digital wellbeing
21

Weźcie sprawy w swoje ręce. Nikt nie zadba o wasze „digital wellbeing”

Ostatni trend wśród największych w branży to pomoc w... ograniczeniu korzystania z ich usług. Prawda jest jednak taka, że żadne z tych narzędzi nie pomoże, dopóki sami nie zabierzemy się za zmiany...

Ostatnie miesiące dla kolejnych usług technologicznych upływają pod hasłem digital wellbeing. W skrócie: chodzi o zestaw narzędzi, które pozwolą kontrolować czas, jaki spędzamy przed ekranami smartfonów i komputerów. Łatwą kontrolę minutową / godzinową, a w razie potrzeby także blokady dostępu do aplikacji. Taka kontrola rodzicielska dla świadomych użytkowników. Brzmi głupio, prawda? No prawda — w końcu po co producenci tych wszystkich wciągających jak narkotyki usług i gadżetów mieliby wysyłać nas na odwyk? Tym bardziej, że jeszcze nigdy nie nauczono nas jak z nich rozsądnie korzystać — a na przestrzeni lat sam przekonałem się, że to nie jest wcale takie proste.

digital wellbeing

Nie, żadna firma nie zadba o moje digital wellbeing

Jakkolwiek nie chcieliby nam tego wmówić: Apple, ani żadna inna firma technologiczna, nie są w stanie z dnia na dzień sprawić, że będziemy rozsądnymi użytkownikami. Czy to YouTube’a, czy Facebooka, czy po prostu smartfona. Do tego potrzebna jest świadomość, samodzielnie stawianie barier i chęć zmiany. A sam wielokrotnie już przekonałem się, że mimo dobrej woli — to trudniejsze niż mogłoby się wydawać. Bo przecież jak tu wyłączyć Instagram, kiedy w prywatnych wiadomościach od godziny prowadzimy pasjonującą rozmowę z nowopoznanym człowiekiem?

digital wellbeing

Po prostu — wyłączyć. A jeżeli trzeba: odinstalować aplikację z telefonu, zablokować dostęp do serwisu na komputerze. Myślę że nie ma jednej dobrej recepty w tej kwestii, bo dla każdego sprawdzi się co innego. Wierzę że faktycznie jest grupa ludzi, która widząc jak wiele czasu dziennie poświęca youtube’owi, wyciągnie wnioski i wypracuje schemat, który pozwoli takowy ograniczyć. Ale umówmy się: w interesie Google na pewno nie jest to, abyśmy oglądali go jak najmniej — to jakiś trend (opcjonalnie: strach przed ewentualnymi pozwami sądowymi?). Co zabawne — nie tak dawno opublikowane zostały wyniki badania, w którym nawet nastolatkowie twierdzą, że spędzają przed telefonem za dużo czasu — a skoro ta grupa się do tego przyznaje to… może faktycznie zacząć działać i zastanowić się, czy aby na pewno korzystamy z tych wszystkich dobrodziejstw rozsądnie? A jeżeli nie, to… co możemy zrobić, aby to zmienić?

digital wellbeing

Jestem przykładem na to, że czasami potrzebne są kroki dość… radykalne

Od wielu lat staram się zapanować nad tym całym digital wellbeing. Odważyłem się usunąć większość powiadomień (nie tylko na komputerze, ale też na telefonach) — świat się nie zawalił. Podobnie zresztą jak po tym, gdy kilka dobrych lat temu skasowałem konto na Facebooku — wbrew pozorom w dzisiejszych czasach da się przeżyć także bez niego, a starzy znajomi jakoś dają sobie radę ze znalezieniem kontaktu do mnie, jeżeli faktycznie im na tym zależy. Przez wiele miesięcy maniakalnie odświeżałem też Twittera, w efekcie po kilka razy czytałem te same wpisy. Tutaj wystarczyło usunąć aplikację z telefonu, do wersji webowej (nie wiedzieć czemu) zaglądam znacznie rzadziej — i pozwoliło mi to nieco rozsądniej korzystać z platformy. Czasami zdarza mi się też przez tydzień czy dwa w ogóle nie korzystać z komunikatorów — a gdy wracam, korzystam z nich… jakby mniej. Nie są to recepty idealne i na pewno nie zadziałają u każdego, ale tak jak mówiłem — prawdopodobnie idealnych rozwiązań tutaj nie ma. I każdy potrzebuje swoich. Propozycji od wielkich korporacji nie traktujcie jako rozwiązań, a narzędzi, które pomogą wam nieco nad tym zapanować.

Wiecie co na początku najbardziej mnie zdziwiło? Że bez Facebooka świat się nie wali. Nie wali się też, kiedy nie odpiszecie na maila w przeciągu kilku minut, odrywając się od tego, co obecnie robicie. A świat bez tych ciągłych piknięć telefonu czy wibracji jest jakby… spokojniejszy.