16

Dzięki nowym technologiom zyskam więcej czasu wolnego. Jasne…

Opublikowaliśmy dzisiaj tekst Czytelnika, który opisywał proces rewolucji technologicznej na przykładzie autonomicznych samochodów. Temat intrygujący chociażby z tego powodu, że trudno go jednoznacznie ocenić – zmiany mają tylu samo zwolenników, co i przeciwników. Bilans zysków i strat związanych z rozwojem technologicznym odnosi się zazwyczaj do rynku pracy, ewentualnego poważnego wzrostu bezrobocia wywołanego przez zastępowanie ludzi […]

Opublikowaliśmy dzisiaj tekst Czytelnika, który opisywał proces rewolucji technologicznej na przykładzie autonomicznych samochodów. Temat intrygujący chociażby z tego powodu, że trudno go jednoznacznie ocenić – zmiany mają tylu samo zwolenników, co i przeciwników. Bilans zysków i strat związanych z rozwojem technologicznym odnosi się zazwyczaj do rynku pracy, ewentualnego poważnego wzrostu bezrobocia wywołanego przez zastępowanie ludzi maszynami. Tym razem chciałbym zwrócić uwagę na jaszcze jeden element: zyskiwanie czasu.

Jeden z akapitów przywołanego tekstu zawierał taki fragment:

Wsiadamy rano do samochodu i już możemy rozpocząć pracę. Nie rzucamy bluzgami stojąc w korkach, tylko wyciągamy komputer i przeglądamy pocztę. Gdy po godzinie docieramy do biura jesteśmy już trochę odrobieni. Nie musimy siedzieć po godzinach, bo przecież zawsze jest dodatkowy czas w naszym samochodzie. Zwiększamy naszą efektywność i mamy więcej czasu na własne życie. Myśl „chcę takie” jest jak najbardziej uzasadniona.

Po lekturze pomyślałem o czymś, co zaprząta moją głowę już od pewnego czasu: nowe technologie zwiększają efektywność i dają człowiekowi więcej czasu na „własne życie”, ale nierzadko ta zdobycz i tak przeznaczana jest na pracę. W przywołanej wizji pracy w samochodzie człowiek ostatecznie pewnie i tak zostanie po godzinach i będzie realizował dodatkowe zadania. Nie jest tak, że wraz z rozwojem technologicznym nie zmienia się pakiet obowiązków pracownika. Realizacja niektórych zadań wymagających dwie dekady temu tygodnia ciężkiej pracy, dzisiaj może zająć parę godzin. Czy to oznacza, że pracownik przychodzi teraz w poniedziałek do biura (albo i nie – przecież istnieje opcja pracy zdalnej), załatwi sprawę z 2-3 godziny i zwija się do domu na 5 dni? No właśnie.

Niektórzy łudzą się, że czas, który zyskamy za sprawą postępu technologicznego, będzie automatycznie czasem bonusowym. Przeznaczy się go na rodzinne wypady, łowienie ryb, czytanie książek i oglądanie filmów. Pewnie jakiś odsetek ludzi faktycznie tak go wykorzystuje, ale będą i tacy (zakładam, że większość), którzy po prostu więcej popracują. Nie musisz chodzić z dokumentem X od drzwi do drzwi w biurowcu i nie zajmie ci to całego dnia, bo możesz go przesyłać za pośrednictwem Sieci. Komputer i Internet pozwoliły zyskać kilka godzin. Ale zostaną one przeznaczone na tworzenie innych dokumentów. Tych, które dwadzieścia lat temu byłyby ogarniane we wtorek, środę i czwartek. Dzisiaj są do zatwierdzenia w poniedziałek do 12.00.

Zdobywanie czasu odbywa się już nie tylko na niwie zawodowej, gdzie do gry wkroczyły nowe technologie, sprzęt mobilny, przeróżne programy i nowoczesne narzędzia pozwalające wykonać więcej zadań w krótszym czasie. Ten mechanizm jest przenoszony na inne sfery naszego życia: odżywianie, sen, podróże. Praca może dzisiaj towarzyszyć człowiekowi podczas obiadu, bo ma przy sobie smartfon/tablet. Na dobrą sprawę sam posiłek też nie musi trwać kilka kwadransów – przecież opracowywane są zamienniki, które przyjmie się raz dwa i w ten sposób zyska pół godziny. Sen? Zmajstrujemy opaskę, która pozwoli spać efektywniej. Zyskasz trochę czasu. Dla siebie rzecz jasna. Podróż do pracy, podczas której słuchałeś radia albo audiobooka? Nie, samochód pojedzie sam, a ty zajmij się projektem Y. W ten oto sposób czas zdobywany za sprawą nowych technologii przeznaczany jest na jeden cel – życie zawodowe.

Nie twierdzę oczywiście, że to standard, ale znam kilka takich przypadków. Nowe technologie tak skróciły czas wykonywania niektórych czynności, że ludzie pracują dzisiaj nie 8-10 godzin dziennie, ale 16. Bo można i w biurze i w domu, w komunikacji miejskiej i w barze, na przystanku i w kolejce po kawę. Czytelnik pisał, że użytkownik autonomicznego samochodu będzie trochę odrobiony, ale jakoś trudno mi w to uwierzyć. Przesadzam? Może i tak. Piszę futurystyczny scenariusz? Nie, raczej wskazuję na zjawisko, które obserwujemy od jakiegoś czasu.

Źródło grafiki: youtube.com