Moje przemyślenia

Flagowce wkraczają w kryzys tożsamości i nie jest to dobra wiadomość dla konsumentów

JS
Jakub Szczęsny
42

Jeśli mam być z Wami całkowicie szczery, to powiem Wam, że jestem gorącym fanem phabletów. Ale takich z prawdziwego zdarzenia - twórczych kombajnów, wszechstronnych technologicznych ninja z rysikiem i odpowiednim oprogramowaniem. Dlatego też w kwestii phabletów upodobałem sobie serię Note, z której...

Jeśli mam być z Wami całkowicie szczery, to powiem Wam, że jestem gorącym fanem phabletów. Ale takich z prawdziwego zdarzenia - twórczych kombajnów, wszechstronnych technologicznych ninja z rysikiem i odpowiednim oprogramowaniem. Dlatego też w kwestii phabletów upodobałem sobie serię Note, z której choć obecnie nie korzystam, uważam ją za wzór dla innych producentów. Phabletu też już nie mam, przesiadłem się na mniejszy, wygodniejszy w niektórych aspektach ekran.

Bardzo często na Antywebie podnoszę temat bezsensowego pompowania smartfonów - pikselami, calami, gigabajtami z pominięciem tego, czego tak naprawdę może chcieć użytkownik. Ten natomiast w sumie sam nie wie, co jest dla niego najlepsze i ślepo biegnie za trendami. Uważa, że skoro coś ma więcej tego i tego, a konkurent ma tego mniej - korzystniej wypada pierwszy. Nie wszyscy są obeznani z technologiami tak, jak my. Trzeba pamiętać, że we wszystkim trzeba liczyć się z pewnymi kompromisami. A flagowce, oprócz naturalnego pompowania wydajności, cały czas rosną. I niebezpiecznie zbliżają się do granic, w których trzeba będzie nazwać je phabletami.

Duże ekrany są świetne

To moja opinia. Nie mam problemów z obsługą dużego ekranu - wręcz przyznam, że idzie mi to o wiele lepiej, niż w przypadku urządzenia mierzącego sobie około 5 cali przekątnej ekranu. Nie jest to jednak żaden argument dla osób, które najzwyczajniej w świecie tego nie potrzebują. Nie pociąga ich duża przestrzeń robocza, wolą wszędzie móc dosięgnąć kciukiem i nie wypychać kieszeni telefonem. Świetnie. Równie dobrze mogą oczekiwać od urządzenia wydajności flagowca. Tu mogą zacząć się schody. Tak, jak wcześniej ludzie narzekali na wybrakowane często smartfony w wersjach "mini" (wyjątek - seria Xperia), niedługo zacznie się zasadne narzekanie na to, że trudno znaleźć urządzenie z ekranem o przekątnej około 5 cali o wydajności flagowca z prawdziwego zdarzenia.

Przyjęły się dobrze...

Jak pisałem dla Was wcześniej, mimo nieprzychylnych początkowo opinii na temat phabletów, wygenerowały one naprawdę pokaźny skok w udziałach na rynku smartfonów. Po części jest to zasługa flagowców, które coraz mocniej dobijają się do widełek, w których można mówić o urządzeniu jako phablecie. Nawet Apple, który wcześniej zarzekał się, że mniejsze wielkości ekranu są lepsze, wyprodukował w końcu smartfona, który oblega dolną granicę phabletowego przedziału. Jednak wszyscy są zadowoleni - mamy dwie wersje urządzenia. Dla jeszcze nie zdecydowanych lub po prostu niekoniecznie lubiących duże ekrany, jest jeszcze "szóstka bez plusa".

Brakuje mi jednak na rynku propozycji skrojonych na każdą miarę - niewymuszających zmiany przyzwyczajeń lub stylu korzystania ze smartfona. W dodatku takich, które nie niosą ze sobą przykrych kompromisów. Dla mnie pogodzenie się z gorszą wydajnością na rzecz mniejszego, wygodniejszego ekranu byłoby praktycznie niemożliwe. A często tak jest - wóz albo przewóz. Szkoda.

Grafika: 1, 2

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu