4

Fusion Garage – powrót producenta marnotrawnego oraz narodziny nowej platformy

Niejeden producent branży elektronicznej głowił się nad tym w jaki sposób zatrzeć ślady swojej przegranej, przełknąć gorzką pigułkę porażki i wraz z następnym produktem, zaprezentować swój potencjał. Do takich osób można zaliczyć Chandrę Rathakrishnana – szefa Fusion Garage – który jakiś czas temu za pomocą tabletu JooJoo nieudolnie próbował walczyć o palmę pierwszeństwa z Apple. […]

Niejeden producent branży elektronicznej głowił się nad tym w jaki sposób zatrzeć ślady swojej przegranej, przełknąć gorzką pigułkę porażki i wraz z następnym produktem, zaprezentować swój potencjał. Do takich osób można zaliczyć Chandrę Rathakrishnana – szefa Fusion Garage – który jakiś czas temu za pomocą tabletu JooJoo nieudolnie próbował walczyć o palmę pierwszeństwa z Apple. Rozpoczynając kampanię marketingową następcy JooJoo, schował się za szyldem TabCo. Tylko po to, by podczas poniedziałkowej konferencji prasowej zrzucić kamuflaż i zaprezentować urządzenia oraz rozwiązania, którym nie sposób odmówić innowacyjności.

By zrozumieć sytuację, warto sięgnąć wstecz, do 2008 roku kiedy to Michael Arrington, założyciel TechCrunch, ogłosił projekt CrunchPad – tablet mieszczący się w granicach cenowych 200 dolarów. W prace nad urządzeniem zaangażowała się mała firma z Singapuru, Fusion Garage. W prace zaangażowany był także Louis Monier, założyciel AltaVisty. Rynek tabletów w tamtym czasie praktycznie nie istniał. Pojawiały się natomiast pogłoski o pracy nad urządzeniem tego typu w laboratoriach Apple. Zespół pracujący nad CrunchPadem miał zatem jednego, groźnego konkurenta. Przez rok pojawiały się różne informacje na temat premiery i ceny. Ta ostatnia rosła za każdym razem by z zakładanych 200 zatrzymać się na 499 dolarach. W międzyczasie Fusion Garage odrzucił partnerstwo Arringtona i zmieniając nazwę urządzenia na JooJoo wypuścił go na rynek w lutym 2010 roku. I choć o prawie 2 miesiące wyprzedzono premierę iPada, azjatycki produkt nie zdołał przebić się do świadomości konsumentów. Rathakrishnan jest świadom błędów, które pojawiły się w trakcie tworzenia tabletu. W wywiadzie dla Engadget tak przedstawia swoje wnioski:

JooJoo nie był udanym produktem. Wiemy to wszyscy. Nie ukrywamy faktu, że pracowaliśmy nad nim w pośpiechu i wiedzieliśmy, że nie jest wystarczająco dobry, tak więc zaprzestaliśmy sprzedaży w chwili, gdy zdaliśmy sobie sprawę, że nie będziemy w stanie uczynić go lepszym, niż był.

Szef Fusion Garage zastrzega też, że choć firma nie ujawnia danych liczbowych, sprzedaż JooJoo nie była tak zła, jak obrazują to media. Zastanawiające, bo jak zatem wytłumaczyć decyzję o przekazaniu wszystkim nabywcom pierwszego tabletu firmy, Grid10 – tego samego, którego premiera odbyła się w miniony poniedziałek? Albo plotki o 90 sprzedanych egzemplarzach są prawdą, albo inwestorzy FG mają zasobną kieszeń.

Wspomniana już konferencja prasowa, na której przedstawiono dwa nowe produkty firmy: tablet Grid10 i smartfon Grid4, była zarazem ujawnieniem się producenta. Wcześniej oba urządzenia i związany z nimi autorski system – GridOS – pojawiały się w sieci jako plotki i przecieki w kontekście nic nie mówiącej nazwy TabCo. Zaglądając w dane specyfikacji, można dostrzec najpopularniejsze obecnie na rynku podzespoły. W przypadku tabletu jest to chipset Nvidia Tegra 2 i ekran o przekątnej 10,1 cali o rozdzielczości 1366 x 768. Podobnie smartfon, z 4-calowym ekranem 800 x 480 i dwurdzeniowym układem Qualcomm Snapdragon MSM8255. Co zatem wyróżnia te urządzenia? System.

Fusion Garage zdecydował się pójść podobną drogą do tej, którą wcześniej obrał Apple tworząc Mac OS X. Wykorzystując jądro Androida, firma Rathakrishnan opracowała system wyjątkowy w układzie graficznym i rozwiązaniach interfejsu użytkownika. Pierwszy rzut oka od razu pada na zatrzęsienie od wodotrysków graficznych interfejsu. I jeśli nawet wstępne wrażenie może wywoływać niesmak, o tyle bliższe przeanalizowanie rozwiązań budzi podziw. Na dodatek pierwsze skojarzenia to Windows Phone 7 – także GridOS opiera się na układzie siatki i wykorzystaniu kafelków. Do czasu.

Twórcy systemu oddają użytkownikom pokaźną przestrzeń do pracy, swego rodzaju rozszerzony pulpit. Poruszanie się po nim odbywa się przez przesuwanie palcem po ekranie urządzeń. Nawigację ułatwia mapa pulpitu dostępna w prawym górnym rogu. Nawigacja pomiędzy aplikacjami wykorzystuje funkcję multitouch i kiedy uruchomienie danego programu wymaga jedynie dotknięcia ikony, wyjście z niej to już ruch dwoma placami po ekranie.

Wybór aplikacji jest bogaty. Przynajmniej jak na początkujący system. Oba urządzenia wykorzystują wirtualną maszynę Dalvika, a zatem oprogramowanie stworzone w domyśle dla Androida będzie funkcjonowało także w GridOS. Niestety, brakuje dostępu do Android Market. Producent na osłodę proponuje Amazon App Store (poza Stanami Zjednoczonymi na razie niedostępny) oraz dostępny od jesieni firmowy sklep Gridshop.

Rathakrishnan krytykuje Google za pełne oddanie chmurom. W jego ocenie jest jeszcze za wcześnie był pełne funkcjonowanie systemów powierzać w zupełności usługom sieciowym. Nie neguje jednak niesionych przez nie udogodnień i pewnie dlatego przechowywanie danych w chmurze dostępne jest i w przypadku GridOS. W czym to się objawia? Właściciel tabletu oglądający na nim dowolny film, przerywając jego odtwarzanie, ma możliwość uruchomienia go w tym samym momencie na innym, powiązanym z usługą urządzeniu, smartfonie czy komputerze osobistym.

System wykorzystuje także coś, co twórcy określają mianem „przewidywalnej inteligencji”. Widać to np. w kalendarzu, którego jedno z okien wyświetla nam informacje powiązane z danym spotkaniem, jak chociażby lokalizację na mapie lub rekomendację restauracji na lunch. Funkcja ta dostępna jest we wszystkich aplikacjach domyślnych GridOS: wyświetla powiadomienia związane z naszą aktualną lokalizacją, porą dnia i zwyczajami użytkowania. Pojawia się także w momencie gdy zaznaczymy jakieś słowo korzystając np. z przeglądarki. Wyświetlany wówczas roller wyboru podpowiada m.in. powiązane z zaznaczeniem aplikacje oraz sugerowane wyniki wyszukiwania.

Powstaje jednak pytanie najważniejsze – czy GridOS się przyjmie. Przecież rynek i tak obfituje już w umierające systemy mobilne typu chociażby Symbian. Jestem skłonny dać mu jednak odrobinę szansy. Dlaczego? Biorąc pod uwagę powalający na kolana news o zakupie Motorola Mobility przez Google śmiem twierdzić, że prędzej czy później Android stanie się systemem zamkniętym. A przynajmniej spółka z Mountain View postawi na czerpanie zysków finansowych z jego udostępniania. Sugerując się jednak projektami powiązanymi z przeglądarką Chrome i Chrome OS, zakładam, że społeczność nie pozostawi na pastwę losu entuzjastycznie przyjętego produktu. Jeśli nawet w najlepsze będą rozwijały się przedsięwzięcia typu CyanogenMod, to producenci będą szukali dla swoich produktów rozwiązań innowacyjnych, a przede wszystkim stabilnych. Tu właśnie stoi szansa przed GridOS.