13

E-recepta. Dostałem taką i nie umarłem. System (prawie) działa

Koniec z błędami w receptach! Koniec z nieczytelnym pismem lekarza, który ma na jednego pacjenta jakieś 15 minut (a nierzadko mniej). Koniec z receptami, które zjadł pies, uprały się w pralce lub zginęły w odmętach dokumentów. Pomysł na e-receptę pięknie wygląda i jest potrzebny. Jak wypadło jego wdrożenie?

W ciągu ostatnich 22 dni stycznia dwa razy dostawałem receptę. I za każdym razem otrzymywałem… papierek z kodami kreskowymi. Jak się dowiedziałem, jest to „papierowy wydruk e-recepty”, nie dostałem natomiast żadnego kodu SMS. Tak miało być ponoć wygodniej i bezpieczniej, bo „system jest jeszcze dziwny i w sumie, to pacjenci wolą dostać papierek”. Ok, zatem. Dostałem taki papierek raz i drugi raz. Udało się zrealizować. Świat się od tego nie zawalił. Wręcz przeciwnie.

Czytaj więcej: E-recepty obowiązkowe w Polsce

Lekarze, choć jak widać w internecie z różną ufnością podchodzą do kwestii e-recept, ogólnie widzą w systemie sporo pozytywów. Przede wszystkim istotne jest to, że wreszcie lekarz będzie mieć pełen ogląd na to, co zostało wypisane danemu pacjentowi, na co zrealizował receptę i na co się leczy. Tym samym (mam nadzieję) pozbędziemy się przypadków przepisywania leków, które wchodzą ze sobą w interakcje – na przykład w sytuacji, gdy pacjent leczy się u kilku specjalistów. Dodatkowo, cała historia wypisywanych leków jest dostępna dla lekarza (i dla pacjenta – ale o tym później). Osoby, które mają problem z farmakomanią nie będą w stanie ukryć tego, że często otrzymywały receptę na konkretny lek – i dowie się o tym każdy lekarz, do którego pójdzie. Zalet e-recepty jest znacznie więcej – dla mnie niezwykle istotne jest to, że na tak wystawionym przepisie lekarza mogę wykupować leki w różnych aptekach, co było bardzo utrudnione (lub wręcz niemożliwe) w tradycyjny sposób.

Pacjent.gov.pl – jak dla mnie świetnie zorganizowana platforma

Do serwisu pacjent.gov.pl logowałem się dawno temu – nie miałem większej potrzeby do niego zaglądać przed wprowadzeniem e-recept. Natomiast bardzo miło zaskoczyłem się, gdy odświeżyłem ją sobie kilka dni temu. Nie dość, że widzę tam wszystkie wystawione mi recepty w ciągu ostatniego roku, to na dodatek – widzę wszystkie wizyty u lekarzy sprzed… ponad 5 lat (hospitalizacje, SOR-y i tak dalej). Ministerstwo Zdrowia oraz Ministerstwo Cyfryzacji zadbały o to, by pacjent mógł zapoznać się z przepisanym lekiem (sekcja Apteczka), wyświetlą się tam również elektroniczne zwolnienia, skierowania na badania oraz sekcja specjalnych uprawnień (np. dla pełnomocników lub pracowników służby zdrowia). Naprawdę, super to wygląda, świetnie działa i cieszy oko. Muszę powiedzieć wprost – ostatnie 5 lat to zdecydowanie najlepsze lata dla cyfryzacji różnych sfer życia obywatelskiego w Polsce.

Jeżeli pacjent rzeczywiście korzysta z platformy pacjent.gov.pl, jeżeli ma skonfigurowane: dane kontaktowe – będzie zadowolony z tego, jak działają e-recepty, jak działa cały system. Rzadko słyszę o brakach w receptach od innych użytkowników e-recept. Owszem, lekarz może pomylić się przy wpisaniu nazwy leku, może pomylić się w dawkowaniu. Farmaceuta dalej może się pomylić w trakcie wydawania specyfiku. Ale i tak ograniczamy mnóstwo możliwości popełnienia błędu. Co więcej, unikamy sytuacji, w których tu brakło pieczątki, tu brakło informacji i recepta jest „nie do realizacji”. Wielokrotnie w aptekach widziałem starszych ludzi, którzy zostali odprawieni z kwitkiem, bo lekarz nie dopełnił pewnych formalności. Co mają zrobić tacy ludzie? Idą do lekarza, nierzadko czekają w kolejkach tylko po to, by dostać pieczątkę. Smutne, ale prawdziwe.

e-recepta

W ciągu ostatnich lat moje koszty refundacji wyniosły…

1743 złote. Relatywnie niewiele, muszę stwierdzić (biorąc pod uwagę to, ile włożyłem do tego systemu). I to również można sprawdzić za pomocą tej platformy. To absolutna pierdoła, ale twórcy postanowili ją tam umieścić (absolutnie nie rozumiem po co). Ja mogę powiedzieć jedynie tyle – jeżeli ten system nie działa, to jedynie ze względu na przyzwyczajenia pacjentów oraz lekarzy. Wszystko wygląda na zaskakująco przejrzyste i „używalne”. Czapki z głów, bo to jedno z milszych zaskoczeń w tym miesiącu.