36

FRUGO i ciepłe lody już mi nie smakują, czyli rzecz o truchle Secret Service

Kierując się nostalgią kilka tygodni temu kupiłem ze znajomym piwo pewnej duńskiej firmy. Trochę później z podobnego powodu poprosiłem w piekarni o zestaw ciepłych lodów. A sięgając dalej pamięcią, przypominam sobie, że uradowany wrzuciłem do koszyka FRUGO po reaktywacji. Wspólny mianownik? Nabyłem przez sentyment i cieszyłem się z zakupu w chwili płacenia. Gorzej było po […]

Kierując się nostalgią kilka tygodni temu kupiłem ze znajomym piwo pewnej duńskiej firmy. Trochę później z podobnego powodu poprosiłem w piekarni o zestaw ciepłych lodów. A sięgając dalej pamięcią, przypominam sobie, że uradowany wrzuciłem do koszyka FRUGO po reaktywacji. Wspólny mianownik? Nabyłem przez sentyment i cieszyłem się z zakupu w chwili płacenia. Gorzej było po konsumpcji.

Pewnie niektórych temat już męczy, ale wrócę jeszcze do zawieruchy wokół Secret Service. I to do jej korzeni. Nie jestem ekspertem od prasy growej w Polsce, fanem starego SS nie byłem, nazwiska „wskrzeszonych” redaktorów najczęściej nic mi nie mówią, ale to dobrze, bo nie miałem się komu narazić w ostatnich kwartałach i nikt mnie nie obrażał podczas przepychanek, które miały wyjaśnić, czy warto reaktywować pismo. Przyglądałem się temu zagadnieniu z dystansu i nie wywoływało ono u mnie większych emocji. Ot, grupa ludzi się kłóci, każdy przekonuje, że jego racja jest bardziej racją, niż racja drugiego. Standard, do tego może posłużyć każdy temat.

Wczoraj spędziłem sporo czasu na śledzeniu kolejnych wątków afery, czytaniu przeróżnych tekstów poświęconych tej kwestii, patrzyłem, jak odkrywane są nowe karty i dowiadywałem się kto pierze brudy z przeszłości. Największą zagadką pozostaje dla mnie postać Pana Waldemara aka Pegaza, którego chciałbym poznać. Piszę to całkiem serio – człowiek wyrasta na legendę polskiej prasy growej i jednocześnie biznesmena rodem z hollywoodzkiego filmu akcji. Czekam teraz na informację, że ten facet handlował czymś w Ameryce Łacińskiej i prowadził klub sportowy na Podlasiu. Mam nadzieję, że ktoś w końcu o tym napisze. Kończę wątek słynnego już Waldemara (destruktora chciałoby się dodać) i przechodzę do motywu właściwego: nostalgii.

Nie przywoływałem we wstępie kilku produktów przez przypadek. Pisałem już, że kupiłem je za sprawą sentymentu. Piwo kojarzyło mi się z wypadem poza granice naszego pięknego kraju, gdzie raczyłem się nim z kolegami, ciepłe lody to wspomnienie wczesnego dzieciństwa, a FRUGO… Wiadomo. Kupiłem te rzeczy, bo dobrze mi się kojarzyły. Ale więcej tego nie zrobię, gdyż nie były dobre. Nie wiem, czy zmieniły się moje kubki smakowe czy smak FRUGO, lecz nie byłem tym napojem tak zachwycony, jak piętnaście lat temu, gdy kupowałem butelkę w drodze ze szkoły i klikałem nakrętką.

Wyciągnąłem portfel i zapłaciłem za wspomniane rzeczy, bo wywołały uśmiech na mojej twarzy, przypomniały o czymś sympatycznym. Czymś, czego już nie ma. Nie kupowałem produktu, bo wiedziałem, że jest dobry – kupowałem wspomnienia i świat, który nie istnieje. W przypadku ciepłego loda za złotówkę czy piwa za kilka złotych nie jest to wielki wydatek, więc nie mogę powiedzieć, że straciłem pieniądze. Wspomnienia zostały jednak nadszarpnięte i rozczarowanie rzuciło na nie pewien cień. Było pięknie, a teraz pojawiła się rysa na tym idealnym obrazku.

Podobny problem leży u podstaw obecnej afery z SS. Ludzie płacili nie za świetnej jakości gazetę, lecz za wspomnienia z lat 90. XX wieku. Byli młodzi, może nawet bardzo młodzi, świat stał u ich stóp, rozwijał się potężny rynek gier, a pasjonaci wspaniale o nim opowiadali. Ludzie pili to FRUGO i czytali w wielkim skupieniu gazetę, którą przed chwilą kupili w kiosku. Nierzadko za kieszonkowe. Na kolejny numer czekali już w dniu nabycia tego najświeższego. Przypominają sobie teraz gazetę, szkołę/studia/pierwszą pracę, dom rodzinny, koleżanki i kolegów, uroki młodzieńczego życia. Eh, pięknie było i chciałoby się zaśpiewać z Bogusławem Lindą i Świetlikami, że nigdy nie będzie takiego lata.

Dochodzimy do sedna sprawy. Nie będzie ani takiego lata, ani takich dziewczyn, ani Secret Service. I nie jest to wina Pegaza czy jego kompanów. Pomysł reaktywacji, wskrzeszania nieboszczyka był w założeniu chromy. I mógłbym napisać, że wpłacanie pieniędzy na gazetę w ramach nostalgii to absurd, ale przecież sam kupowałem niektóre rzeczy przez sentyment, a nie dlatego, że ceniłem ich jakość. Obecną, nie tą sprzed 15 lat. Projekt Secret Service jako wielki powrót po kilkunastu latach zapomnienia był od początku skazany na porażkę. Zmienili się ludzie (i ci piszący i ci czytający), zmieniły się realia, zmieniły się ramy, w których to wszystko funkcjonuje. Niby nie od dzisiaj wiadomo, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, ale gdy do gry wkraczają emocje i wspomnienia, to zdrowy rozsądek schodzi na dalszy plan.

Bo czego właściwie spodziewali się czytelnicy/darczyńcy? Dobrych tekstów? Można je znaleźć bez SS. A inne oczekiwania nie przychodzą mi do głowy, gdy mowa o magazynie. Ludzie chcieli wrócić do przeszłości, lecz ten powrót okazał się brutalny. Miałem to samo z ciepłym lodem, który smakował strasznie. Podejrzewam, że rozczarowanie pojawiłoby się nawet w przypadku, gdy na półki sklepowe trafiłaby gazeta idealna z fantastycznymi artykułami, pięknymi grafikami, wydana na doskonałym papierze itd. I tak nie byłoby magii, ludzie mogliby pokręcić nosem. Bo nie dostali tego, na co liczyli. A liczyli na coś, czego nie można kupić.

Jeden z naszych Czytelników napisał pod tekstem dotyczącym „afery SS”, że to oznacza spadek zaufania do innych powrotów legend. Tu należy postawić ważne pytanie: czy nam kolejne powroty są potrzebne? Jeżeli te firmy/marki/produkty wyparowały z rynku, to musiał być jakiś powód. Zakończyły swój żywot i powinny pozostać na cmentarzu – nie ma sensu wskrzeszać umarlaka. Kierujmy się jakością produktów, a nie tym, czy w dzieciństwie mieliśmy radio z takim logo i było fajnie. Wiem, że łatwiej napisać, trudniej zrobić, ale sprawa Secret Service zapewne zniechęci niektórych do przywoływania duchów przeszłości.

Wiele osób miało pewnie pozytywne skojarzenia z Secret Service. Gazeta stanowiła jeden z elementów ich najpiękniejszych wspomnień. Sprzątali na strychu, trafiali na stare egzemplarze i na twarzy pojawiał się uśmiech. Albo znajomy pytał przy piwie: ty, pamiętasz, jak składaliśmy się na SS? I zaczynały się wspominki. A teraz, po wydarzeniach z ostatnich dni, co zapamiętają fani? Tytuł został nie tylko zabity po raz drugi, ale do tego zbezczeszczono jego truchło. Czy to było konieczne? Raczej nie. Dlatego napiszę krótko: nostalgia nostalgią, ale bez przyzywania umarlaków. Wszystkim wyjdzie to na dobre.

Źródło grafiki: youtube.com