28

Dzień Dziecka dla opornych czyli jak kupić mądre i inspirujące prezenty zamiast trzydziestej paczki klocków

Nasze dzieci mają dziś za dużo zabawek. Większość dzieci nie potrzebuje nawet połowy tego, co już można znaleźć na ich półkach i w szufladach. Nie dość, że uczymy je złych nawyków „bezrefleksyjnego konsumpcjonizmu”, wywołujemy wrażenie, że zabawek nie trzeba szanować, ponieważ zaraz pojawią się kolejne. Do tego jeszcze najczęściej staramy się je „tanio” zadowolić, kupując kolejne Lego lub grę w którą „wszyscy” grają. Z okazji Dnia Dziecka chciałbym Wam podrzucić kilka pomysłów na innego typu prezenty, takie, które mogą Wasze dzieci, a i Nas przy okazji czegoś nauczyć.

Kupowanie „mądrych” prezentów jest trudniejsze

Zanim jednak przejdziemy do propozycji, muszę Was ostrzec, kupowanie odpowiedzialnych prezentów jest trudniejsze i może w niektórych momentach kończyć się niezadowoleniem dziecka, szczególnie w pierwszym momencie. Tutaj musicie sobie odpowiedzieć na pytanie, czy lepsza będzie „słomiana” radość przy odpakowywaniu zabawki i rzucenie jej w kąt po dwu dniach, czy ryzyko chwilowych dąsów, a potem wielomiesięczna, a nawet wieloletnia, jego przydatność.

Minecraft — najłatwiejszy z mądrych prezentów

Ponieważ na wstępie napisałem, że nie powinniśmy kupować klocków ani gier, więc to całkiem logiczne, że pierwszą rzeczą, jaką polecę, będzie gra… w której układa się klocki. Dlaczego Minecraft? Ponieważ tak naprawdę to coś znacznie więcej niż gra, to platforma, która może pomóc rozwinąć zainteresowania i zdolności twojego dziecka w kilku różnych kierunkach. Potrafi uczyć myślenia przestrzennego, logiki, zarządzania ograniczonymi zasobami, dać podstawy chemii czy wspomagać naukę programowania. Rozwija właściwie każdy rodzaj wyobraźni.

Już sama opcja projektowania własnych światów to w rękach dzieci coś niesamowitego. To, co po pół roku poznawania programu potrafi zbudować 8-latek, może wywołać klasyczny opad „szczeny” u niejednego dorosłego. A przecież gra oferuje znacznie więcej, dzieci mogą tam konstruować pułapki, projektować budynki z działającymi systemami oświetlenia, budować kolejki i proste maszyny…

Co więcej, jeśli Wasze dziecko złapie minecraftowego haczyka, otwierają Wam się nowe „prezentowe” możliwości. W księgarniach znajdziecie sporo ciekawych pozycji, które np. pokazując jak budować znane budowle, uczą jednocześnie geografii i przybliżają kulturę innych narodów. Do wyboru mamy sporo książek pomagających w nauce programowania np. języka Python. Jeśli chcecie kupić dziecku mądrą grę, Minecraft będzie zdecydowanie numerem jeden na naszej liście.

Czas na klocki…

We wstępie napisałem też, żeby nie kupować klocków? Cóż, jak wiadomo są klocki i są klocki. Te, o których chce napisać, są zdecydowanie „lepszego sortu”. Zacznijmy od najsłynniejszej firmy, czyli Lego. Oprócz typowo zabawkowych produktów, na które najłatwiej marketingowo złapać dzieci, firma posiada w swoim portfolio kilka serii edukacyjnych. Są to Technic, Creator Expert, Ideas, We Do, Boost i Mindestorm.

Technic pozwala budować działające urządzania, pomaga zrozumieć działanie różnego typu konstrukcji, przekładni. W serii Creator Expert i Ideas można znaleźć takie perełki jak modele rakiety Apollo Saturn V czy lądownika księżycowego Apollo 11. We Do, Boost  i Mindstorms pozwalają tworzyć i programować urządzenia oraz roboty przy pomocy Scratcha lub dedykowanego oprogramowania. Jedyną wadą tych edukacyjnych serii Lego jest cena, ale na końcu artykułu podrzucę wam pomysły, jak ominąć ten problem bez uciekania się do sprzedaży nerki.

Niemniej, na rynku mamy też, może nie tak dopracowane, ale znacznie tańsze produkty alternatywne. Są to na przykład zestawy „Laboratorium Mechaniki” firmy Clementoni. Nie są może wykonane tak dobrze, jak duńskie klocki, ale ich walory edukacyjne są na podobnie poziomie. W sklepach znajdziemy też sporo różnego typu programowalnych robotów mało znanych chińskich firm. Ponieważ bardzo różnie wygląda sprawa z ich jakością, dobrze jest przed zakupem poszukać opinii i testów wybranego produktu, a najlepiej przetestować w sklepie. Jednak to właśnie od tańszych produktów polecałbym zacząć, a droższe systemy rozważyć, jeśli będziecie wyraźnie widzieć, że „konstrukcyjny” haczyk został połknięty.

Kulką i magnesem w wyobraźnię dziecka

Fantastyczną zabawę edukacyjną gwarantują zestawy do budowy torów kulkowych z serii Gravitrax. Nie dość, że rozwijają wyobraźnię, to przy okazji możemy dzieciom wytłumaczyć co nieco zasad z zakresu fizyki. Jednocześnie przeszkody jakie dzieci napotkają w trakcie testowania konstrukcji pokazują im, jak ważna jest logiczna analiza napotkanych problemów i uczą, jak efektywnie je rozwiązywać.

Równie ciekawe są klocki magnetyczne, np. GeoMag lub NeoCube. Pozwalają budować niesamowite konstrukcje i poznawać zasady działania pola magnetycznego. Ogólnie rzecz biorąc, zabawki edukacyjne wykorzystujące magnesy neodymowe świetnie się sprawdzają jako prezenty, lewitujące obiekty, wagi, masy magnetyczne zmieniające kształty, tego typu rzeczy niesamowicie łatwo przyciągają uwagę i sympatię dzieci.

Mały fizyk, mały chemik…

Na rynku mamy też sporo zestawów pozwalających pobawić się w prostego laboranta. Podobnie jak w przypadku klocków i robotów, wskazana jest jednak ostrożność, bardzo różnie bywa z jakością tego typu zabawek edukacyjnych. Sam miałem kilka takich zestawów, z których jakieś 20% elementów do czegokolwiek się nadawało.

Z tego też względu rozważyłbym zakup abonamentu SmartBee Club, o którego jakości słyszałem bardzo wiele dobrego, a rekomendacje naukowców PAN czy organizacji Mensa sugerują, że mamy do czynienia z bardzo dopracowanym produktem. Sam zamierzam zainwestować w ten program, jak tylko najmłodsza latorośl wyjdzie z etapu noworodkowego i będę w stanie wygospodarować trochę więcej luźnego czasu dla starszych dzieci.

Tak czy inaczej, wy też musicie zwrócić uwagę na problem czasu. Jeśli rozważacie pójście w tę stronę, powinniście mieć świadomość, że produkty typu „Mały naukowiec” wymagają naszej asysty, choćby dlatego, że potrafią zawierać odczynniki chemiczne. Jeśli z jakichś względów nie będziecie mieć czasu na poprowadzenie dzieci przez takie doświadczenia, wymyślcie coś innego.

Programowanie, programowanie

„Młodzież programująca przyszłością narodu” – chciałoby się sparafrazować hasło z socrealistycznej Polski. Część z Was zapewne musiała się już zmierzyć z konieczności udzielenia pomocy własnym pociechom w zadaniach wykonywanych w Scratchu.

Problem w tym, że zadania szkolne bardzo często są zachowawcze i w efekcie nudne. Tymczasem w przypadku programowania dzieci najbardziej fascynujący jest dla nich atrakcyjny efekt końcowy. Jeśli będą w stanie stworzyć własną grę i jeszcze pochwalić się tym przed kolegami, nie oderwiecie ich po pewnym czasie od komputera (choć powinniście :) ).

U mnie Scratch był długi czas nudnym programatorem i dopiero gdy chłopcom trafił się fajny tutorial jak zrobić proste wyścigi samochodowe, otworzyły się im w głowach nowe możliwości. Dziś mają już zrobione po kilka prostych gierek, a czasem widzę, jak dyskutują o rozwiązaniu jakiegoś problemu, które zauważyli w tutorialowych wzorcach.

W tej kwestii pomocne mogą być książki lub dobre kursy internetowe. W przypadku młodszych dzieci warto rozpocząć od książki twórcy Scratcha Mitchela Rasnica „Scratch Jr. Oficjalna książka”. Starszych może zainteresować na przykład ksiażkę wydawnictwa Helion „Scratch bez tajemnic. Programowanie gier od podstaw”. Jeśli nie czujecie się na siłach pomagać przy tego typu aktywności, możecie wspomóc dziecko, wykupując mu jeden z wielu kursów Scratcha dostępnych on-line.

Zabawa w finanse i zarządzanie

Wśród gier planszowych mamy nieograniczony wręcz wybór tematów i klimatów, skoro jednak dziecko powinno się uczyć bawiąc, skupimy się na kilku tytułach, które mogą zmusić wasze dziecko do zastanowienia się nad ważnymi życiowo sprawami.

Monopoly – to chyba najpopularniejsza i najbardziej kontrowersyjna gra planszowa. Planszówkowa „diaspora” zarzuca jej zbytnią losowość, niektórzy nie trawią ją za wywoływanie zbyt ostrych konfliktów przy stole, moim zdaniem jest to jednak super gra, jeśli chcemy pokazać dziecku jak działają pieniądze a właściwie ich brak. Najlepiej podać w atrakcyjnej dla nich formie np. edycja FC Barcelona lub Kraina Lodu, chętniej będą wracać, jeśli na początku przydarzy im się dotkliwie przegrać z rodzeństwem.

Jeśli wasze dzieci zarażą się planszówkami, macie prezenty załatwione na parę lat do przodu. Wystarczy tylko w odpowiednim momencie podrzucać kolejne tytuły, podnosząc poziom trudności. Wybór jest ogromny, a gry potrafią wzbudzić zainteresowanie wieloma dziedzinami. Przykładowo, „Terraformacja Marsa”, uczy zarówno elementów ekonomii, zarządzaniem zasobami, jak i prowokuje do zainteresowania się astronomią i tematem zasiedlania innych planet.

Przeskok na komputer też daje nam sporo możliwości. Kto nigdy nie zarwał nocki nad Cywilizacją, niech pierwszy rzuci kamieniem, chciałoby się powiedzieć. Cywilizacja, Sim City, Anno 1800, Farming Symulator czy Football Manager zmuszają do myślenia i uczą podstawowych prawideł ekonomicznych w zabawny, przyjemny i aż nadto wciągający sposób.

Strategia i taktyka – uczmy od małego

Jeśli wspomniałem o Cywilizacji, to przyjdźmy do jeszcze bardziej wymagającego zagadnienia, strategii i taktyki. Zdaje sobie sprawę, że poprzez zahaczenie o tematy wojenne będzie to pewnie najbardziej kontrowersyjny fragment tego poradnika, ale uważam, że elementów myślenia strategicznego warto uczyć nawet mniejsze dzieci. Nie chodzi oczywiście o to, aby kupować ośmiolatkom książki Clausewitza czy Sun Tzu, także w tej dziedzinie pomocne mogą okazać się gry, tak planszowe, jak i komputerowe.

Młodszym dzieciom można podrzucić na start grę Ryzyko (Risk), dobry tytuł wprowadzający w tę tematykę. Potem sugerowałbym przeskoczyć na klasyczne szachy, wśród których można znaleźć ciekawe zestawy na prezent „interdyscyplinarny”, taki jak choćby szachy Czarodziejów dla fanów Harry’ego Pottera.

Potem powinno być z górki, jeśli dziecku spodobają się szachy,  gry komputerowe wymagające sporego wysiłku umysłowego, takie jak wspomniana Cywilizacja, Age of Empires  czy typowe gry wojenne takie jak Total War, czy mniej znane, ale jeszcze lepsze Ultimate General lub Unity of Command powinny się nieźle sprawdzić.

Te ostatnie tytuły to oczywiście temat dla nastolatków. Aby jednak nie wywołać bezrefleksyjnej fascynacji wojną, w przypadku starszych dzieci warto zbalansować to zakupem jakiejś gry pokazującej drugą stronę wojny, świetnym tytułem będzie piękny wizualnie, ale zmuszający do refleksji „Valiant Hearts: The Great War”. Jeśli macie dzieci 18+  i jeszcze dajecie im prezenty, warto kupić jeszcze bardziej antywojenny  „This War of Mine”. Samodzielnie te tytuły raczej średnio nadają się na prezenty, są mocno dołujące, ale jako dodatek? Dlaczego nie.

Prezenty z papieru lub e-inku

Książki to podstawowy rodzaj prezentu, ale co zrobić, jeśli nasze dziecko w ogóle nie przejawia chęci sięgania po nie? Być może nowoczesna forma czytelnictwa, audiobook lub urządzenie z ekranem e-ink łatwiej przekona je do zainteresowania się tę formą spędzania czasu. Jako prezent warto rozważyć jeden z dostępnych na rynku abonamentów, np. rodzime Legimi, na którym znajdziecie między innymi książki Douglasa Adamsa czy Terry’ego Pratchetta.

Jeśli podrzucicie im wspomnianych autorów i ich nie „wciągnie”, wtedy przynajmniej będzie wiadomo, że już nic nie zdoła przekonać waszych dzieci do czytania. Pratchett i Adams to test ostateczny. W przypadku osób niewiele czytających warto pójść po kluczu zainteresowań, na przykład, jeśli dziecko gra w Wiedźmina, Sapkowski albo inne dobre fantasy mogą trafić na podatny grunt.

Powyższe propozycje są skierowane oczywiście do nastolatków, dla młodszych dzieci świetną rzeczą na prezent są rysowane książki i atlasy autorstwa Aleksandry i Daniela Mizielińskich. Fantastycznie zaprojektowane, o dużych walorach edukacyjnych i porządnie wydane, powinny sprawić waszym najmłodszy sporo frajdy.

Sklejamy P-11c

Jednym z ostatnich prezentów, który chciałbym zasugerować, będą sklejane plastikowe modele samolotów, okrętów itd. W czasach mojej młodości to jedna z popularniejszych rozrywek, dziś trochę specjalistyczne hobby, a zupełnie nie słusznie. Budowanie i wykańczanie modeli rozwija na kilka sposobów, dziecko staje się nie tylko sprawniejsze manualnie i plastycznie, ale często rozwija się też merytorycznie. Z doświadczenia wiem, że zarażona tym hobby osoby w 99% przypadków zaczynają zagłębiać się w historię sklejanych modeli, a przy okazji poszerzać swoją wiedzę z zakresu czasów, z których dany obiekt pochodzi.

Wspierajmy zainteresowania

Na pewno znacie te opowieści wielu rodziców, jak to kupili dziecku gitarę, która ostatecznie wylądowała po dwukrotnym użyciu w piwnicy. Tak, dzieci miewają słomiany zapał, ale pomimo tego warto inwestować w rzeczy, do których się zapalają. To nieuniknione, że nie trafimy z większością prezentów tego typu. Ale co z tego?

Jeśli trafimy, choć z jednym pomysłem, który wpłynie w efekcie na jego życie, to już będzie ogromny sukces. „Pewnie i tak jej / mu przejdzie”, to nie jest dobra metoda, szczególnie że mamy dziś allegro, olx i inne kanały sprzedaży takich niechcianych rzeczy :) Córka dużo maluje, kupcie jej sztalugę (uwaga na gatunek drewna) i zestaw lepszych kredek czy ołówków, syn bawi się zdjęciami w smartfonie, może używana lustrzanka i Affinity Photo będzie dobrym pomysłem?

Droższe prezenty na lata

Temat drogich prezentów jest mocno kontrowersyjny. Jestem ich zdecydowanym przeciwnikiem, jeśli chodzi o zwykłe zabawki, natomiast uważam, że w przypadku rzeczy rozwijających zainteresowanie dziecka, czasami warto zapłacić więcej, a nawet dużo więcej. Najlepiej jednak, żeby dziecko odczuło, że dostaje coś bardzo wartościowego.

Są na to przynajmniej trzy podstawowe metody. Jeśli w waszej rodzinie jest zwyczaj, że prezentami obdarowują dzieci także dziadkowie, ciotki itd. umówcie się z nimi na jeden składkowy prezent, z karteczką z życzeniami od darczyńców i uświadomcie dziecko, że dostają coś bardzo specjalnego, kosztem drobniejszych „giftów”.

Drugą metodą, jest zepsucie niespodzianki i ujawnienie dziecku co chcemy kupić, z informacją, że będzie to prezent załatwiający jedną lub kilka następnych prezentowych okazji. Pisałem już, że większość dzieci i tak ma za dużo zabawek?

Trzecią metodą, moim zdaniem najbardziej wychowawczą, choć sprawdzającą się w przypadku prezentów które dziecko już wcześniej chciało, jest zakup wspólny. Jeśli wasze dziecko nie jest nauczone oszczędzać pieniędzy z kieszonkowego i prezentów, będzie ciężko przyjąć taką taktykę na najbliższego 1 czerwca, ale już na kolejnego, można rozważyć. Samo pokazanie na czym polega oszczędzanie, będzie wartością samą w sobie.

W jakiego typu rzeczy warto inwestować? Piórko do rysowania na tablecie (oczywiście trzeba takowy posiadać), interaktywne pomoce naukowe, takie jak ruchomy modelu układu słonecznego, czy globus pokazujący jak działają strefy czasowe, mikroskopy, do których można podpiąć smartfona (np. firmowane przez National Geographic) czy wreszcie sprawiające ogromną frajdę teleskopy. Niestety zdecydowanej większości urządzeń tego typu nie da się kupić tanio i dobrze. Jeśli kupicie mikroskop za kilkadziesiąt złotych, czy teleskop ciut drożej, to dojrzeć będziecie przez nie mogli tylko dno kosza do którego zaraz trafią.

Warto poznać swoje dziecko

Rzeczą, która może bardzo pomóc w celnym wyborze mądrych prezentów, jest… komunikacja. Rozmawiajcie z dziećmi, niech pokażą Wam co je kręci, podrzucajcie im darmowe filmiki edukacyjne i obserwujcie, co ich zainteresuje.. „AstroFaza”, atrakcyjne eksperymenty chemiczne, Pogromcy mitów, rodzinne oglądanie startów rakiet SpaceX… można się zdziwić, co potrafi zafascynować dziecko z pierwszych klas podstawówki.

Jeśli dzieciaki rozmawiają między sobą dziwnym slangiem, którego nie rozumiecie, przeprowadźcie „śledztwo”, na jakim punkcie są tacy zakręceni. Może przy okazji znajdziecie wytrych do czegoś, co warto wesprzeć fajnym prezentem. Jednym słowem, jeśli chcecie zwiększyć szanse na to, żeby prezent edukacyjny był idealnie trafiony, powinniście zainteresować się tematem znacznie wcześniej niż pod koniec maja. Jednak nawet jeśli tego jeszcze nie zrobiliście, i tak lepiej spudłować, niż kupić kolejnego „zbieracza” kurzu, czy następne pół kilo nic niewnoszących klocków.

Trzeba też pamiętać, że kupno prezentu edukacyjnego wymaga waszego czasu także po zakupie. Zainteresowanie dzieci trzeba rozpalić i podtrzymać, wyjaśnić mechanizmy i pomóc tam, gdzie nie poradzą sobie same. Musicie wygospodarować pół soboty na „Małego chemika” a być może i pół nocy na posprzątanie po nim, gdy wasze dzieciaki pójdą już spać. Ale przecież o to chyba w tym wszystkim chodzi, żebyśmy przekazywali im wiedzą, ale też i uczyli się razem z nimi. Całkiem możliwe, że po tych wszystkich inwestycjach dziecko pójdzie i tak w innym kierunku, ale za jakiś czas będziecie razem wspominać, jak to fajnie wspólnie rozkuwało się tyranozaura.