8

Ja też miałem „swojego Minecrafta”. Garry’s Mod na zawsze w moim sercu

W czasach, kiedy na dobre rozkochałem się w graniu po sieci, na szczególne miejsce w moim sercu zasłużył Garry's Mod - wariacja na temat silnika Source, która pozwalała na wykorzystanie obiektów pochodzących m. in. z gry Half Life 2. Możliwość dodawania swoich treści, niezliczone możliwości skonfigurowania ich oraz... czasami imponujące maszynerie. Garry's Mod był idealny dla wszystkich, którzy w grze chcieli przede wszystkim coś stworzyć.

Albo i zepsuć. Garry’s Mod to sandbox szczególny – wykorzystując skomplikowane możliwości silnika Source, dostępność obiektów oraz możliwości ich konfiguracji, stał się świetnym narzędziem m. in. dla osób, które tworzyły w „zamierzchłych” już czasach machinimę. O co chodzi? Chodzi m. in. o takie manipulowanie modelami postaci oraz obiektami, by stworzyć spójną animację, którą można okrasić albo dialogami, albo humorystycznymi wstawkami.

Czytaj więcej: Half Life 3 potwierdzony? Nie… to tylko patch dla starszej wersji gry

Miałem wtedy dobrego „kumpla z internetu”, z którym poznałem się na jednym z serwerów SA:MP (San Andreas Multiplayer), oboje graliśmy na jednym z „roleplayów”, gdzie głównie robiliśmy sobie jaja. Rzeczywiste odtwarzanie postaci średnio nas interesowało. Ja byłem do tego stopnia bezczelny, że postanowiłem, że zostanę handlarzem narkotyków. Jak reklamowałem swoje usługi? W mechanizmie prywatnych wiadomości (poza światem gry) – po prostu pytałem: „ej, chcesz dragi?”. Zawsze miałem łeb do interesów.

Skutkowało to albo irytacją adminów (w tym miejscu mało kto się tym przejmował), albo ustawicznymi ucieczkami przed policjantem. Ten gonił mnie zawsze w ten sam sposób – a ja za chwilę spylałem mu na przygodnie zabranym motorku. I tak to się kręciło, aż serwer został zamknięty. Jakieś sympatie jednak pozostały. Z kumplem ogrywaliśmy różne gry – czasami jakieś strategie, głównie strzelanki. Rzadziej roleplaye na innych serwerach. Zdecydowanym hitem był Garry’s Mod. Szkoda, że nie mam nigdzie żadnych zrzutów ekranowych – niektóre nasze konstrukcje były… co najmniej osobliwe.

Ten facet strzela tyłkiem

Jak ktoś się nudził, mógł przyczepić modelowi postaci do tyłka karabin i zrobić z niego wieżyczkę. Wątek przyczepiania różnych rzeczy do zadka powtarzaliśmy niemal codziennie – zawsze śmieszyło (dzisiaj uważam to za dalece niedojrzałe). Czasami konstruowaliśmy jakieś dziwne maszyny – Beksiński by się nie powstydził. Wszystko, co wpadło nam w ręce było potencjalnie przydatne. Jak kończyła się zabawa? Z reguły tak samo. W ostateczności zaczynało się nam nudzić – a stąd było już bardzo niedaleko do wyciągnięcia broni i naparzania się w oparach bezsensu.

Zdarzało się, że i czasami coś rysowaliśmy na murach za pomocą dostępnych funkcji. Wyzywaliśmy się w najbardziej obelżywy nam sposób, przeklinaliśmy, wypisywaliśmy przeróżne dureństwa. Robiliśmy okopy, budowaliśmy katapulty – robiliśmy wszystko, co się dało. I co potrafiliśmy. Czasami pomagały nam tutoriale pokazujące krok po kroku jak zbudować to i to. Czasami się udawało. Czasami nie. W budowanie byłem zawsze słabawy, lepiej wychodziło mi natomiast robienie dziwnych rzeczy z modelami postaci.

Stąd prawdopodobnie moje zamiłowanie do twórców machinimy w Garry’s Mod. Mam nawet swoje ulubione klipy przedstawiające wygłupy graczy Garry’s Mod. Dzisiaj może okazać się to tzw. „bezbekiem”, ja natomiast mówię, że odrobina beki jest. Nie śmieszy mnie to tak, jak kiedyś, ale warte jest odnotowania. Kiedyś się z tego brechtałem. Może po prostu wyrosłem z takich rzeczy? To zawsze źle brzmi – że wydoroślałem, że na coś jestem za stary, że wyrosłem. Nie lubię tego mówić, tak jakoś. Kryzys ćwierćwiecza, czy co?

Czytaj więcej: Half-Life: Alyx bez VR? Z tym modem to możliwe

Moda na Minecrafta mnie ominęła. To też przecież sandbox, który ma generalnie szczątkową fabułę, skupia się głównie na mechanikach craftingu oraz budowania. W Minecrafcie też tworzono niesamowicie ambitne rzeczy – społeczności skupionej wokół gry udało się zidentyfikować „świat” oraz koordynaty miejsca, które pojawia się na głównym ekranie. Wszystko to za pomocą obliczeń rozproszonych – w taki sposób rozwikłano najprawdopodobniej największą tajemnicę wszechświata. Warto wiedzieć, że światów, które należało przeanalizować było 2^32. Sporo, naprawdę. Wyeliminowano część, ustalono koordynaty miejsca interesującego graczy. W ciągu doby udało się odkryć rozwiązanie zagadki.

Garry’s Mod takich osiągnięć nie miał. Może dlatego, że był po prostu… tylko modem? Nie zdołał skupić wokół siebie ogromnej rzeczy fanów. Mimo tego, dodawano go do tzw. „Orange Boksa” w Steamie, ludzie czasami odwiedzali tę osobliwą produkcję. Garry’s Mod po pewnym czasie się jednak nudzi, jeżeli człowiek nie ma do niego absolutnie smykałki. Pewne rzeczy trzeba doskonale opanować, żeby zbudować tam coś sensownego. W przeciwnym wypadku… kończy się na przypinaniu różnych rzeczy do tyłków modeli postaci.

Czy tęsknię? Rzadko

Może właśnie dlatego, że Garry’s Mod potężnie mnie znudził. Po prostu przestało mnie w pewnym momencie bawić ciągłe robienie jednego i tego samego. Nie można jednak odmówić tej produkcji ambicji. Można tam zrobić niemal wszystko, na co się ma ochotę. I dzielić się tym z innymi, ze znajomymi.