66

Gdy emocje opadły nie zmieniłem zdania – nowy iPad Pro 11 to mój następny iPad

Apple pokazało nowe wersje MacBooka Air i Maca Mini, ale to iPad skradł całe show. Tablet Apple już od dawna nie ma realnej konkurencji, a wczorajsze wydarzenie udowodniło, że taki stan utrzyma się jeszcze przez jakiś czas. Jednocześnie nareszcie doczekałem się czegoś, na co warto wymienić mojego iPad Air.

Możecie zapytać do czego w ogóle używam iPada. Lista czynności nie jest zbyt długa, ale dość konkretna, bo w wielu sytuacjach trudno go zastąpić czymkolwiek innym. Przeglądanie sieci i kanałów RSS, szybka obsługa e-maila, czytanie dłuższych artykułów, Netflix i inne VOD w trybie offline poza domem, okazyjne czytanie książek (jeśli nie mam możliwości zabrać ze sobą eczytnika), a także sporadyczne granie. To całkiem sporo, a chciałbym, by iPad pozwalał mi na więcej. Niestety, z kilku powodów trudno mi dziś mówić o zastąpieniu laptopa podczas pracy w terenie (na konferencji czy wyjeździe) iPadem, dlatego dość często obydwa urządzenia goszczą w mojej torbie.

iPad Pro może to zmienić.

Nie napiszę już dziś, że tak się na pewno stanie, ponieważ wciąż mam jeszcze trochę wątpliwości, ale najnowszy model wydaje się już na tyle dojrzałym urządzeniem, a iOS 12 dla iPada na tyle dojrzałą platformą, że faktycznie mogę zacząć powoli dopuszczać myśl o pracy na iPadzie. Nie twierdzę, że zastąpi mi on każdy komputer, bo w to nie jestem jeszcze w stanie uwierzyć, ale do pisania, obróbki zdjęć i wideo, a także kilku innych zadań, nowy iPad powinien nadawać się w sam raz. Szczególnie w terenowych warunkach, że tak to ujmę, gdzie liczy się mobilność urządzenia i czas pracy na jednym ładowaniu. Apple już od dłuższego czasu stara się promować iPada (Pro), jako sprzęt do pracy i kreatywnych zadań, ale potrzeba było kilku generacji tego tabletu, by wizja ta mogła rzeczywiście wydawać się w zasięgu ręki.

Od iPada Air po iPada Pro (2018)

Przeskok technologiczny, czyli 4-5 letni cykl zmiany sprzętu

Mój iPad Air służy mi przede wszystkim jako czytnik. W pierwszym akapicie przeczytaliście już do czego wykorzystuję ten tablet. Przypomnę, że jest to model z 2013 roku, więc stuknęło mu już 5 lat. Wiele osób zrozumie z jak wysłużonym układem mamy do czynienia dopiero wtedy, gdy zobrazuję wam możliwości techniczne iPada Air na przykładzie iPhone’a – otóż wewnątrz znajduje się ten sam procesor Apple A7, który napędza iPhone’a 5S – pierwszego telefonu Apple, który posiadał 64-bitową architekturę. Czy mam wymienić wszystkie modele, które nastąpiły po iPhonie 5S i które były od niego za każdym razem znacząco szybsze? A weźmy pod uwagę fakt, że do pary z nim w iPadzie Air pracuje 1 GB RAM-u, natomiast zapotrzebowanie na moc, głównie przez wyższą rozdzielczość ekranu, jest większe niż w iPhonie. iPad Air to dziś staruszek, który nie sprosta nawet mało wymagającym zadaniom pod presją czasu – kilka sekund wczytywania takich aplikacji jak Messenger czy Slack sprawia, że sięgam po telefon i w mgnieniu oka odpisuję na wiadomość. Czasem dotrze ona do adresata wcześniej, aniżeli aplikacja załaduje się na iPadzie. Nie, nie przesadzam.

Dostrzegam więc analogię w związku z cyklem wymianą sprzętu Apple. Ci, którzy mogą sobie pozwolić na coroczny zakup urządzenia za takie pieniądze mogą to robić zaraz po premierze – wcale im się nie dziwię. Ale jeśli nie dysponujemy takim budżetem lub lubimy wydawać pieniądze także na inne rzeczy, to 4-5 letni cykl wymiany wydaje się najrozsądniejszy. Dowodzi tego wczorajsze wydarzenie, na którym pokazano rzeczywistego i godnego następcę mojego iPada Air. I na wymianę nie będę się decydować tylko dlatego, że sprzęt będzie szybszy. Lista argumentów jest znacznie dłuższa, ale oczywiście powstała z mojej osobistej perspektywy.

Warto zacząć od sporego ekranu, którego zwiększenie nie spowodowało zwiększenia rozmiarów samego tabletu. Zniknięcie przycisku Home wydawało się długo odkładane, ponieważ ma on znacznie mniejsze znaczenie w iPadzie, aniżeli w iPhonie. Gesty to podstawa nawigacji po systemie i wiadomo to już od 2011 roku, kiedy to pojawiły się w iOS 4.3. Teraz działają nieco inaczej, ale zasada pozostała aktualna. Znacznie lepsze nagłośnienie to miły dodatek, ale z otwartymi ramionami przywitam złącze USB-C, dzięki któremu będę mógł bez użycia chmury przerzucić zdjęcia z aparatu na komputer/tablet. Zniknięcie złącza słuchawkowego 3,5 mm jack może być uciążliwe, ale dopóki nie rozładują się słuchawki bezprzewodowe wszystko będzie okej. Chyba, że dokupimy kolejną przejściówkę…

Nie jest tanio, ale chyba dam się przekonać

Apple życzy sobie za najtańszego iPada Pro 3799 złotych. Mówimy o wersji 11-calowej z 64 GB pamięci wbudowanej. Zakup Apple Pencil to dodatkowe prawie 600 zł, co wydaje się absurdem, ale nie wykluczam, że dam się przekonać, ponieważ uwielbiam odręczne notatki. Ale najpierw zaczekam na pierwsze recenzje i samemu postaram się sprawdzić go w akcji. Na papierze wszystko wygląda wystarczająco dobrze, by móc podjąć decyzję o zakupie. Zobaczymy, czy to przełoży się na praktykę.