34

Nie wpadłbym na to, że układ klawiatury może mieć na mnie aż taki wpływ

Naukowcy badają wszystko, co tylko się da zbadać. Z różnym skutkiem rzecz jasna, ale jednak. Do grona tych nieco bardziej interesujących (choć nie jestem pewien, czy potrzebnych) badań dołączmy to, które dotyczy korelacji trudności z napisaniem wyrazu na klawiaturze z tym, czy go "lubimy". Owszem, brzmi głupio. Ale takie głupie w zasadzie nie jest.

Co do ciężkiego licha robi w naszym świecie układ QWERTY?

Układ klawiatury, którym dysponujemy obecnie nie jest możliwie najefektywniejszym z kilku powodów. Po pierwsze – QWERTY wcale nie służył temu, by ludzie pisali szybciej. Owszem, było to bardzo ważne i da się to osiągnąć przy właściwie każdym układzie (w jednym szybciej, w drugich wolniej), ale najważniejszą intencją Scholesa, twórcy układu było to, aby… przy szybszym pisaniu na maszynie nie dochodziło do zakleszczania się ramion z czcionkami. Potem trudno było już odzwyczaić się od starego, sprawdzonego w maszynach do pisania układu i naturalnie, wszedł on do użycia również tam, gdzie o problemie zakleszczania się czcionek nie może być mowy. Co prawda, próbowano wdrażać inne układy klawiatur, np. Dvoraka. Jak widać po tym, co znajdujemy w naszych smartfonach oraz konwencjonalnych klawiaturach – nie zdało to egzaminu. Tak po prostu.

Drugim powodem, dla którego QWERTY nie może być (i nie jest) najefektywniejszym układem klawiszy jest fakt, iż jest on niemalże taki sam dla całego świata – z pewnymi wyjątkami. We Francji mamy do czynienia z minimalną (tą bardziej widoczną) zmianą (układ AZERTY), natomiast w Niemczech Z zamieniono miejscami z Y.

Ok, jaki to ma związek z tym, jak lubimy konkretne wyrazy?

Zanim przejdę do meritum sprawy, pozwolę sobie odnieść się jeszcze trochę do tego, jak się komunikujemy za pośrednictwem technologii. Obecnie jesteśmy nastawieni na możliwie krótkie komunikaty zawierające w sobie jak największą ilość informacji. Ten fakt stanowi zaś pozycję wyjściową dla naukowców dla rozważań na temat konkretnych postaw wobec różnych wyrazów. W przypadku naukowców anglojęzycznych, sprawa będzie się mieć odrobinę inaczej. Dla nich zestaw wyrazów „lubianych” będzie zupełnie inny niż dla naszego języka. Więc, gdzie dla anglika wedle hipotez badaczy „poop” będzie się kojarzyć pozytywnie, dla nas „atrakcyjny” będzie wołacz liczby pojedynczej wyrazu „kupa”. O, właśnie. Sama „kupa” nie będzie dla nas wyrazem atrakcyjnym, bo litery go budujące ogółem znajdują się po przeciwnych stronach klawiatury.

Zgodnie z tym, że większość świata to ludzie praworęczni, naukowcy wysnuwają wnioski, że lubimy bardziej te wyrazy, które napiszemy za pomocą jednej ręki – tej dominującej. Oczywiście, u leworęcznych zachodzi podobna zależność – jeżeli cały wyraz będą w stanie napisać za pomocą lewą ręki, będzie im się wydawać „atrakcyjniejszy”.

Jakieś szersze wnioski z badania? Cóż, na upartego można by było stwierdzić, iż osoby odpowiedzialne za budowanie marek powinny zalecać tworzenie ich nazw w oparciu o tę zależność. Jak widać, trudno jest wskazać firmę / markę, którą można by było zapisać jedną ręką na klawiaturze QWERTY. Jedyne, co mi przyszło na razie na myśl, to „West” – marka papierosów. Ale umówmy się, nikt podczas wymyślania nazwy marki o wspomnianej zależności nie myślał. Obstawiam, że nawet jeśli istnieje (są na to pewne dowody, ale mnie szczerze nie przekonują), to mimo wszystko jest ona tak mało istotna, że może funkcjonować głównie jako ciekawostka naukowa. Dużo większym problemem jest fakt, iż nasza komunikacja opiera się na sposobie wprowadzania tekstu, który z efektywnością ma wspólnego tyle, co świnia z astronomią. QWERTY to bodaj najbardziej oporny relikt dawnej epoki – trudno dziś ocenić, dlaczego ten układ klawiatury w ogóle ostał się w naszym świecie.

Grafika: 1, 2