99

Dno, zawiść i nienawiść – smutno mi, gdy czytam polskie media

Na Antywebie piszemy głównie o technologiach, wiem. Piszemy też o Internecie. Wybaczcie mi, że usprawiedliwiam ten tekst w początkowym akapicie, niektórzy z Was mogą mieć pewne wątpliwości co do tego, czy jest to miejsce na takie przemyślenia. Ale musiałem to napisać. Wiecie, co? Smutno mi, serce mi pęka, gdy czytam polskie media – szczególnie te, […]

Na Antywebie piszemy głównie o technologiach, wiem. Piszemy też o Internecie. Wybaczcie mi, że usprawiedliwiam ten tekst w początkowym akapicie, niektórzy z Was mogą mieć pewne wątpliwości co do tego, czy jest to miejsce na takie przemyślenia. Ale musiałem to napisać. Wiecie, co? Smutno mi, serce mi pęka, gdy czytam polskie media – szczególnie te, które stoją po przeciwnych stronach sztucznie stworzonej barykady. Ledwo co wyszliśmy z dołka komunizmu, gdzie również istniały podziały… tylko po to, by żyć w kolejnych. Bardziej wyrafinowanych i nie mniej smutnych.

Poznaj lewaka i prawaka

Lewak to i tak dosyć pieszczotliwe określenie na osobę, która jest za tym, by osoby o orientacji homoseksualnej mogły brać ślub taki, jak osoby, które kochają normalnie. Jest też za tym, by geje i lesbijki mogli adoptować dzieci i wychowywać je tak, jak chcą. Nie ma nic przeciwko aborcji, sprowadzaniu obywateli krajów arabskich do Polski. Daleko w rzyci ma tradycję, historię, Piłsudskiego nazywa żałosnym faszystą i żyje albo miłością do Marksa, Stalina i Lenina, albo do nowego Kraju Rad z niebieską flagą i większą ilością gwiazdek na niej. Żyje wygodnie, czyta brednie w nowej Trybunie Ludu, która obecnie nazywa się „Gazeta Wyborcza”. Ogląda TVN, klaszcze Tuskowi i Millerowi.

Prawak to ostatni faszysta. Gruby dziad, któremu w życiu nic się nie udało i za wszystko obwinia komunistów i Wehrmacht na czele z dziadkiem Donalda Tuska. Syn prawaka co rok jedzie rozwalać Warszawę i pierze rurkowców na osiedlu. Smoleńsk dla prawaka to temat rzeka, a autorytetem w tej sprawie jest sam Macierewicz. Na pokładzie Tupolewa był nie tylko trotyl, ale i inne, wcale nie gorsze materiały wybuchowe. W niedzielę wywleka z garażu zdezelowanego Poloneza i jedzie do kościoła, w którym zamiast modlić się, obcina wzrokiem sąsiadów i złorzeczy im pod nosem. Człowiek niezadowolony z życia, szukający spisku. Źle mu z oczu patrzy. Tusk dla niego to zdrajca, a Palikot i Miller to wcielenia diabła.

houses-mall-shopping-3786-825x550

Smutny obraz, prawda? Obraz wykreowany przez media, które nawzajem obrzucają się błotem i z każdym miesiącem głową wybijają dziurę w dnie, które już osiągnęły. Zawsze zastanawiam się, gdzie jest granica. Granica, której przekroczyć się już nie da, gdzie niżej już upaść nie można. Za każdym razem zadziwiam się tak mocno, jak dziwiłem się po raz pierwszy.

Teraz będę się Wam spowiadać. Przede wszystkim jestem człowiekiem. Czuję się także Polakiem. Historię naszego kraju, narodu znam i wydaje mi się, że całkiem nieźle – na tle ogółu. Nie znam wszystkich dat, kojarzę głównie te kluczowe. Rozumiem problemy naszego kraju, potrafię wskazać ich podłoże historyczne. Nie boję się dyskusji na te tematy.

Żyję jak Ty i Ty. Rano chodzę do sklepu po bułki, zaspany palę papierosa na balkonie. Wracam do „biurosypialni” i przeglądam co się dzieje. Nie tylko w technologiach, ale także i w kraju. Czytam różne media – te uważane za prawicowe i te, które są „lewackie”. Chłonę je i jednocześnie odfiltrowuję to, co jest ideologiczną papką, zostawiając sobie suche informacje, pozbawione szkodliwego według mnie ładunku.

Żyję wygodnie, to fakt. Mieszkam kompletnie sam, nikt mi nie przeszkadza. Jeszcze nie mam dzieci, więc pewnie nie wiem, co to prawdziwe obowiązki. Nie mam żadnego kredytu, starcza mi od pierwszego do pierwszego. Czasem wypiję piwo, czasem wódkę, chodzę do kina. Na wybory chodzę – czytam programy wyborcze i głosuję na partię, która najlepiej oddaje to, jak myślę ja. Głosuję mimo, że wiem, że to nic nie zmieni. Wybory traktuję jak obowiązek – po prostu szanuję to, co wywalczono po okresie szarej i smutnej komuny. Szkoda mi marnować coś, za co ginęli ludzie.

Nie jestem ani lewakiem, ani prawakiem. Właściwie, to z punktu widzenia lewaka, czy prawaka – mam kryzys tożsamości. Czerpię i z jednej strony i z drugiej. Moje poglądy dotyczą gospodarki, polityki społecznej, służby zdrowia i tym podobnych. Obyczaje to dla mnie element poważnej i zdrowej debaty. Nie takiej, jaką mamy w mediach, gdzie bierze się człowieka, dobiera do niego oponentów i tym samym urządza się nie publicystykę, a rzeź, w której zawsze jest obsypany brawami wygrany i zmieszany z błotem gość wychodzący ze studia na tarczy.

„Ten z nami, ten przeciw nam…”

Jacek Kaczmarski to jeden z tych artystów, którzy mieli wpływ na to jak postrzegam nie tylko historię, ale i świat. W jego słowach można doszukać się sensu nie tylko dla tego, co było aktualne w czasach, gdy miłością wręcz „pałano”. Może i jestem nieco nawiedzony i szukam sensu tam, gdzie szukać go nie trzeba. Ale wydaje mi się, że Kaczmarski gdyby Mury śpiewał dzisiaj, byłyby one tak samo aktualne, jak wtedy.

macbook-air-notebook-person-157-825x550

Symbolem podziału społeczeństwa w Polsce nie są wcale coroczne burdy w Warszawie, ataki polityków. Media, które eskalują konflikt szczując ludzi na siebie jak psy. Czytając felietony z jednej i drugiej strony barykady czuję się, jakbym oglądał walki kogutów. Niby to tylko ptaki, ale igrzyska są tak samo brutalne. Wojna prawie jak na śmierć i życie. Dziennikarze piszą czasem tak, jakby nie wystarczyły im same pieniądze za wierszówkę. Wygląda to tak, jakby za ideę chcieli umrzeć.

To tak samo wyszło…

Ów tekst chciałem napisać już bardzo dawno. Zmotywował mnie niejako szef wszystkich szefów, Grzegorz Marczak. Jeżeli już coś pisze, to mocno – tak, że czuje się tego plaskacza spadającego na twarz. Mimo wszystko znam go jako bardzo miłego i ciepłego człowieka. Ów plaskacz był dla mnie też sygnałem, że skoro pisze o tym ktoś bardziej doświadczony ode mnie, to wcale nie jestem nawiedzony i przewrażliwiony. Coś naprawdę się dzieje.

Patrzę na teksty Michał Karnowski na Twitterze i szczerze mu współczuję. Tak bardzo przej..nej pracy chyba nikt nie ma.
Ciągłe obracanie się w tematyce pomiędzy zdrajcami, pedałami, zwyrodnialcami, kapusiami, hitlerowcami, zdrajcami i zdrajcami. I jeszcze to gówniane PO.
Podziwiam twardą psychikę również giermków z wpolicy , wsieci i innych tytułów. Tyle nienawiści i jadu pod w jednym tytule normalnie wywołałby u wielu ciężką depresje.
Choć może faktycznie niektórzy z „piszących” już w nią popadają. Numery się coraz słabiej sprzedają – to trzeba zaostrzyć język i tematykę. Dziś Grocka jutro w majtki kogoś innego.

~Grzegorz Marczak //Facebook

Kwintesencja tego, o czym napisałem dotąd blisko 1000 słów. Wyzywanie siebie od pedałów, zdrajców, hitlerowców. Klasyfikowanie ludzi ze względu na sympatię do partii politycznej. A dziennikarze to rzeczywiście giermkowie na usługach ideologicznie nastawionych gazet, które umówmy się – tyłek podcierają jednej opcji i ubabranym kawałkiem papieru rzucają za barykadę. I cieszą się, jak trafią. I gnój osiąga swój cel nader często – dno zostało pogłębione już tak mocno, że już nie pisze się łagodnych tekstów, które mają ukłuć oponenta. Słowem pisanym nabija się już na pal.

Społeczeństwo zidiociało

Temat już wyświechtany, trącający zgnilizną. Wyeksploatowany tak, że nic nowego w tym temacie nie da się napisać. Antyweba czytają ludzie myślący – widzę to codziennie w komentarzach. Na pewno to zrozumiecie. I widzicie zapewne, że nie jest inaczej. Rozluźniają się więzi rodzinne, tradycja definiowana jest przez konsumpcję, nikt nie przystaje choćby na chwilę i nie zastanawia się. Nie dziwię się. Nie ma na to czasu. Praca, dom, rozrywka, spanie i tak w kółko. Żeby lepszy samochód w garażu stanął, żeby wczasy były na bogato. Żyjemy by pracować, pracujemy by konsumować i czuć się dobrze. Ja się z tym pogodziłem. Konsumpcja i dążenie do pieniędzy to nic złego. Jak masz łeb na karku, nie kombinujesz, nie kradniesz i nie zaglądasz sąsiadowi do portfela – masz mój szacunek. Wiem, że to mała nobilitacja. Ja właśnie tak żyję. Przechodząc na przejściu dla pieszych i widząc ładny i drogi samochód nie klnę i nie wyzywam w myślach jego posiadacza od złodziei. Wręcz się cieszę, że ktoś ma. Może i ja kiedyś będę mieć? Bardzo bym chciał.

To, jak społeczeństwo umysłowo stacza się po równi pochyłej widzę codziennie. Nie chodzi mi tu o brak wiedzy o dacie wybuchu II Wojny Światowej. Takie tematy ładnie się czytają, równie dobrze klikają i oglądają. Wyłonić z tłumu „głupka” i obśmiać go jest łatwo. Trudniej jest pokazać prawdziwe oznaki zidiocenia.

Dużo gorszy jest obrazek, gdy chłopak zwraca się do dziewczyny jak do ulicznicy – publicznie, w galerii, przy ludziach. Już nie o samą okoliczność mi chodzi, a o fakt. Przy dziewczynie przekląć… można. Ale nie bez przesady. Sam się hamuję, choć święty i tak nie jestem. Na co dzień przeklinam, może i trochę za często. Ale szmatą nazywać? I o ile jestem naprawdę pokojowo nastawionym człowiekiem, tak wparowałbym w chama z rozbiegu i zapoznał z podłogą. Do niej może wyklinać ile chce, jej nic nie będzie. Gorzej jest jeszcze, gdy dziewczyna nic sobie z tego nie robi. Kto jest większym idiotą?!

accident-crash-debris-field-3803-733x550

Sytuacja z wczoraj – jako, że konsumować trzeba, a galeria jest świątynią konsumpcyjnego rytuału, wybrałem się do szczerze znienawidzonego mi miejsca, jakim jest właśnie nowoczesne centrum handlowe. Na samo wejście dostałem w twarz niesamowitą głupotą. Idzie chłopczyk, zapłakany, zasmarkany, przerażony. Bez matki, bez ojca. Przykucam, pytam – „co się stało?”, „zgubiłeś się?”. Chłopczyk mnie omija, boi się. Żeby nie wyjść na pedofila, oddalam się nieco, ale chłopaka z oczu nie spuszczam, szukam ochroniarza – dziecko samo po galerii latać nie może. Chłopczyk nagle rozbiega się i pędzi do kobiety, która stała jakieś 30 metrów od niego i obserwowała sytuację. Pytam ją, czy jest matką. Jest – a dziecko zostawiła tylko dlatego, bo takie ma metody wychowawcze. Zaprawdę powiadam Wam – świetne owe metody. Ale nie powiedziałem nic – bo gdybym powiedział, to przy okazji kobiecie bym nawrzucał. A tego nie lubię.

A skoro społeczeństwo głupieje, to ogłupić je można jeszcze bardziej. Postawmy na środku barykadę, zróbmy sobie media prawicowe i lewicowe. Ludzie rozpierzchną się po utworzonych sztucznie obozach, czymś się zajmą. Bezmyślnie będą wyzywać się od pedałów, zwyrodnialców i hitlerowców. Powtórzą to, co napiszą media, co kto zawrze w felietonie. Im więcej prucia flaków na arenie, im więcej błota, tym lepiej. Bo świetnie się czyta, bo ktoś dostanie gnojem w policzek. A ludzie będą klaskać – chleb już mają. Zróbmy im igrzyska.

Tak, igrzyska. Pokażmy im krew i nienawiść – w nowym wydaniu. Podzielmy ludzi na dwa zwaśnione obozy. Znajdźmy wroga i jednym i drugim. Wskazywanie jednego wroga narodu już było i okazywało się nudne. Raz był to Żyd, raz był to kułak. Ludzie, a i owszem – rzucali się do boju. O co walczyli? Za bardzo nie wiedzieli. Ważne, że z nimi szła masa.

Wyrafinowany sposób ogłupiania społeczeństwa. Za całe zło w kraju obarcza się i jednych i drugich. Spadł śnieg, zasypał samochód – wina Tuska. Słońce przygrzało mocniej i dusi tak, że ludzie mdleją – niech będzie wina Kaczyńskiego. Którego? A kto o to dba?

Szczególnie (nie)podobało mi się to, jak media tuż po śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Lecha Kaczyńskiego – czy to idące z programem partii, czy też nie… prześcigały się w ukazaniu jego postaci w jak najlepszym świetle. I o ile nic dziwnego w tym nie było jak chodzi o media „programowe”, tak już te „antypisowskie” przyprawiały mnie o mdłości. Nie tak dawno jeszcze robiły z niego kartofla, powtarzając po niemieckim tabloidzie. Zmieniła się sytuacja, zmieniła się i linia redakcyjna. O zmarłym nie wypada powiedzieć źle.

Komuś na tym zależy

Uznacie mnie za oszołoma, który we wszystkim czuje swąd teorii spiskowej. Skoro społeczeństwo głupieje, to można je przecież uczynić jeszcze głupszym. Odwróćmy uwagę gawiedzi od tego, że w kraju jest co najmniej dziwnie. Sprawy, które w „cywilizowanym” państwie by nie przeszły, w Polsce idą jak złoto. Podzielonym społeczeństwem dobrze jest przecież sterować, a władza jeśli przejdzie – to z rąk do rąk. Postawmy w opozycji do siebie PiS i PO. Programy partii? Całkiem podobne – przynajmniej moim zdaniem.

Dwa podobne twory na scenie politycznej mogą istnieć, o ile opinii publicznej pokaże się, że one swoimi przeciwieństwami i zażarcie ze sobą walczą. Owa walka polega na sukcesywnym punktowaniu dokonań oponenta. Jak ten stoi u władzy, to wszelka inicjatywa jest mieszana z błotem. Jak się coś rządzącym nie uda, to winna jest druga strona. I tak w kółko, aż do „porzygu”.

alone-depressed-depression-3351

Z mediami natomiast jest tak, że… nigdy nie są one bezstronne. Niestety. Nawet, jeśli mówimy o prywatnych tworach, mogą one zaprzedać duszę nawet samemu diabłu (o ile ten dobrze zapłaci) i nikomu nic do tego. Gdy w grę wchodzą pieniądze, nie ma mowy o jakiejkolwiek bezstronności. A media to świetny nośnik idei, wbrew temu, co mówi wielu ludzi – oddziałują na społeczeństwo.

Kto sam, ten nasz największy wróg

Trochę tak się czuję. Według niektórych mam powodu ku temu, by nienawidzić Ukraińców – bojownicy UPA zamordowali przecież członka mojej rodziny. Niemców zresztą też – oni również zrobili wiele złego krewnym. Gdy patrzę jednak na obrazki z wojny na wschodzie Ukrainy – wcale nie myślę o żołnierzach jak o mordercach, banderowcach, zbrodniarzach. Jakoś nie mogę pozbawić ich w tym wszystkim człowieczeństwa. Jasna cholera, przecież to są ludzie. Tacy jak ja. Oddychają, czują, myślą bardzo podobnie. Mają rodziny, dzieci… o właśnie. Najbardziej szkoda mi najmłodszych, zabitych cywilów. A tam jest ich niemało.

Podobnie szkoda mi Niemców, którzy wycierpieli mnóstwo przez wyuzdaną ideologię Hitlera. Wierzcie mi, lub nie – nie wszyscy Niemcy to potomkowie nazistów. Tak samo szanuję tych, którzy za komuny dostawali pałkami na strajkach, walczyli o „normalną” Polskę – kiedy już naprawdę normalnie nie było.

I stąd za każdym razem dostaję piany, gdy widzę, że w mediach używa się określeń: „komunista”, „hitlerowiec”, „bolszewik”, „faszysta”. Dziennikarze każdej opcji chyba nie chcieliby się przenieść do czasów, kiedy rzeczywiście można było na taki element trafić. Potulnie siedzieliby w domach, cichutko jak trusie, byleby głowy nie wychylić za wysoko, bo kula we łbie tylko zakolebałaby w czaszce. Tchórze, banda ostatnich tchórzy.

Media upadły. Zamiast kreować opinię, kreuje się nienawiść. Zamiast przekazywać informacje, przekazuje się ideę. Ale to chyba żadna nowość, prawda? I co gorsza – nie zmieni się nic. Ludzie to kupują jak towar pierwszej potrzeby. Jestem skrajnie niezadowolony z tego, jak to wygląda… ale co ja mogę?

Grafika: 1, 2, 3, 4, 5