Facebook

Reklamodawcy pozywają Facebooka. Wszystko przez zawyżanie wyników reklam wideo

JS
Jakub Szczęsny
3

Sprawę opisywaliśmy dla Was wielokrotnie. Otóż, Facebook, wdrażając własny format wideo w serwisie społecznościowym, chciał przy okazji zachęcić reklamodawców do jego szerokiego wykorzystywania. Z tego powodu również, gigant postanowił nieco "podbić" swoje statystyki stosując dziwną nieco metodologię zliczania odsłon treści wideo. Tym samym, wytworzył złudzenie wysokiego zaangażowania użytkowników w reklamy.

Na to złapało się dosyć sporo reklamodawców. Tuż po tym, jak zaprezentowano bardzo ciekawe dane dotyczące oglądalności treści wideo na Facebooku i porównano to z kulawą metodologią zliczania odsłon, okazało się, że statystyki nijak nie mają się do tego, co dzieje się w serwisie społecznościowym naprawdę. Facebook bowiem nie szczędził środków, by udowodnić reklamodawcom, że ich materiały reklamowe radzą sobie lepiej, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Bardzo kontrowersyjnym okazał się być fakt, iż wyliczenia Facebooka pomijały niemal w całości odrzucenia, zliczając odsłony reklamy nawet już po kilku sekundach. Dla reklamodawców to był jasny sygnał, że ich materiał radzi sobie po prostu dobrze. Nie przekładało się to jednak na rzeczywistą konwersję i odsłony okazywały się być po prostu puste.

Z tego powodu właśnie, trzech reklamodawców złożyło pozew do sądu federalnego w San Francisco przeciwko Facebookowi. W dokumencie wskazują oni na fakt, że wydali pieniądze na materiały reklamowe, otrzymali statystyki, jednak te nie miały żadnego pokrycia w rzeczywistości. Zostali wprowadzeni w błąd, gdyby nie bardzo obiecujące statystki reklam, to prawdopodobnie nie zdecydowaliby się na umieszczanie tam swoich materiałów i poszli z nim gdzie indziej.

Nieznane są żądania trójki reklamodawców odnośnie odszkodowań. W odpowiedzi na ten pozew, gigant społecznościowy orzekł, iż sam pozew jest kompletnie bezpodstawny. Winę zrzuca również na błąd w obliczaniu czasu spędzanego na oglądaniu treści reklamowych z 60 procent do 80 procent w okresie od 2014 do 2016 roku. Prawdopodobnie to będzie podstawową linią obrony - Facebook zdaje sobie sprawę z "błędu", jaki został popełniony w wyliczeniach, naprawił go i zrobił wszystko, co w jego mocy, by nie powtórzył się ponownie. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że było to działanie absolutnie celowe, a to by oznaczało, że propaganda sukcesu giganta miała na celu wytworzenie sztucznego zainteresowania reklamami wideo na platformie.

Przy okazji innego wpisu opisywałem dla Was eksperyment Green'a, w którym wykazano nieprawidłowości w zliczaniu odsłon:

Ważne w kontekście wideo jest zaangażowanie oglądającego. Owszem – można kliknąć na wideo, ale tym wartościowszy jest nasz widz, im więcej obejrzy. A dla nas to wskaźnik, czy wideo jest ok, czy podoba się nasza koncepcja i czy platforma na której się pojawił jest przyjazna. W przypadku Facebooka, ludzie nie widzą na razie żadnych zalet z korzystania z niego jako platformy wideo. „Kombajnowe” zapędy giganta kończą się tam, gdzie zaczyna się zaangażowanie. Green potwierdził to prostym eksperymentem. Odpływ użytkowników podczas oglądania wideo był dużo szybszy w przypadku Facebooka, niż jak to ma miejsce w serwisie YouTube. Facebook, aby sobie dać radę z niskim zaangażowaniem, zlicza „wyświetlenie” już od trzeciej sekundy. YouTube jest tak mocno okopany na rynku, że może sobie pozwolić na postawienie na mocne zaangażowanie i tam wyświetlenie liczy się już od około 30 sekund oglądania filmu.

Zliczenie odsłony już od trzeciej sekundy jasno sugeruje nam intencjonalność działania Facebooka. Nie jestem pewien jednak, czy i w tym przypadku gigant nie wykaraska się ze sprawy sądowej i utrze nosa niezadowolonym reklamodawcom. W tym przypadku jednak, wolałbym, żeby Facebook został pociągnięty do odpowiedzialności za wprowadzanie w błąd osób, które zapłaciły mu za wymierne efekty (których nie było).

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

pozewFacebook