tym bardziej do budżetowych telefonów, co zauważyłem również podczas korzystania z Oriona – brak optymalizacji oprogramowania powoduje większe zapotrzebowanie na moc, co przy jej niedoborze po prostu skutkuje bardzo nieprzyjemnymi spowolnieniami całego systemu oraz w ekstremalnej sytuacji… restartem urządzenia.

Domyślnie zainstalowanym systemem operacyjnym w urządzeniu Goclever jest Android 4.2 Jelly Bean, który swoje dni świetności ma już  za sobą i niestety nie wiadomo jak wyglądać będzie sprawa aktualizacji tego oprogramowania do wydania KitKat, chociaż otrzymałem nieoficjalne potwierdzenie, że KitKat dla nowych tabletów i telefonów powinien nadejść w najbliższej przyszłości – no, zobaczymy. Autorskie oprogramowanie uzupełniające „czystego” Androida pozwala nam na wykonywanie wszystkich podstawowych funkcji urządzenia bez zbędnej potrzeby logowania się go Google Play Store i dobrze, bo ile jest użytkowników, którzy po prostu z tego nie korzystają, następnie narzekając, że nie ma na to nawet „Skejpa” czy „Mozilli” – no cóż, Goclever postanowił zrobić krok w stronę użytkowników i wyszło mu to bardzo dobrze.

System pracuje dosyć wydajnie, ale czego chcieć za nieco ponad 650 złotych?

Jakby nie pisać, tablet Goclevera należy do bardzo średnich urządzeń, nie będąc ani królem wydajności, ani też sprzętem nienadającym się do jakichkolwiek prac wykonywanych normalnie na tego typu urządzeń. Czterordzeniowy procesor Rockchip 3188 z  taktowaniem 1,6 GHz, 1 GB pamięci operacyjnej RAM oraz scalona z płytą główną grafika Mali 400MP4 pozwala nam na bardzo wygodne korzystanie z wielu aplikacji czy też z przeglądarki internetowej na dwóch, trzech otwartych kartach uruchomionych jako komputer PC.

Niestety, smutną wiadomością jest fakt, że pamięci operacyjnej po prostu brakuje, czego nie naprawi przepiękny ekran 10-calowy ekran IPS wyświetlający obraz w rozdzielczości 1280 x 800 pikseli – jeżeli uruchomimy sobie w tle Facebooka, Twittera, Hangouts i Chrome, możemy liczyć na gigantyczny postój w aktualnie wykonywanej na tablecie pracy, jeżeli dostaniemy dodatkowo np. maila – nie raz przez to kląłem pod nosem. Moim zdaniem, jeżeli urządzenie zostanie aktualizowane do KitKata, problemy z pamięcią mogą zniknąć raz na zawsze, chociaż mimo wszystko dziwnym faktem jest to, że czterordzeniowy procesor z tak bardzo optymalną ilością pamięci operacyjnej momentami nie daje sobie po prostu rady – miejmy nadzieję, że to wina samego oprogramowania.

Nie jest to sprzęt do gier, dlatego też postanowiłem zrezygnować ze wszelakich tabelek pokazujących, jak bardzo dobrze bądź źle radzi sobie tablet ponieważ prawdopodobnie za tego sprawą na urządzenie przelalibyście tonę żółci – a po co to wszystko w tak tanim urządzeniu do codziennej pracy w terenie, czy też tablecie do przeglądania sieci?

Dzień bez ładowarki? Ja przeżyłem trzy!

Bardzo miłym aspektem tabletu Goclevera jest to, że użyte w nim ogniwo litowo-jonowe o pojemności aż 6000 mAh pozwala nam na około 6 godzin pracy na jednym ładowaniu podczas bardzo intensywnego użytkowania. Zaskakującą dla mnie rzeczą jest fakt, że urządzenie leżakując sobie na biurku nie dotykane przez trzy dni było gotowe do pracy posiadając jeszcze około 20% baterii, co pozwoliło mi na około godzinę przeglądania Internetu – nie sądziłem, że Orion uzyska aż tak dobre wyniki na tym polu, gdzie wielcy giganci typu Samsunga Galaxy Note 10.1 pierwszej generacji polegali już po dwóch i pół dnia.

Rozszerzmy możliwości urządzenia!

Orion posiada możliwość podpięcia do niego monitora za sprawą wejścia MiniHDMI, a Micro-USB OTG pozwoli nam na podczepianie do urządzenia dowolnego dodatkowego narzędzia nawigującego – osobiście zaciekawiło mnie to, gdy podpiąwszy do „102-ki” myszkę przeglądałem sieć, podczepiając do tabletu Goclevera jednocześnie monitor 23-calowy monitor – chodziło to strasznie topornie, ale sama możliwość jest jak najbardziej spisywana na plus.

Niestety, tablet nie posiada modułu GSM przez co nie uda nam się bez pomocy zewnętrznego urządzenia korzystać np. z uroków Aero 2, jednak producent rekompensuje nam to 16 GB pamięci wewnętrznej i możliwością poszerzenia ją za pomocą slotu Micro-SD.

Komu, komu? Bo idę do domu…

Moim zdaniem, tablet ten mogę polecić z ręką na sercu i czystką w sumieniu każdemu, kto potrzebuje tabletu tylko i wyłącznie do prostych czynności jak przeglądanie Internetu, gra w Pou, czy też spędzanie godzin na Facebooku, Google+ czy też na Twitterze. Jest to idealny sprzęt dla niewymagających użytkowników, który dzięki swojemu solidnemu wykonaniu powinien przeżyć przynajmniej dwa, trzy upadki więcej od plastikowych urządzeń konkurencji, dlatego też go polubiłem.

Panowie i panie, czas na podsumowanie…

Jakby nie patrzeć, tablet Goclevera jest słabym urządzeniem. Tabletem, który idealnie pasuje do swojej niszy użytkowników potrzebujących niczego więcej niż urządzenie do przeglądania Fejsika, Allegro, serwisów informacyjnych, YouTube czy „skajpaja”. Niestety, cała reszta użytkowników potrzebujących sprzętu do ogromu pracy w tym samym momencie oraz zatwardziałych graczy kupując to urządzenie po prostu się zawiedzie – nie do tego został do tego stworzony. Moim zdaniem nasz rodzimy producent zasługuje na oklaski, nadal pozostając w tyle – pytam się, gdzie są naprawdę innowacyjne i dobre urządzenia z najwyższej półki?… Osobiście oczekuje hybrydy z Windowsem 8.1, a do was odsyłam pytanie, co powiecie na to urządzenie Panowie i Panie?