25

Edge jest najszybszy! Tak szybki, że nie czeka na Twoją zgodę, aby zabrać Twoje dane.

Edge pretenduje do miana najszybszej przeglądarki na świecie. Tak szybkiej, że zabiera Twoje dane zanim zdążysz powiedzieć, że nie chcesz, aby to robiła.

Od momentu objęcia władzy w Microsoft przez Nadelle byłem ogromnym optymistą. W końcu na czele tej skostniałej, sztywnej, nudnej, biznesowej firmy stanął człowiek z wizją, który niczym Gates wie co robi. Satya Nadella rozumie potrzeby konsumentów. Udało mu się sprawić, że Microsoft tworzy fajne (nie zawsze dobre, ale fajne) produkty.

Niestety Microsoft ma drugą twarz. Nie umie odnosić sukcesu za sukcesem. Ta firma musi sknocić masę pomysłów zanim uda im się zrobić coś dobrego. Każdy z Was może z marszu strzelić kilkunastoma produktami od MS, które miały potencjał, a zostały koncertowo zepsute.

To może spotkać Edge

Przeglądarka Edge od pierwszego dnia była dla mnie powiewem świeżego powietrza. Używam jej na Windowskie, MacOS, Androidzie. Wszędzie tam, gdzie da się ją zainstalować. Wersję opartą o Chromium używam jako głównej od pierwszej dostępnej wersji beta i nie żałuję tego.

Podoba mi się, że Microsoft nabrał wiatru w żagle na rynku przeglądarek i buduje swój produkt w sensowny (nie zawsze dobry czy skuteczny) i przemyślany sposób. Niestety zaczynam mieć obawy, że mroczna strona firmy nie daje o sobie zapomnieć.

Ostatnio dużo mówiło się o tym, że MS na siłę instaluje Edge Chromium na komputerach użytkowników. Z kolei w ten weekend Reddit został zbombardowany doniesieniami o to, że Edge bez pytania sonduje dane zapisane przez inne przeglądarki, a przedstawiciele firmy wyjaśniają to w sposób bardzo charakterystyczny dla nich czyli nieudolnie. Jednak po kolei.

Edge na nic nie czeka

W momencie pierwszego odpalenia Edge, przeglądarka pyta o to czy użytkownik chce, aby dane z innych przeglądarek zostały zaimportowane. Niby wszystko ok. Jest komunikat, można odmówić. Problem jednak w tym, że Edge nie czeka. Panuje tzw. ciche przyzwolenie. Procesy importujące ruszają bez naszej zgody i są przerywane, gdy zgody nie udzielimy. Problem numer dwa dotyczy ręcznego anulowania procesu. Jeśli, dla przykładu, zamkniemy przeglądarka w trakcie pierwszego odpalenia to zaimportowane bez naszej zgody dane mogą nie zostać usunięte.

Niby pierdoła, niby Pacholczyk się czepia, ale niesmak pozostaje. Oliwy do ognia dodaje nieudolne tłumaczenie przedstawiciela Microsoftu o które poprosił serwis Windows Central.

W trakcie pierwszego uruchomienia, klient ma możliwość wybrania czy chce, aby zaimportowane dane zostały zachowane lub usunięte. Te dane będą usunięte jeśli (klient) nie zdecyduje się na kontynuowanie ich importowania. Jeśli klient zamknie przeglądarkę przedwcześnie w trakcie pierwszego uruchomienia (np. przez Manager Zadań), dane mogą nie zostać w pełni usunięte. Rekomendujemy klientom, aby nie zamykali procesu przedwcześnie, aby zapewnić spodziewany rezultat

Wiecie co tu jest głupie? To, że Microsoft nie widzi problemu, a jedynie coś próbuje nam wmówić, że wszystko jest jak być powinno. Z ich perspektywy na pewno. Dlaczego w sieci jest tyle dymu o całą sytuację? Bo nikt nie lubi jak mu się grzebie w danych bez jego zgody. Fakt, że nie zdążyliśmy powiedzieć „nie”, nie oznacza, że mówimy „tak”.

I jeszcze jedno. Jak już coś sknocili i zrobili źle to mogliby chociaż dać sensowne wyjaśnienie albo walnąć się w pierś, a nie udawać, że wszystko jest cacy.