5

Żaden inny serial nie będzie Was tak irytował. Eksperyment uważam jednak za udany

Izolacja społeczna wprowadziła konsternację wśród twórców, ale okazała się też być niezłym źródłem inspiracji i motorem dla eksperymentów. Tak powstał serial "Dystans społeczny".

Gdy rozpoczniecie seans nowego serialu Netflix „Dystans społeczny”, na pewno wrócą Wam wspomnienia z nietypowego okresu, który rozpoczął się w połowie marca. Izolacja społeczna spowodowała, że spędzaliśmy więcej czasu w domu, niż kiedykolwiek wcześniej, a nasza codzienność zmieniła się nie do poznania. Prawie wszystko przeniosło się też do Internetu – zakupy, rozrywka, spotkania, praca, edukacja. Z jednej strony było to dość wygodne, z drugiej przebywanie w jednym otoczeniu (z tymi samymi ludźmi) mogło doprowadzać do nieznanego wcześniej poziomu irytacji.

Zdalna realizacja serialu była eksperymentem. Czy się udał?

O tym oraz o wielu innych rzeczach z tymi związanych opowiada „Dystans społeczny” – nowa antologia Netfliksa, która w 8 odcinkach opowiada 8 różnych historii. Część z nich wydaje się wzięta żywcem z naszej rzeczywistości, ale pojawia się sporo nowych dla widzów wątków, a także perspektyw na to, czego musieliśmy doświadczyć i z czym przyszło nam się zmierzyć. Muszę przyznać, że potrafi to otworzyć oczy na kilka spraw, które wcześniej wydawały się dość odległe lub niemające dla nas znaczenia. To też ciekawa kronika wydarzeń sprzed kilku miesięcy i – choćby wolałbym tego nie pisać – może to być serial, który pozwoli inaczej nastawić się oraz przygotować na ewentualny powrót do takich realiów. Czy jest zabawny? Momentami, ale trudno nie oprzeć się wrażeniu, że jest tu sporo zmarnowanego potencjału. Pod względem technicznym i realizacyjnym to jednak ciekawy projekt.

Jak nakręcono „Dystans społeczny”?

„Dystans społeczny” realizowano przede wszystkim za pomocą kamer z laptopów i telefonów. Materiały zza kulis pokazują zestawy kilku iPhone’ów mających zastąpić profesjonalny sprzęt, a także pomieszczenia mieszkań i domów członków obsady, które zamieniły się w magazyny i plany filmowe.Nie jest to oczywiście pierwszy czy jedyny taki projekt, bo realizowane na dystans i zdalnie filmy oraz seriale powstały także w Polsce, ale chyba nikt inny nie zdecydował się na przedsięwzięcie o takiej skali.

Zachowajcie dystans (społeczny) do tego serialu

Aktorzy podjęli się także wyzwań, które wcześniej ich w ogóle nie dotyczyły – musieli zadbać o scenografię, kostiumy, oświetlenie, kadrowanie oraz obsługę sprzętu, a po tym wszystkim wchodzili w rolę. Na miejscu nie było też nikogo, kto zagrałby za nich sceny z pewnym ryzykiem uszczerbku na zdrowiu – w trakcie kręcenia jednej ze scen aktor złamał palec u nogi, bo scenariusz zakładał wyładowanie agresji na kilku przedmiotach. Nad każdym z tych etapów czuwali reżyserzy, którzy wydawali polecenia… przez Zooma i dla nich również było to doświadczenie, na które nie byli przygotowywani wcześniej. Rezultaty (wedle oceny na IMDb czy Filmwebie) nie spotkały się ciepłym przyjęciem, bo oceny mówią same za siebie (odpowiednio 4,2/10 i 5,4/10).

Zdaję sobie sprawę, że niektórzy woleliby nie wracać do realiów przedstawionych w serialu i nie widzą sensu w pogłębianiu takiego stanu, ale myślę, że po seansie można wyciągnąć kilka wniosków, na które nie zwrócilibyśmy uwagi. W roli obserwatora takiej rzeczywistości dostrzega się znacznie więcej, bo mamy inną perspektywę i w sumie to cieszę się, że Netflix zareagował właśnie w taki sposób na nowe okoliczności, tym bardziej że zdołano zgromadzić przed kamerami smartfonów i laptopów naprawdę ciekawą obsadę, w której znaleźli się między innymi Mike Colter, Oscar Nuñez, Dylan Baker, Marsha Stephanie Blake i Heather Burns.