131

Potrzebujecie więcej dowodów? Dzisiaj już nie opłaca się kupować flagowca

Masa bajerów, z których większość klientów nie skorzysta, wysoka cena w abonamencie, na fakturze lub paragonie i telefon, któremu już zaczyna brakować argumentów w stosunku do średnich propozycji. Taki jawi nam się obraz flagowego telefonu komórkowego. Postęp techniczny w kwestii tych sprzętów spowodował, że opłaca się dzisiaj zapłacić dwa razy mniej za sprzęt, który będzie nam służył długo i co ważne - będziemy z niego zadowoleni.

Skończył się czas, gdy kupując telefon z Androidem (biorąc pod uwagę to, że musimy być zadowoleni długo – nie przez pierwsze trzy miesiące), rozglądaliśmy się jedynie za flagowymi sprzetami. Najbardziej wydajnymi, opakowanymi w mnóstwo przydatnych funkcji, z najlepszymi jednostkami fotograficznymi. Ale… dotarliśmy do muru, który będzie trudno przebić. Procesem technologicznym odnośnie procesorów nie będziemy podbijać stawki w nieskończoność. Przyrosty możliwości kolejnych generacji procesorów mobilnych są już coraz mniejsze. Niektóre rynki już mocno nasyciły się smartfonami i tam trudno będzie osiągnąć kolejne wzrosty (albo będzie to niemożliwe). Co to oznacza dla nas? W sumie, dla konsumentów jest to sytuacja świetna. Kupno dobrego smartfona już od dłuższego czasu przestaje być przedsięwzięciem wartym sprzedaży narządów, średnie propozycje bardzo szybko przejmują standardy znane dotychczas jedynie w droższych urządzeniach. A co na to producenci? Zaczynają to wreszcie dostrzegać i na swój sposób odpowiadają na nowe realia na rynku.

flagowce

Popatrzcie tylko co zrobił Huawei

Pokazał linię średniaków, które naprawdę mogą się podobać. Sprzęty odrobinę tańsze od flagowców, skupiające się na przekazanie urządzenia mobilnego „masom”, nie tylko geekom. Nikt nie bawił się w to, by mówić o superwydajnym procesorze, nikt nie wspomniał o ilości pamięci RAM zdolnej uciągnąć kilka aplikacji na raz. Mowa była o dobrym ekranie, świetnym aparacie i… możliwości długiego grania w Pokemon Go. Całości dopełniła blogerka modowa, która powiedziała: „ten smartfon jest fajny i ładny, bierzcie go”. No, to jak? Technologiami nie zaczyna rządzić moda? Przyznajcie, chyba miałem rację.

Ci, którzy już mieli kupić smartfony, interesują się nimi, rootują je, jara ich wydajność, rdzenie, gigabajty – już to zrobili. Znaleźli swoją ostoję, albo się jej trzymają, albo eksperymentują dalej. Ale ci ludzie wiedzą, czego chcą. Dzisiaj w salonie operatora komórkowego rzadko kto bawi się już w mówienie: „to się tnie, to nie, a to w ogóle jest słabe, lepiej wziąć to”. Większość urządzeń mobilnych ze średniej półki nie potrzebuje reklamy bijącej w takie parametry. Ludzie szukają urządzeń, które im się podobają, długo pracują na jednym cyklu ładowania, mają jakiś bajer, który konsumentowi odpowiada. Czasami kierują się sentymentem. W sumie to całkiem zrozumiałe.

Nikogo już nie obchodzą rdzenie – zresztą, „nietechnologiczne masy” obchodziło to zawsze znacznie mniej. Rzesza „sadowników” nie wie dokładnie jaki procesor drzemie w ich urządzeniach. Jak im powiesz: „Retina”, to albo skojarzą, albo zapytają się, czy nie chodzi o aktorkę porno. I tak dalej – skończyło się pompowanie podzespołów, baloników, a zaczęła się już naprawdę trudna, choć słuszna walka o klienta. Który kieruje się przede wszystkim emocjami. Przy okazji – chce mieć sprzęt dobry tak, jak obiecuje jego producent.

flagowce

Nie zdziwcie się, gdy Apple znowu odwali teatrzyk, Samsung przy okazji premiery średniaków zabawi się w popowy koncert, a LG zatrudni tancerki

Sprzęt już nie zaskakuje. Amazing się skończył. Możliwości się skończyły. Innowacje przypominają dziwactwa (patrzę na Was, LG Friends), a klienci zauważają, że telefon, który kupili dwa lata temu, wydali na niego sporą część pensji (albo i całą – w Polsce to nie problem) dalej działa. I to nawet nieźle. Wymienią go? Skądże. Najnowsza generacja flagowca jest droga i też działa. Może jest kilka bajerów więcej, może oprogramowanie jest aktualniejsze, ale przecież ten, który ma się w kieszeni dalej funkcjonuje. Po co zmieniać?

I tutaj do głosu dochodzą średniaki. Pojawienie się mocnych propozycji z tej półki cenowej na rynku to naturalna kolej rzeczy. Po pierwsze – ci, którzy do tej pory zadowalali się low-endami, mogą mieć chęć na to, by sprawić sobie atrakcyjnego cenowo, ciekawego smartfona. Po drugie, ci, którzy mają starsze flagowce, być może skłonią się ku średniej półce i zostaną lojalnymi klientami. I to właśnie na tym polu odbędzie się najważniejsza walka w ciągu kilku najbliższych lat. Kto zgarnie rynek średniaków, dostanie solidną rurkę z kremem. Co na to Apple? iPhone SE może nie wystarczyć…