147

Ceny flagowców nadal mnie dziwią i nie kupię takiego sprzętu

Po zeszłotygodniowej premierze iPhone'ów, napisałem, że dziwą mnie ceny tego sprzętu. Nie rozwijałem wątku, wyraziłem po prostu zaskoczenie. To z kolei zdziwiło niektórych Czytelników, część wręcz oburzyło. Zgadzam się, że może to dziwić: facet pisze o nowych technologiach od lat, wie, ile płaci się za produkty z tej działki, także te topowe i nagle unosi wysoko brwi, bo zobaczył cenę iPhone'a 7. Napiszę jednak wprost - ja się do tych cen nie mogę przyzwyczaić i nie kupiłbym takiego urządzenia. Nie wynika to ze skąpstwa czy porażającej biedy. Zwyczajnie nie widzę takiej potrzeby...

Flagowiec na rynku smartfonów nadal jest towarem pożądanym. W gronie topowych urządzeń nie znajdziemy dzisiaj kilkudziesięciu modeli, odnoszę wrażenie, że ono się kurczy. Dominują Apple i Samsung, swoje dorzuca jeszcze kilka firm: Sony, LG, HTC. Ich najdroższe słuchawki kosztują tysiące złotych, to przynajmniej jedna pensja przeciętnego Polaka. A nie zdziwię się, jeśli będą to dwie pensje. Nie jest tak, że każdy może pójść do sklepu, wyciągnąć portfel i kupić nowego iPhone’a bez mrugnięcia okiem. Co więcej, na taki krok może się zdecydować raczej mniejsza część społeczeństwa. Ktoś powie: produkt premium.

Ten wątek już kiedyś poruszałem, pisałem, że dla nas to może być premium, ale dla ludzi na Zachodzie sprawa wygląda trochę inaczej – nie jest produktem premium coś, co kupuje kilkadziesiąt procent społeczeństwa. To po prostu wyższa półka, która jest w zasięgu milionów. I to wytknięto mi przy okazji ostatniego wpisu: patrzysz z polskiej perspektywy. Tak, zgadzam się z tym. Ale to jednocześnie perspektywa sporej części populacji planety. Co więcej, miliardy ludzi mają gorzej niż ja, dla nich te kilka tysięcy złotych, to prawdziwy majątek.

Nie wspominam o tych uboższych, by zaraz napisać, że firmy powinny sprzedawać urządzenia za pół ceny, a najlepiej rozdawać je za grosze. Nie, to jest biznes i ja świetnie rozumiem sytuację. Jest popyt, jest podaż, ludzie chcą płacić, więc płacą. Nie mam zastrzeżeń do tego, że Apple czy Samsung zarabiają miliardy na słuchawkach za nieliche pieniądze. Gratuluję. I urządzeń i tego, że udaje się na nie znaleźć miliony klientów. Nie zamierzam też odwodzić ludzi od chęci nabycia takich słuchawek – to są ich pieniądze, niech robią z nimi co chcą. Jeśli ktoś ma taką potrzebę, niech kupuje. Nie wnikam, czy naprawdę potrzebuje takiego urządzenia i do czego, czy flagowiec pomoże mu w pracy albo po prostu połechcze ego: stać cię? Kupuj. Nie stać cię, ale chcesz mieć drogi telefon? Zadłużaj się i kupuj – twój wybór.

Chcę przy tym dodać, że sam nie kupiłbym takiego smartfona. Może i jest warty swej ceny, lecz ja z tego nie skorzystam – po prostu nie mam takich wymagań, nie potrzebuję telefonu za kilka tysięcy, by sprawdzać pocztę, korzystać z komunikatora, map, kilku aplikacji. No i funkcji dzwonienia, bo o tym coraz częściej zapominamy. Doskonale sprawdzają się w tym modele ze średniej półki cenowej. Nawet tej niższej-średniej. Podkreślam: patrzę przez pryzmat swoich potrzeb, wydatków, zarobków, ale zakładam, że gdyby zmieniły się poważnie te ostatnie, gdybym wygrał w totka, to nie poszedłbym w pierwszej czy drugiej kolejności do sklepu po telefon Apple, nie zastanawiałbym się, czy wystarczy mi jeden flagowiec Samsunga. Bo zwyczajnie tego nie potrzebuję. A zdziwienie ceną wynika raczej z tego, że nie wiem, do czego ludziom potrzebne takie rakiety napchane nowościami i funkcjami, z których większość leży potem odłogiem.

Może kilka lat temu wyglądało to inaczej, jeśli ktoś chciał mieć sprawny smartfon, musiał płacić większe pieniądze. Ale rynek się zmienił, sprzęt uległ poprawie, ceny spadły, pojawiło się kilka firm, które robią to dobrze i tanio. Z mojej perspektywy świetna sprawa, same plusy. Jednocześnie górna półka została, nawet uległa podniesieniu, pojawiły się też naprawdę tanie modele. Dla każdego coś się znajdzie, rynek dojrzał. Po premierach flagowców (nie tylko tych z logo Apple) nadal będę się jednak zastanawiał, dlaczego ludzie ustawiają się w kolejkach po te produkty, co takiego mają w sobie i dlaczego ja tego nie dostrzegam…