28

Jeśli planowałeś lecieć na Marsa, to masz okazję żeby się wczuć w taką sytuację

mars
HiRISE (High Resolution Imaging Science Experiment) czyli Naukowy Eksperyment Przetwarzania Obrazu Wysokiej Rozdzielczości, to kamera wysokiej rozdzielczości zamontowana na amerykańskiej sondzie kosmicznej o nazwie Mars Reconnaissance Orbiter, znajdującej się na orbicie planety Mars. Za jej pomocą wykonano ponad 50 tys. zdjęć powierzchni czerwonej planety, z których tworzone są anaglify dostępne do oglądania i pobierania dla wszystkich zainteresowanych.

Jan Frojdman

Jan Frojdman jest artystą i fotografem, a w swoich pracach inspiruje się między innymi astronomią. Jest autorem ciekawego projektu, dzięki któremu możemy zobaczyć jakby to było znajdować się w statku lecącym wysoko nad powierzchnią czerwonej planety. Być może kiedyś tego typu widoki będą dostępne dla kogoś, kto faktycznie uda się na orbitę Marsa we własnej osobie. Póki co nikt nie doświadczył takiego luksusu (a za razem ekstremy), więc możemy zadowolić się dobrze wykonaną artystyczną wizualizacją.

Sam autor podkreśla, że jego praca nie ma charakteru naukowego. Mimo iż posłużył się prawdziwymi zdjęciami powierzchni Marsa, które zostały wykonane przez kamerę znajdująca się na wartej 720 milionów USD sondzie orbitującej wokół planety, to efekt końcowy jest tylko i wyłącznie dziełem artystycznym, stworzonym w celach rozrywkowych.

Zdjęcia wysokiej rozdzielczości z sondy Mars Reconnaissance Orbiter były wykonywane przez ostatnich 12 lat. Jan Frojdman pracował z nimi ponad 3 miesiące dla uzyskania pożądanego efektu. Najpierw musiał zając się ich doborem. Zależało mu na wykorzystaniu obrazów z najbardziej interesującymi fragmentami powierzchni naszej sąsiedniej planety. Następnie pokolorował wyselekcjonowane zdjęcia, które były w skali szarości. W związku z tym, że każdy widz miał choć przez chwilę poczuć się jak astronauta przelatujący nad Marsem, warto było tego dokonać – inaczej zapewne trudno byłoby się wczuć w czarnobiałą rzeczywistość.

Kolejnym krokiem artysty było identyfikowanie charakterystycznych cech, takich jak kratery czy góry i dopasowywanie ich pomiędzy parami zdjęć. Na koniec wykorzystał to do tworzenia poszczególnych klatek filmu, dzięki czemu możemy cieszyć oczy fikcyjną podróżą nad powierzchnią Marsa.

Długa i żmudna praca

Frojdman tłumaczył, że to długa i żmudna praca. Łączenie obrazów wzdłuż punktów odniesienia czasem wymaga setek takich punktów, a czasem tysiące. Wszystko zależy od topografii terenu znajdującego się na zdjęciu. Najłatwiej jest z płaskimi regionami, natomiast znacznie więcej pracy wymagają zróżnicowane powierzchnie o złożonej topografii. Autor pracy dodał, ze być może istnieje jakieś oprogramowanie, które pozwala zautomatyzować ten proces, jednak niczego takiego nie znalazł.

Geolog planetarny z NASA, Alfred McEwen twierdzi że owszem, takie oprogramowanie istnieje i jest wykorzystywane np. w laboratorium naukowca. Jednak ręczne wykonanie całej pracy może podnieść jej wartość. Oglądając to co stworzył Jan Frojdman warto pomyśleć sobie o tym, iż osobiście dobrał ponad 33 tys. punktów odniesienia, żeby uzyskać taki efekt.

Frojdman napisał na swojej stronie, że bardzo chciałby zobaczyć zdjęcia z powierzchni Marsa, które zostaną wykonane przez zawodowego fotografa pejzażowego. Jednak artysta dzieli się obawą, że prawdopodobnie takie fotografie nie powstaną w trakcie jego życia.

Źródło 1, 2