16

eGazeciarz – tego było trzeba mojemu Kindle’owi

Są takie rzeczy, które można wręcz nazwać rytuałem każdego poranka. Jedną z nich jest codzienna porcja świeżych informacji. Można ją przyjmować na różne sposoby. Tradycjonaliści przyniosą sobie z kiosku gazetę, dla geeków i innych świadomych technologicznie użytkowników źródłem będzie raczej internet – w smartfonie, tablecie, komputerze. Ja uwielbiam do tego celu wykorzystywać Kindle’a. Serwis eGazeciarz […]

Są takie rzeczy, które można wręcz nazwać rytuałem każdego poranka. Jedną z nich jest codzienna porcja świeżych informacji. Można ją przyjmować na różne sposoby. Tradycjonaliści przyniosą sobie z kiosku gazetę, dla geeków i innych świadomych technologicznie użytkowników źródłem będzie raczej internet – w smartfonie, tablecie, komputerze. Ja uwielbiam do tego celu wykorzystywać Kindle’a. Serwis eGazeciarz sprawił natomiast, że będę to robił jeszcze bardziej intensywnie. Dlaczego?

Nie od wczoraj istnieje możliwość subskrypcji treści z różnych serwisów za pomocą czytnika firmy Amazon. Nie od wczoraj również działają narzędzia, które to umożliwiają. Najpopularniejszym jest chyba kombajn Calibre, który po zainstalowaniu daje nam nie tylko wszelkie narzędzia do zarządzania wirtualną biblioteką, ale też szereg dodatkowych modułów, wśród których jest właśnie też menedżer subskrypcji. Jednak, żeby codzienne dostawy treści były efektywne, musimy pamiętać o regularnym uruchamianiu programu (lub komputera, jeśli mamy go w autostarcie). W przypadku eGazeciarza sytuacja jest o wiele mniej skomplikowana. Serwis co prawda nowością nie jest, ale ostatnimi czasy doczekał się bardzo solidnych zmian, które sprawiły, że właściwie odżył na nowo.

Idea działania eGazeciarza jest bardzo prosta. Po założeniu konta otrzymamy dostęp do bazy serwisów, z których treści możemy subskrybować. Wśród nich są popularne polskie źródła (m.in. Antyweb), ale też zagraniczne serwisy anglojęzyczne, hiszpańskie i niemieckie. Możemy też w ten sposób subskrybować program TV lub komiks z Garfieldem lub Dilbertem. Możliwości jest dość dużo (93 polskie  i 25 zagranicznych stron) i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.

Po wybraniu serwisu musimy ustalić w jakich dniach oraz o jakich godzinach będziemy dostawali biuletyn z ostatnimi artykułami. Możemy też go wypróbować, klikając „Pobierz teraz”. Wówczas otrzymamy jednorazowo zestaw artykułów i będziemy mogli zdecydować, czy chcemy je czytać regularnie. W chwili obecnej, jak podaje eKundelek.pl, największym zainteresowaniem cieszą się: gazeta Wyborcza, Newsweek, Duży Format i Wprost. Co ciekawe, Antyweb jest w pierwszej 15-tce najchętniej subskrybowanych.

Gazety są przesyłane na Kindle’a w specjalnej postaci „Periodical View”. Ma to swoje wady i zalety. Do wad należy na pewno zaliczyć pewne błędy zdarzające się podczas konwersji (co jest podobno bolączką samego konwertera Kindlegen, który do tego służy). Zaleta to natomiast znacznie przystępniejsza forma. W takiej postaci mamy dostęp do spisu treści i możemy swobodnie nawigować pomiędzy poszczególnymi artykułami. Jeżeli ktoś kiedyś subskrybował cokolwiek za pomocą Calibre, będzie wiedział o co chodzi.

W najbliższej przyszłości twórcy planują też wdrożyć możliwość pobierania własnych kanałów RSS. Znacznie rozszerzyłoby to możliwości serwisu, który w takiej postaci mógłby współpracować z właściwie każdą stroną www. Wszelkie błędy, sugestie oraz pytania można zamieszczać na forum eKsiążki, gdzie znajduje się specjalny dział poświęcony eGazeciarzowi.

Dziś otrzymałem pierwsze gazety na mojego Kindle’a z serwisu. Nie musiałem w tym celu uruchamiać ani komputera, ani Calibre’a. Po prostu wstałem i włączyłem domowy router – reszta działa się sama. eGazeciarz jest niesamowicie wygodny. Jeżeli twórcy będą go nieustannie rozwijali i wzbogacą o nowe funkcje (osobiście czekam na funkcję pobierania treści ze schowków, jak Pocket czy Spool), może szybko podbić serca posiadaczy czytników z logo Amazon. Z drugiej jednak strony takie rozwiązanie to po części cios w dostawców treści. Czytając ich artykuły na Kindle’u nie wyświetlamy reklam i tym samym nie „płacimy” za nie. Dlatego warto, mimo wszystko, od czasu do czasu zajrzeć też na subskrybowane strony z poziomu przeglądarki, żeby chociaż częściowo wynagrodzić autorom ich wysiłek.