11

Netflix w formie, a szachy nie muszą być nudne! „Gambit królowej” – recenzja

gambit królowej recenzja
Wydawało się, że w oczekiwaniu na "Wiedźmina" i "Stranger Things" Netflix będzie mieć pod górkę z dużymi premierami, ale wtedy ukazał się "Gambit królowej", który trafia do serialowej czołówki tego roku.

„Gambit królowej” – jak rodzą się geniusze

Scena otwierająca serial ukazuje nam młodą bohaterkę na zaawansowanym etapie kariery sportowej, gdy ma się zmierzyć z jednym szachowych mistrzów. Już wtedy wiemy, że dziewczyna ma na głowie kilka innych problemów, niż tylko pojedynek do wygrania. Chwilę później mamy okazję poznać tę historię od samego początku, bo cofamy się do momentu, gdy Beth Harmon trafia do sierocińca. W tragicznym wypadku samochodowym traci matkę, natomiast ojca już dawno nie było w jej codzienności. Beth musi odnaleźć się w zupełnie nowej, obcej jej rzeczywistości, a wzorem do naśladowania stają się inni mieszkańcy domu dziecka.

To jest powrót, na jaki czekaliśmy. Recenzja premiery 2. sezonu „The Mandalorian”

Te próby zrozumienia mechanizmów rządzących społecznością (a później światem), zbiegają się z okresem, gdy Beth zostają przedstawione szachy. Na grę trafia przypadkowo, ale dość szybko przekonuje się do takiej formy spędzania czasu. Jej nauczycielem i pierwszym przeciwnikiem jest woźny placówki (Mr. Shaibel grany przez Billa Campa), który początkowo niechętnie podchodzi do takich zajęć. Z czasem zorientuje się jednak, że uczennica błyskawicznie przyswaja przekazywaną jej wiedzę i przejawia cechy geniusza szachów.

Czy można być geniuszem nie będąc szaleńcem?

Niestety, pozostałe aspekty życia głównej bohaterki nie kwitną. Uzależnienie od środków uspokajających pogłębia się, lecz pojawia się pytanie, czy bez nich byłaby w stanie grać tak jak gra. Twórcy serialu wielokrotnie podają to w wątpliwość, ale nie udzielają nam z początku odpowiedzi. Wygodne i słuszne.

Znamy nowości Netflix w listopadzie. Polskie hity i pewniaki Netfliksa

Brawa należą im się też za to, że z szachów zdołali uczynić dyscyplinę, którą śledzi się z przejęciem – choć ukazanych pojedynków jest naprawdę sporo, to nie poczułem ani przez chwilę znużenia i nie zauważyłem powtarzalności stosowanych efektów. Ale nie tylko scenariusz oraz realizacja serialu stoją na wysokim poziomie, ponieważ aktorsko „Gambit królowej” wypada wręcz znakomicie.

Młoda Anya Taylor-Joy kradnie całe show dla siebie, kiedy tylko może, ale reszta obsady stara się jej dorównać. Są sceny, gdy wymiana spojrzeń czy niewielki grymas na twarzy są w stanie wyrazić więcej, niż cała strona dialogu w scenariuszu. Jestem bardzo ciekaw, jak dużo w tym improwizacji i własnej interpretacji niektórych scen przez aktorów, ponieważ odnoszę wrażenie, że aktorzy fenomenalnie czuli się przed kamerą na planie „Gambita królowej”.

Polski akcent w „Gambit królowej”

Netflix dość umiejętnie promuje też ten serial obecnością naszego rodaka, Marcina Dorocińskiego, który wbrew pozorom nie odgrywa tak dużej roli w skali wszystkich odcinków. Ze swojego zadania wywiązuje się jednak wyśmienicie i jeśli ma to być jedyny powód, dla którego włączycie „Gambita królowej”, to nie będziecie tego żałować. Na jego występ trzeba chwilkę zaczekać, ale zdecydowanie warto.

Widowiskowe sci-fi George’a Clooney’a na zwiastunie. Data premiery „Niebo o północy” na Netflix

Czy warto obejrzeć „Gambit królowej”?

„Gambit królowej” nie jest produkcją pozbawioną wad i do najpoważniejszych zarzutów zaliczyłbym na pewno szablonowość niektórych rozwiązań fabularnych, które powodują, że serial nie jest takim powiewem świeżości, jakim mógłby być. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że jest to chyba produkcja najbliższa temu, do czego przyzwyczajał nas Netflix jakiś czas temu, gdy na platformie debiutowały „Ozark”, „Godless” lub „Orange is the New Black”. Autorzy serialu zdołali wykreować taką atmosferę, że nie sposób odmówić sobie seansu kolejnego odcinka.