115

Smartwatch stał się dla mnie codziennym sprzętem i już z niego nie zrezygnuję. Oto dlaczego

Po wielu latach smartwatch stał się dla mnie tak samo ważnym urządzeniem elektronicznym jak smartfon czy komputer. I owszem - nie jestem w stanie zrobić na nim tych samych rzeczy, ale ciężko by mi teraz było funkcjonować bez niego.

Czy smartwatch ma sens?

Smartwatche to jeden z nielicznych elektronicznych gadżetów, który w zasadzie od pojawienia się na rynku zmusza wręcz do zadania sobie tego pytania. No bo myśleliście kiedyś o tym czy potrzebujecie komputera czy smartfona? Odpowiedź jest naturalna i brzmi oczywiście „tak”. Z inteligentnymi zegarkami (jakkolwiek głupio brzmi ta nazwa) jest zupełnie inaczej, bo same w sobie nie są tak naprawdę do niczego potrzebne. Ale kiedy stanowią udane rozwinięcie ekosystemu, czy nawet samego smartfona, stają się dodatkiem, do którego bardzo łatwo się przyzwyczaić. O ile oczywiście to udane urządzenie i dacie mu szansę.

Smartwatchy używałem kilku. Najpierw LG G Watch R, później jednego z Samsungów (Gear S2 dokładnie), były też różne testówki – ale w zasadzie żadne z tych urządzeń nie zagościło na moim nadgarstku na stałe. Wspomniane dwa zegarki leżą w szufladzie i zbierają kurz, Gear S2 prawdopodobnie powędruje na nadgarstek mojego syna, o ile oczywiście będzie chciał go nosić. Może to mój brak zrozumienia do funkcji oferowanych przez te urządzenia, a może brak chęci do rozszerzenia swojego smartfona o dodatkowy ekran na zegarku, ale gdyby ktoś wtedy zapytał mnie „czy smartwatch jest potrzebny?” odpowiedziałbym, że nie. To po prostu kolejny gadżet.

Dopiero Apple Watch zmienił moje postrzeganie smartwatcha

W recenzji bardzo udanego zegarka Oppo Watch wspomniałem, że dobry smartwatch to taki, który nosi się na nadgarstku i nie trzeba sobie tego w żaden sposób tłumaczyć. Myślę, że Apple udało się zrobić to, czego nie udało się pozostałym producentom – ich zegarek jest po prostu elementem ekosystemu, który świetnie się w niego wpasowuje i stanowi jedną z jego składowych. Nie zamierzam tu w żaden sposób zachwalać tego urządzenia, bo absolutnie nie jest idealne. Jednocześnie muszę się do czegoś przyznać – bo blisko roku z Apple Watch na nadgarstku, wszystkie klasyczne zegarki poszły w odstawkę, a dla mnie ten sprzęt stał się tak samo potrzebny jak smartfon – choć przecież mogę zrobić na nim o wiele mniej i wersja WiFi jest od smartfona bardzo zależna.

Do czego potrzebny jest mi smartwatch?

Teoretycznie wszystko da się też zrobić na smartfonie, ale smartwatch jest dla mnie wygodniejszy i bardziej naturalny. A pot to jest przecież technologia, by oprócz ratowania życia, wprowadzania bezpieczeństwa na drogach czy wysyłania nas w kosmos, potrafiła też uprzyjemnić i ułatwić nam życie.

  • Płatności zbliżeniowe

Moment, w którym zacząłem płacić smartfonem był dla mnie tak przełomowy jak kiedyś wprowadzenie w większości większych sklepów możliwości płacenia kartą. Smartfon jest zawsze w kieszeni, więc portfel z kartami już tam być nie musi. Mniejszym, ale jednak, przełomem było dla mnie również rozpoczęcie płatności zegarkiem (w moim przypadku Apple Watch z Apple Pay, ale świetnie działało to również w Oppo i płatnościach Google). Jestem w sklepie, nie wyciągam smartfona z kieszeni, naciskam jeden przycisk, przykładam zegarek do terminala i tyle. Super wygodne. Szczególnie teraz, w czasach koronawirusa gdzie niekoniecznie chcę jeszcze grzebać kieszeniach i później doczyszczać smartfona po wyjściu ze sklepu.

  • Monitorowanie aktywności fizycznej

Żaden ze mnie sportowiec, ale „coś tam ćwiczę”. Nie na tyle dużo, by inwestować w profesjonalne czy półprofesjonalne zegarki sportowe. Ale na tyle dużo, by chcieć rejestrować swoją aktywność, mieć do niej później wgląd, liczyć kalorie by odpowiednio ułożyć sobie posiłki. Totalnie wkręciłem się też w „gramifikację” w postaci zamykania trzech okręgów aktywności w zegarku. Udało mi się to zrobić każdego dnia od zakupu i mam z tego frajdę. Tak samo jak ze zdobywania specjalnych okazjonalnych odznak. Teraz akurat poluję na 13 dni z 200% „wyćwiczeniem” puli kalorii do spalenia. Czasem rywalizuję ze znajomymi, zawsze to jakiś dodatkowy motywator kiedy pada deszcz, a bieganie to ostatnie, co chciałbym akurat robić.

  • Powiadomienia

Pierwsze 2 tygodnie zegarek wciąż wibrował mi na nadgarstku, później wyłączyłem 90% powiadomień klonowanych z telefonu. Zostawiłem tylko te najważniejsze, kluczowe dla mojego dnia. I nie ma znaczenia gdzie zostawiłem smartfona, czy ładuje się na szafce obok, czy leży w kuchni lub w łazience. Kiedy zadzwoni telefon lub dostanę ważną wiadomość, powiadomienie od razu wyświetli mi się na nadgarstku – bo zegarek mam ze sobą częściej niż smartfon.

  • Obsługa odtwarzacza muzyki

AirPods Pro nie mają żadnej regulacji głośności. Trzeba to robić z poziomu telefonu lub…zegarka. Tak się do tego przyzwyczaiłem, że mają słuchawki w uszach zmieniam na zegarku utwory, głośność, playlisty – sprawdzam też co akurat leci kiedy jest to coś nowego z listy, której sam nie robiłem. Nie wyciągam do tego telefonu z kieszeni, co przydaje się najmniej latem, a najbardziej kiedy sprzęt jest głęboko w kieszeni, dodatkowo przykrytej kurtką. Niby drobiazg, a jednak poprawia taki codzienny komfort korzystania ze streamingu audio.

  • Budzik

Tak, śpię w Apple Watch. Nie jestem osobą, której nie budzi normalny budzik czy sygnał ze smartfona, ale jednak zwyczajnie lubię kiedy zegarek wibruje mi na nadgarstku i wybudza ze snu. Mam go też obok siebie i nie muszę wstawać żeby wyłączyć budzik. W Apple Watch boli mnie akurat brak monitorowania snu. Niby to nic nie daje, a jednak we wszystkich wearables, które posiadają taką funkcję, chętnie zaglądam w statystyki.

Jak sami widzicie nie są to rzeczy do życia niezbędne. Ale mając to wszystko w zegarku, który cały czas jest na nadgarstku, moja nerdowska codzienność jest zwyczajnie wygodniejsza. A o to moim zdaniem też chodzi w świecie technologii. O moją wygodę. I myślę, że kolejny rok też spędzę ze smartwatchem na nadgarstku, a Apple Watch stał się jednym z elementów, przez który w najbliższych latach nie wrócę do Androida i zostanę w ekosystemie Apple. Bo to po prostu dobrze działa.